Dzień trzeci – szukając chałupy

Już jakiś czas temu postanowiliśmy, że na emeryturze zamieszkamy w jakimś miłym kraju, w którym panuje swoboda światopoglądowa, gdzie panuje ogólna laicyzacja i zdrowy rozsądek. Postanowiliśmy zacząć od Niemiec, bo czemu nie? 

Zaopatrzeni w adresy i numery agentów od nieruchomości, z którymi poumawialiśmy się już tydzień wcześniej, wyruszyliśmy rano. Na południe. Pięć domów na zachodzie, jeden nad Bałtykiem, zwanym tutaj Ostsee.

Pierwszy dom był cudny, biało-niebieski:

Little house

Po pierwsze – tuż przy torach. Po drugie – malutki, mniej niż 70 m2. Po trzecie – pleśń, która siedzi w ścianach. Odpada.

Potem jest ciągle gorzej. Dom z pleśnią, dom tuż przy drodze krajowej, tam dach przecieka, a inny za duży, z kilkoma przybudówkami w malutkim ogrodzie, a inny wymaga strasznego remontu, a w naszej lidze trzeba się liczyć z każdym euro/groszem.

Jedziemy do Oldenburga, na wschodzie landu. To ostatni dom dzisiaj, więc liczymy na mały cud, że może wreszcie będzie coś fajnego. Dom jest duży, ładny, na wielkiej, zarośniętej działce, ma piękne podłogi, śmierdzi pleśnią, dach przecieka, agentka jest nieuprzejma, w sąsiedztwie mieszkają konie i śmierdzi, ale do plaży jest około 3 kilometry. Jedziemy więc na plażę

Baltic seaside in Germany

Kolor nieba jest wstrząsający i zapach morza, wodorostów i wakacji.

Baltic seaside – Germany

Prawie bezludne wydmy ciągnące się kilometrami i biały piasek z milionami kamieni. Fajnie byłoby tu mieszkać i chociaż raz w tygodniu iść i iść…

Wracamy. Po drodze odwiedzamy miasto Schleswig, ale jest zaniedbane i senne. 

Schlezwig town

Dodaj komentarz