Rejs statkiem wielkim lub małym. Kto o tym nie marzył, czytając o wielkich odkrywcach, dalekich lądach, skarbach ukrytych na bezludnych wyspach. Gdzie odnaleźć ślady romantyzmu ery żaglowców i odkrywania nowych lądów? Przecież nie w lotach samolotem.
U naszych Francuzów, czyli w maleńkim miasteczku w Prowansji, ukrytym wśród lesistych wzgórz departamentu Var. Miasteczko nazywa się Belgentier i mieszkają w nim Francoise i Christian, wraz ze swoimi dwoma psami. Zaraz po przyjeździe Christian zrobił mi egzamin ze znajomości prawidłowego wymawiania nazwy „Belgentier”. Okazało się, że wymawiam to źle i musiałam kilka razy powtórzyć poprawną wersję, czyli „belżątie„. Ufff.
Uliczka w Belgentier / Narrow street in Belgentier
Było słoneczne południe, wyruszyliśmy z domu wąskimi, pustymi uliczkami, po starym bruku, pamietającym być może czasy średniowiecza. Przy ulicach rosną wielkie drzewa figowe i akurat we wrześniu owoce dojrzewają i spadają setkami na ziemię, tworząc lepkie plamy, na których żerują motyle, pszczoły i inne latające łasuchy.
Wesoły pan kierowca koniecznie chciał, żeby zrobić mu zdjęcie 🙂
Pniemy się lekko w górę drogą, która ma nas doprowadzić do centrum. Miasteczko ma niecałe dwa i pół tysiąca mieszkańców (po II Wojnie było ich zaledwie pięciuset), więc trudno nam sobie owo centrum wyobrazić.
Belgentier
Christian opowiada zalewa nas informacjami: mają szkołe podstawową, klub sportowy i wszystko, co jest potrzebne do życia – une boulangerie (piekarnię), une boucherie (sklep z mięsem), une supérette (mały sklep samoobsługowy), un coiffeur (fryzjer), une maison de la presse (redakcję gazety?), deux bar-tabacs (dwa bary, do jednego z nich nie chodzą), deux restaurants (dwie restauracje) et une pizzeria.
Belgentier
Budynki są coraz bardziej okazałe, czyli centrum blisko. Nadal jest pusto, większość okiennic pozamykana. To wielkie drzewo to ponoć sekwoja, a postać obok to oczywiście Przypadkowy Turysta, czyli Pan i Władca 🙂
Belgentier
Christian postanawia zaprowadzić nas do Merostwa, które jest miejscem jego pracy, i choć nie bardzo rozumiem, jaką pełni funkcję, to jest taki dumny z siebie, że z radością idziemy za nim i Francoise (widoczni na zdjęciu u góry po prawej). W cienistych uliczkach jest przyjemnie, wrześniowy upał dociera tylko do granicy cienia.
Streets of Belgentier / Uliczki Belgentier
W Merostwie, które o tej porze jest nieczynne, Christian z dumą pokazuje nam kilka pomieszczeń, jakby sam wybudował i urządził budynek. Tuż obok jest niewielki kościół Notre-Dame-de-l’Assomption.
Wejście do kościoła w Belgentier / Entrance to Belgentier’s church
Na niewielkim placu przed kościołem pomnik poległych w Wielkiej Wojnie. Takie pomniki stoją w każdym mieście i miasteczku we Francji i w Wielkiej Brytanii, być może nawet we wszystkich krajach Europy Zachodniej. Często w kościołach są tablice z nazwiskami poległych, którzy pochodzili z danej miejscowości,
I can’t believe a whole year has passed since I returned from the Great Expedition. I’ve been here and there in the meantime, but nothing compares to the adventure of a lifetime. I need to finish the story, because I’m setting off for another Magical Land soon, and I can’t stand unfinished tales.
Nie mogę uwierzyć, że minął już rok od powrotu z Wielkiej Wyprawy. W międzyczasie było się tu i ówdzie, ale nic nie może się równać z przygodą życia. Muszę dokończyć opowieść, bo niedługo wyruszam do innej Czarodziejskiej Krainy i nie znoszę niedokończonych historii.
It was Monday, June 25, 2012; the sun rose in all its glory at 5:17 a.m., and we were up seventeen minutes earlier. We were required to vacate our cabin by 6:00 a.m., so we had to hurry to fit in one last delicious breakfast on board the Celebrity Constellation.
Był poniedziałek, 25 czerwca 2012 roku, słońce w pełnej krasie wstało o 5:17, a my siedemnaście minut przed nim. Kazano nam opuścić kabinę do 6 rano, więc musieliśmy się sprężać, żeby zdążyć zjeść ostatnie pyszne śniadanko na pokładzie Celebrity Constellation.
By 6:30, we already had our suitcases (it was amazing how efficiently they organized the baggage claim) and were waiting anxiously for the guy who had been keeping our car in some hideout somewhere. We didn’t have to wait long—after 30 minutes, we had the keys to a car covered in a thick layer of dust and numerous traces of avian droppings. Then I could begin the operation of opening the trunk, which held contents capable of triggering an epidemic of some unknown disease across a vast area (see: the first post). I lifted the hatch slightly and waited. Nothing happened—birds flying overhead didn’t drop dead in mid-air, and I didn’t faint—so I located the bag that posed the biohazard and tossed it into the trash (the contents were unrecognizable, but the object was black and soft).
O 6:30 mieliśmy już nasze walizki (niesamowite jak sprawnie zorganizowali odbiór bagażu) i z drżeniem serca czekaliśmy na gościa, który gdzieś w jakiejś dziupli przechowywał nasz samochód. Nie czekaliśmy długo – po 30 minutach mieliśmy już kluczyki do pokrytego grubą warstwą kurzu i wieloma śladami ptasiej przemiany materii auta. Mogłam wtedy zacząć operację otwierania bagażnika z zawartością, która mogłaby wywołać epidemię nieznanej choroby na dużym obszarze (patrz: pierwszy wpis). Uchyliłam klapę i czekałam. Nic się nie stało, przelatujące ptaki nie padły w locie, a ja nie zemdlałam, więc odnalazłam torebkę, która była zagrożeniem epidemiologicznym i wyrzuciłam ją do kosza. (zawartości nie dało się rozpoznać, ale była czarna i mięciutka).
Sky above Amsterdam
By 7:30, we were already speeding home along the A1 motorway. The distance to cover: 1,142 km. / O 7:30 już mknęliśmy autostradą A1 do domu. Dystans do pokonania: 1142 km.
In addition, we covered:
Amsterdam to Leknes in the Lofoten Islands – 1,017 nautical miles
Leknes to Longyearbyen (Spitsbergen) – 706 nautical miles
Longyearbyen to Honningsvag (Nord Cape) – 534 nautical miles
Honningsvåg to Molde – 683 nautical miles
Molde to Bergen – 133 nautical miles
Bergen to Amsterdam – 525 nautical miles
Total – 3,598 nautical miles; 1 nautical mile = 1.85 km
And that’s it.
Oprócz tego przebyliśmy:
Amsterdam do Leknes na Lofotach – 1017 mil morskich
Leknes do Longyearbyen (Spitsbergen) – 706 mil morskich
Longyearbyen do Honningsvag (Nord Cape) – 534 mil morskich
We wander aimlessly through the corridors of the seventh deck, trying to figure out what constitutes the luxury that costs a thousand bucks more than our cabin. The hallway looks just the same… The only thing I envy them is being able to open the windows – that’s probably the one thing that bothers me here. We wonder why we never once took a dip in any of the pools… Well, it’s too late now, but there’s only one reason: we just didn’t feel like it. Maybe next time – when we sail to the Caribbean, or at least to Madeira. But we’ll have a little animal as a souvenir – one of the several species that live around the pool area:
Włóczymy się bez celu po korytarzach siódmego pokładu, próbując odgadnąć na czym polega ten luksus, wart tysiąc dolców więcej niż nasza kajuta. Korytarz taki sam… Zazdroszczę im tylko, że mogą otworzyć okna, to chyba jedyna rzecz, jaka mi tu przeszkadza. Zastanawiamy się, dlaczego ani razu nie kąpaliśmy się w żadnym z basenów… Nie, teraz już przepadło, ale powód jest jeden – nie chciało nam się. Może następnym razem, kiedy popłyniemy na Karaiby, albo chociaż na Maderę. Ale będziemy mieć na pamiątkę zwierzaczka, jednego z kilku gatunków, które żyją w okolicy basenu:
Celebrity Constellation – Animal near the pool
The food. On the Celebrity Constellation, it’s one of the most amazing experiences—and one of the things I’m going to miss like crazy. I don’t know how much weight I’ve gained, but it was totally worth it. If I ever had the money for a round-the-world cruise (spending one to three months on a ship!), the ship’s draft would probably increase by at least a few centimeters. Zbig is delighted with the food too, of course, but for one thing, he gets used to luxury quickly, and for another, anything beats my cooking anyway.
Jedzenie. To na „Celebrity Constellation” jedno z najwspanialszych doświadczeń i jedna z rzeczy, których będzie mi brakować jak nie wiem co. Nie wiem ile przytyłam, ale i tak warto było. Gdybym kiedyś miała kasę na rejs dookoła świata (od miesiąca do trzech miesięcy na statku!), to pewnie zanurzenie wzrosłoby o co najmniej kilka centymetrów. Zbig wprawdzie też jest zachwycony jedzeniem, ale po pierwsze on szybko się przyzwyczaja do luksusu, a po drugie i tak wszytko jest lepsze od tego co ja ugotuję.
That’s it—10 p.m. We’re off to sleep; we’ve been told to clear out by 6:30 tomorrow. People on the upper decks probably don’t have to be up at the crack of dawn, but oh well. We have to get up at five and eat a huge breakfast. No, I don’t think I want to go home. Tomorrow we have to return to reality, starting with a big unknown in Amsterdam: will we get our car back or not? And if we do, what kind of life form will be waiting for us in the trunk, where we left (okay, fine—where I left) sandwiches, cottage cheese, and yogurt?
Koniec – 22-ga. Idziemy spać, jutro kazali nam się wynieść o 6:30. Wyższe pokłady nie muszą zapewne się zrywać skoro świt, ale co tam. Trzeba wstać o piątej i zjeść ogromne śniadanie. Nie, chyba nie chcę do domu. Jutro musimy wrócić do rzeczywistości, a zacznie się od wielkiej niewiadomej w Amsterdamie – odzyskamy samochód, czy nie? A jeśli tak, to jaka forma życia czeka na nas w bagażniku, gdzie zostawiliśmy (no dobra, ja zostawiłam) kanapki, biały serek wiejski i jogurt?
Sunrise 4:30 a.m., Sunset 10:16 p.m. / wschód słońca 4:30, zachód 22:16
Temperatura: 12°.
Position: North Sea / Pozycja: Morze Północne
Misty morning / Mglisty poranek
„You’ve lived the life” – that’s the slogan that appeared in today’s onboard newsletter. Maybe so. Besides, there’s a bit of a roll. That’s how the North Sea welcomes weary travelers. We’re likely catching some beam seas that the stabilizers can’t handle, because it’s far from steady. Many people are complaining that they couldn’t sleep last night because they felt „unsettled.” I feel unsettled too—because it’s the last day, everything has gone by so fast, and I’m left wanting more; I could easily keep sailing for another month. Life here is so simple and uncomplicated. For now, though, I’m off to say goodbye to my buddy:
„You’ve lived the life” – takie hasło ukazało się w dzisiejszej gazetce pokładowej. Może i tak. A poza tym kiwa. Tak Morze Północne wita strudzonych podróżników. Pewnie łapiemy jakieś boczne fale, na które nie działają stateczniki, bo nie jest stabilnie. Wielu ludzi narzeka, że nie mogli spać w nocy, bo czuli się „niepewnie”. Ja też czuję się niepewnie, bo to ostatni dzień i wszystko minęło tak szybko i czuję niedosyt i popływałabym sobie jeszcze z miesiąc. Życie tu jest takie proste i nieskomplikowane. Póki co, idę pożegnać się z moim kumplem:
Celebrity Constellation – my dude
At eleven, we’re off to our final dance class—Latin line dance. I know Z. doesn’t want to go; his mind is already consumed by the grim reality he has to face tomorrow. And then there’s the car, left in the hands of a stranger at the port of Amsterdam… Will we ever see it again? Will we have a way to get home? Not to mention the sandwiches left in the trunk… Has some sort of epidemic broken out in the city?
O 11-stej idziemy na ostatnią lekcję tańca – Latin line dance. Wiem, że Z. nie chce, bo jego myśli już zajęła ponura rzeczywistość, z którą przyjdzie mu się zmierzyć już jutro. No i samochód, pozostawiony w rękach obcego człowieka w porcie Amsterdam… Czy jeszcze go zobaczymy? Czy będziemy mieli czym wrócić do domu? No i kanapki zostawione w bagażniku… Czy w mieście nie zapanowała jakaś epidemia?
Noon / Południe
We use the last half-day to explore the ship one last time, return a book to the library, and visit places we hadn’t been to yet—such as the cinema, where two movies were shown daily. The cinema is cozy; portions of popcorn in cardboard boxes await on a table by the entrance. I decided to sit for a while in this quiet, dimly lit space:
Wykorzystujemy ostatnie pół dnia, żeby ostatni raz zwiedzić statek, oddać książkę do biblioteki, iść tam, gdzie jeszcze nie byliśmy, np. do kina, w którym codziennie można było zobaczyć dwa filmy. Kino jest przytulne, na stole przy wejściu czekają porcje popcornu w tekturowych pudełeczkach. Postanowiłam trochę posiedzieć w tym spokojnym, mrocznym miejscu:
Celebrity Constellation – cinema
Z. unexpectedly decided to visit the retail deck. Some time ago, he’d spotted a warm hoodie—one that wasn’t made in China—and decided it was exactly the one he wanted. In my stingy heart, I had hoped there would be sales on the last day—wild price cuts with an „everything must go” theme—but nothing of the sort happened. The hoodie cost 45 bucks, and it still does. But Z. is happy anyway, and that’s priceless.
Z. nieoczekiwanie postanowił odwiedzić pokład handlowy. Jakiś czas temu wypatrzył ciepłą bluzę z kapturem, która nie-została-wyprodukowana-w-Chinach i uznał, że taką właśnie chce mieć. Ja w moim skąpym sercu miałam nadzieję, że w ostatni dzień będą jakieś wyprzedaże, szalone obniżki cen pod hasłem „all must go”, ale nic takiego nie nastąpiło. Bluza jak kosztowała 45 dolców, tak kosztuje. Ale Z. i tak jest zadowolony, a to jest bezcenne.
All transactions on the ship are cashless; you pay for everything using your boarding pass. At the end of the cruise, the total is calculated and charged to the credit cards whose details were provided upon embarkation. It’s great that you can check all transactions and your running balance on the TV screen at any time. For a penny-pincher like me, that’s a real relief.
Wszelkie transakcje na statku odbywają się bezgotówkowo. Za wszystko płaci się kartą pokładową. Na koniec rejsu wszystko jest podliczane i ściągane z kart kredytowych, których numery trzeba było podać przy zaokrętowaniu. Fajne jest to, że wszystkie transakcje i ich bilans można w każdej chwili sprawdzić na ekranie telewizora. Dla mnie, skąpiradła, to prawdziwa ulga.
Afternoon / Po południu
The dreaded moment of packing is fast approaching. I really don’t feel like doing it, but all luggage—except for carry-ons—has to be out in the hallway by 11 PM. Others likely have a longer to-do list: cashing in casino chips before the place closes, using up their remaining internet minutes before they expire at 7 AM tomorrow, or getting a massage to help reduce swelling during the long flight home. It’s a relief that we don’t have to do any of that. For now, we’re off to take a photo with the guy from Deck 3, right next to the Chinese plenary office.
Zbliża się straszny moment, kiedy trzeba się będzie pakować. Strasznie mi się nie chce, ale do 23-ciej wszystkie bagaże, oprócz podręcznych mają się znaleźć na korytarzu. Inni mają zapewne więcej obowiązków, bo trzeba: wymienić żetony z kasyna, zanim zostanie ono zamknięte, wykorzystać ostatnie minuty w internecie, bo przepadną jutro o 7 rano, zrobić sobie masaż, bo to redukuje opuchliznę w czasie długiego lotu do domu. Jak to dobrze, że nie musimy robić tego wszystkiego. Póki co, idziemy sobie zrobić zdjęcie z gościem z 3 pokładu, obok chińskiego biura plenarnego.
I don’t know who that is, but he’s always standing on the third deck. / Nie wiem, kto to jest, ale zawsze stoi na trzecim pokładzie.
The Fløibanen Funicular – a rail line up Mount Fløien – is located about 150 meters from the fish market and the Bryggen waterfront. The cars look like ordinary buses (perhaps they actually are?) and climb to an altitude of around 320 meters above sea level. The journey takes about 5–6 minutes, but the view from the top is magnificent. Round-trip ticket prices are 80 NOK for adults and 40 NOK for children; a ticket for two adults and two children costs 200 NOK. The cars depart every 15 minutes.
Fløibanen Funicular, czyli kolejka szynowa na górę Floien, jakieś 150 metrów od targu rybnego i nabrzeża Bryggen. Wagony wygladają jak normalne autobusy ( może to są normalne autobusy?), które wspinają się około 320 metrów nad poziom morza. Trwa to około 5-6 minut, ale widok ze szczytu jest wspaniały. Cena biletu w obie strony: 80,- NOK dla dorosłych, 40,- NOK dla dzieci. Dla 2 dorosłych z 2 dzieci: 200,- NOK. Wagony odjeżdżają co 15 minut.
Museums in Bergen / W Bergen jest kilka muzeów:
Permanenten, located on Nordahl Bruns Gate, is the Museum of Decorative Arts (of Western Norway). There, one can view exhibitions featuring items such as carpets, textiles, silverware, furniture, porcelain, traditional costumes, and toys.
Permanetan na ulicy Nordahl Bruns Gate to Muzeum Sztuk Dekoracyjnych (Zachodniej Norwegii). Możan zobaczyć tam ekspozycję m.in. dywanów, tkanin, wyrobów ze srebra, mebli, porcelany, tradycyjnych strojów i zabawek.
City Art Museum – primarily paintings, including several works by Edvard Munch. / Miejskie Muzeum Sztuki – głównie malarstwo, w tym kilka prac Edwarda Muncha.
Sjøfartsmuseet – The Maritime Museum and the Historical Museum are located in the southern part of the city, on the university campus. They house artifacts from the Bronze Age and the Viking Age. It speaks for itself. / Muzeum Morskie i Muzeum Historyczne na południu miasta, na terenie Uniwersytetu. Posiada zabytki z ery brązu i ery Wikingów. Nic dodać nic ująć.
Never mind museums. In the photo below: art can be found everywhere, even at a sewer entrance: / Co tam muzea. Na zdjęciu poniżej: sztukę można znaleźć wszędzie, nawet na wejściu do kanału:
Troldhaugen – (Troll Hill) is located about 10 kilometers from Bergen. It is the home of composer Edvard Grieg and his wife Nina—a very cozy house in a beautiful setting. They lived there from 1885 until his death in 1907. Grieg achieved fame during his lifetime, so the house-museum displays his awards and trophies, as well as a Steinway piano. Hmm.Wzgórze Trola, około 10 kilometrów od Bergen. To dom kompozytora Edwarda Griega i jego żony Niny, bardzo przytulny i ładnie położony. Mieszkali w nim od 1885 do jego śmierci w 1907. Griegowi udało się zostać sławnym jeszcze za życia, więc dom-muzeum zawiera jego nagrody i trofea, a także fortepian Steinway. Hm.
Time to head back to the city center. Below: Z. is really getting into the locals’ laid-back rhythm of life. Little does he know he’s about to catch a runny nose:Pora wracać do centrum. / Poniżej: Z. świetnie się wczuwa w luzacki rytm życia mieszkańców. Jeszcze nie wie, że za chwilę dostanie kataru:
Main street in Bergen
Once you’ve visited all the museums and cultural attractions, and taken in the sights of the surrounding fjords and wildlife, it’s time for… shopping! The best place for this is Torgalmenningen, a large pedestrian-only street. It’s easy to find from the fish market—if you stand facing the bay, it’s right there on your left. You can find everything Norway has to offer there, including local handicrafts. We recommend the trolls; they always make a lovely gift. 😉
Kiedy już odwiedzimy te wszystkie muzea, atrakcje kulturalne, napatrzymy się na okoliczne fiordy i inne zwierzęta, nadchodzi czas na … zakupy!!! Najlepszym miejscem do tego celu jest Torgalmeiningen, wielka ulica zamknięta dla samochodów. Łatwo na nią trafić z targu rybnego – stojąc przodem do zatoki mamy ją dokładnie z lewej strony. Jest tam wszystko co w Norwegii można kupić, łącznie z lokalnymi wyrobami rękodzieła. Polecamy trolle, są zawsze miłym prezentem 😉
To be honest, we wouldn’t have come to Torgalmeiningen if the sound of wind instruments hadn’t drawn us in. It turned out the instruments were being played by a lovely orchestra made up entirely of blondes (where do they find all those blondes?) dressed in little red jackets. The cheerful sounds of marches, played one after another, lifted our spirits. The photo below shows the past and future of this wonderful country:
Szczerze mówiąc nie przyszlibyśmy na Torgalmeiningen, gdyby nie zwabiła nas muzyka instrumentów dętych. Okazało się, że na owych instrumentach gra śliczna orkiestra złożona z samych blondynek (skąd oni biorą te wszystkie blondynki?) ubranych w czerwone kubraczki. Wesołe dźwięki marszy, granych jeden po drugim sprawiły, że serca nam urosły. Na zdjęciu poniżej widać przeszłość i przyszłość tego wspaniałego kraju:
Above: Norway’s past and future – rugged warriors and a lovely orchestra on Torgalmeningen Street in Bergen. / Powyżej: przeszłość i przyszłość Norwegii – surowi woje i śliczna orkiestra na ulicy Torgalmeningen w Bergen
The sun: it will set today—or rather, tomorrow—at 52 minutes past midnight. / Słońce: zajdzie dzisiaj, a właściwie jutro 52 minuty po północy.
Temperature: 8°C, not a trace of sun. / Tempertaura: 8° C, ani śladu słońca.
Location: Road to Molde / Pozycja: droga do Molde
Another day at sea. I like days at sea because you can do nothing and eat all day, reading or meeting new people in between. I keep running into people I’ve never seen before—but then again, when there are over 2,000 people in one place, the chances of meeting someone new are huge. Most of the passengers have relaxed by now; even the Chinese travelers have started smiling and saying „good morning.”
Kolejny dzień na morzu. Lubię dni na morzu, bo można nic nie robić i jeść cały dzień, w przerwach czytać albo poznawać nowych ludzi. Ciągle natykam się na kogoś, kogo nigdy wcześniej nie widziałam, ale kiedy w jednym miejscu jest ponad 2000 osób, to prawdopodobieństwo spotkania kogoś nowego jest ogromne. Większość pasażerów już się wyluzowała, nawet Chińczycy zaczęli się uśmiechać i mówić „dzień dobry”.
Many people traveled to Amsterdam from distant corners of the world to take part in this cruise. Australians and New Zealanders, Chinese and Singaporeans, South Africans, and a couple from Puerto Rico arrived specifically for the voyage—not to mention Jamaicans, Americans, and a large group of Canadians.
Wielu ludzi przyjechało do Amsterdamu z odległych zakątków świata, żeby uczestniczyć w tym rejsie. Przyjechali specjalnie na ten rejs Australijczycy i Nowozelandczycy, Chińczycy i mieszkańcy Singapuru, RPA i para z Puerto Rico, nie wspominając o Jamajczykach, Amerykanach i silnej grupie Kanadyjczyków.
Załoga jest super i o ile nie są to drobne, wystraszone dziewczyny mające służbę w damskich toaletach, to każdy członek załogi jest zadowolony, kiedy może sobie pogadać i opowiedzieć swoją historię. A ja lubię słuchać…
Brunch at Celebrity Constellation
In any case, there was a slight break in the routine today: a brunch was being held in the San Marco, the ship’s largest restaurant. We spent four hours at the table eating and chatting with a Japanese-Chinese team from Singapore and a couple from Scotland about our respective countries. As for my preferences, Singapore definitely won out. Now I get what the whole brunch thing is about. The food exceeded expectations, the décor of the room and tables—and the appearance of the waiters—was magnificent, and as for the company… we could easily have happily spent another three hours with them.
W każdym razie dziś „odbyło się” małe odstępstwo od rutyny: w największej statkowej restauracji San Marco organizowany był brunch. Spędziliśmy przy stole 4 godziny jedząc i gadając z japońsko-chińskim teamem z Singapuru i parą ze Szkocji o naszych krajach. Jeśli chodzi o moje wymagania, to Singapur zdecydowanie wygrał. Teraz już wiem, o co chodzi z tymi brunchami. Żarcie przerosło oczekiwania, wystrój sali, stołów, kelnerów był wspaniały, a towarzystwo… spokojnie wytrzymalibyśmy z nimi jeszcze ze 3 godziny.
As you know, I keep an eye out for a spray of water and a massive body at every opportunity. So, there I was, sitting on Deck 10 and scanning the sea’s surface, when suddenly—amidst the dark waves—I spotted a pod of dolphins! There were about twenty of them, and they were nearly black. They were swimming very fast from west to east (swimming like dolphins, of course), surfacing only briefly before remaining visible for a moment just beneath the water. They passed the ship’s stern without paying it the slightest bit of attention; the whole encounter lasted just over ten seconds. I had no idea they were so fast, though I knew they were beautiful. I rushed to the window, gasping with delight, trying to spot any stragglers, but none appeared.
Jak wiecie, przy każdej okazji wypatruję fontanny wody i wielkiego cielska. Siedziałam więc sobie na 10 pokładzie, penetrując wzrokiem powierzchnię morza i nagle wśród ciemnych fal zobaczyłam stado delfinów! Stado miało około 20 sztuk, były prawie czarne. Płynęły bardzo szybko z zachodu na wschód (oczywiście delfinem), wynurzały się tylko na chwilę, a potem było je widać przez moment tuż pod powierzchnią wody. Minęły statek od strony rufy, nie zwracając na niego najmniejszej uwagi, a wszystko to trwało kilkanaście sekund. Nie miałam pojęcia, że są tak szybkie, ale wiedziałam, że są piękne. Rzuciłam się do okna jęcząc z zachwytu, próbując wypatrzeć jakiegoś marudera, ale nie pojawiły się więcej.
We have crossed the 66th parallel north—the Arctic Circle. Summer is returning. / Przekroczyliśmy 66 stopień szerokości geograficznej północnej, czyli krąg polarny. Wraca lato.
Sunshine at last! The surface of the sea glistens like a vast sheet of glitter. Emptiness all around. After a few days’ absence, this is exactly what the sun looks like: / Nareszcie słońce! Powierzchnia morza lśni jak wielka płachta brokatu. Wokół pustka. Po kilku dniach nieobecności słońce wyglada właśnie tak:
Just past midnight, off the coast of Trondheim. Sunset chasers have flocked to the deck:
Sunset on Polar Ring
The sun has just set. For the first time in a week. Night has returned. / Właśnie zaszło słońce. Pierwszy raz od tygodnia. Wróciła noc.
I was woken by the rocking and creaking of the ship. Through the spray-splattered porthole, I could see huge waves and clouds of water whipped up by the strong wind. But was it a storm yet? My inner ear said yes, but my reason said no. The only thing that came to mind was:
Obudziło mnie kołysanie i skrzypienie statku. Przez zachlapany wodą bulaj/okno widać wielkie fale i chmury wody unoszone przez silny wiatr. Ale czy to już jest sztorm? Mój błędnik mówi, że tak, a rozum, że nie. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to:
Way hay and up she rises, way hay and up she rises, way hay and up she rises early in the morning
What will we do with a drunken sailor, what will we do with the drunken sailor, what will we do with the drunken sailor early in the morning?
Shave is belly with the rusty razor, shave his belly with the rusty razor, shave his belly with the rusty razor early in the morning.
Way hay and up she rises, way hay and up she risies, way hay and up she rises early in the morning.
Put him in the bed with the capitain’s daugther, put him in the bed with the capitain’s daugther, put him in the bed with the capitain’s daughter early in the morning.
Way hay and up she risies, way hay and up she risies, way hay and up she rises early in the morning…
I have to get up soon and go scrub the deck. / Zaraz trzeba wstawać i iść szorować pokład.
8:10
Smaller waves, oh yes. But the fog is thick as milk. The ship lets out a deep, booming blast every ten minutes or so—I feel like they can hear it all the way in Nuuk. Still, I’m hoping this route isn’t too busy.
Fale mniejsze, o tak. Za to mgła jak mleko. Statek buczy basem co kilkanaście minut i mam wrażenie, że słyszą go nawet w Nuuk. Ale mam też nadzieję, że ta trasa nie jest zbyt uczęszczana.
For now, one needs to eat one’s fill. Grandfather used to say that a well-fed person has an easier time surviving than a hungry one. He was undoubtedly right.
Póki co trzeba się najeść. Dziadek mawiał, że najedzony człowiek przeżyje łatwiej niż głodny. Niewątpliwie miał rację.
I’ve discovered another place to stuff my face: they serve waffles, pancakes, and crêpes—but thankfully, they aren’t amazing! You can easily skip them and comfortably make room for another croissant au chocolat.
Odkryłam jeszcze jedno miejsce do nażarcia się: dają tam gofry, pacakes i naleśniki, ale na szczęście! Na szczęście nie są fantastyczne! Można odpuścić i spokojnie zmieścić kolejnego croissant au chocolat.
Celebrity Constellation – one of sculptures / jedna z rzeźb:
Celebrity Constellation – sculpture
ok. 12:00
We took a salsa lesson, but we aren’t satisfied. The Chinese, on the other hand—who learn classical dances en masse—are always happy, even though they lack a sense of rhythm. Unlike us—the sultans of merengue! Since we’ve lost our enthusiasm for physical activity, it’s time to head to Deck 10 and see if—just like every day at this hour—they’re serving Asian cuisine, pasta, and pizza, along with, of course, those dream-worthy soups, salads, and sandwiches.
Zaliczyliśmy lekcję salsy, ale nie jesteśmy usatysfakcjonowani. Chińczycy natomiast, którzy gremialnie i hurtowo uczą się klasycznych tańców są zawsze zadowoleni, mimo, że nie mają wyczucia rytmu. Nie to co my, sułtani merengue! Ponieważ jesteśmy zniechęceni do aktywności fizycznej, więc pora iść na 10 pokład i zobaczyć czy tak jak codziennie o tej porze będzie kuchnia azjatycka, pasty i pizze, oraz niewątpliwie rzecz jasna zupki, sałatki i kanapeczki jak marzenie.
21:20
We are roughly halfway to the North Cape. The temperature is around 5 degrees, and a strong wind is blowing. The fog has lifted, and the horizon is visible. And whales. If there were any.
Jesteśmy mniej więcej w połowie drogi na Przylądek Północny. Temperatura około 5 stopni, wieje silny wiatr. Mgła się rozwiała, można zobaczyć horyzont. I walenie. Gdyby były.
The horizon on the way to the North Cape: / Horyzont w drodze na Przylądek Północny:
Barents Sea
Dinner tonight was a formal affair, so I had to wear my stretchiest dress. What they do with the food here goes beyond anything I could have imagined in terms of culinary wonders. Today’s menu: celeriac cream soup with caramelized apple, goat cheese cannelloni, and pistachio clafoutis with peaches.
Kolacja dziś była „formal” i musiałam włożyć najbardziej rozciągliwą kieckę. To, co robią tu z żarciem przechodzi moje wyobrażenia o kulinarnych cudach. Dziś: krem z selera z karmelizowanym jabłkiem, canelloni z kozim serem i pistacjowe clafoutis z brzoskwiniami.
Z. plays roulette or baccarat at the casino: / Z. gra w ruletę, czy bakarata w kasynie:
We also caught the performances by the young artists in the Celebrity Constellation theater. I would have preferred to go for a walk, but Z. has recently developed a passion for so-called high culture and isn’t keen on skipping the daily shows. Oh well. As for me, today I attended a napkin-folding class and a lecture on navigation. I know everything there is to know about compasses now, so—heya, Norway!
Zaliczyliśmy też występy młodych ludzi w Teatrze Celebrity Constellation. Wolałabym w tym czasie pospacerować, ale Z. zapałał ostatnio miłością do kultury tzw. wysokiej i nie za bardzo chce odpuścić codzienne przedstawienia. Niech będzie. Ja dziś byłam na lekcji składania serwetek i na wykładzie o nawigacji. O kompasie wiem wszystko, więc heya Norge!
wschód słońca: 3:59 zachód słońca: brak, słońce pozostaje nad horyzontem / Sunrise: 3:59 Sunset: None, sun remains above the horizon
Urodziny Zbiga / Zbig’s birthday
Ok. 10:00 / about 10:00 a.m.
Pozycja statku: na Morzu Norweskim, gdzieś na wschodzie Molde. Moja pozycja: biblioteka. / Ship’s position: In the Norwegian Sea, somewhere east of Molde. My position: library.
Morze jest niesamowicie gładkie, jakby powierzchnia pokryta była lodem. Na sterburcie ciągle widać wybrzeża Norwegii, a nad nimi białe chmury, które wyglądają jak góry lodowe i to potęguje wrażenie zimna. Nad statkiem znów latają ptaki, za to od wczoraj nie widziałam żadnych statków. Dziś wieczorem przepłyniemy za krąg polarny. I pierwsza noc bez zachodu słońca.
The sea is incredibly smooth, as if the surface were covered in ice. To starboard, the Norwegian coast is still visible, and above them, white clouds that look like icebergs, intensifying the feeling of cold. Birds are flying over the ship again, but I haven’t seen any ships since yesterday. Tonight we’ll sail beyond the Arctic Circle. And the first night without a sunset.
Spokojne Morze Norweskie:
Norway Sea
Teraz będzie o jedzeniu. Muszę o tym napisać, bo jedzenie to moja pasja, więc jeśli wam się nie podoba, to odpuśćcie sobie ten akapit. Śniadanie cudowne, czyli bez zmian. Niedługo przestanę się mieścić w jakiekolwiek ciuchy. Zostaną mi do chodzenia spodnie od piżamy na gumce. I tak nie jestem w stanie spróbować wszystkiego. Bufet podzielony jest na części: najpierw świeże owoce – arbuzy, winogrona, kilka rodzajów melonów, ananasy, grapefruity. Potem wędliny, łosoś wędzony, sery i twarożki. Tych ostatnich naliczyłam 6 rodzajów. Potem część zwana „american breakfast” – boczki, jajka w 4 postaciach i różne takie, warzywa do smażenia i kawał wiekiej szynki dopiero co wyjęty z piekarnika. Potem przedział z owsianką, kaszką manną i dodatkami: cukier trzcinowy, owoce leśne, brzoskwinie, śliwki, morele, coś, czego nie znam, ale spróbuję. Następnie święte miejsce: omlety smażone z wieloma dodatkami wedle życzenia. Potem jogurty, w końcu pieczywo – 10 koszy wypełnionych różnymi rodzajami chleba i bułek, łącznie z bajglami, które jadłam ostatnio z 15 lat temu w Montrealu (wiadomo, że montrealskie bajgle są najlepsze na świecie). No i wreszcie dział dla dzielnych ludzi ze Zjednoczonego Królestwa, czyli „english breakfast” z cała jego wspaniałością: kaszanką, fasolą, grzankami, kiełbaskami, bekonem, pieczarkami, placuszkami z ziemniaków i sama nie wiem z czym jeszcze. Kiedy mieszkałam w Anglii, takie śniadanko to była codzienna tradycja, ale tutaj… nie, raczej nie.
Now it’s about food. I have to write about it because food is my passion, so if you don’t like it, skip this paragraph. Breakfast is wonderful, meaning no changes. Soon I won’t be able to fit into any of my clothes. I’ll be stuck with pajama bottoms with elastic waistbands. I can’t try everything anyway. The buffet is divided into sections: first, fresh fruit – watermelon, grapes, several types of melon, pineapple, grapefruit. Then cold cuts, smoked salmon, cheeses, and cottage cheese. I counted six types of the latter. Then the „American breakfast” section – bacon, eggs in four different ways, and various other things, vegetables for frying, and a large piece of ham fresh out of the oven. Then a section with oatmeal, semolina, and toppings: cane sugar, forest fruits, peaches, plums, apricots, something I’m not familiar with, but will try. Next, the holy grail: fried omelets with a variety of toppings to choose from. Then yogurt, and finally, bread—10 baskets filled with various types of bread and rolls, including bagels, which I last ate about 15 years ago in Montreal (Montreal bagels are known to be the best in the world). And finally, the section for the brave folk from the United Kingdom: the „English breakfast,” with all its splendor: black pudding, beans, toast, sausages, bacon, mushrooms, potato pancakes, and who knows what else. When I lived in England, such a breakfast was a daily tradition, but here… no, not really.
Obsługa jest na każde zawołanie. Na bieżąco smażą omlety, opiekają warzywa i pieczywo, ładują na talerze wszystko, o co się poprosi. I jeszcze podają kawę do stolików, bo grubym leniom nie chce się ruszyć tyłków i przemieścić się na odległość 10 metrów.
The staff is always on call. They fry omelets, toast vegetables and bread, and pile everything you ask for onto plates. And they even serve coffee to the tables because the fat, lazy people can’t be bothered to move 10 meters.
Z jadalni można wyjść prosto na pokład rufowy. Tam zwykle jest zacisznie i można nostalgicznie obserwować kilwater, czyli „przypowierzchniową warstwę wody zaburzonej przez ruch jednostki nawodnej, a przede wszystkim przez obroty śrub okrętowych (mamy dwie) oraz turbulentny charakter opływu hydrodynamicznego kadłuba jednostki pływającej” (za Wikipedią). I po co tak sobie komplikować życie?
From the dining room, you can walk straight onto the aft deck. It’s usually quiet there, and you can nostalgically observe the wake, which is „the near-surface layer of water disturbed by the motion of the vessel, primarily by the rotation of the ship’s propellers (we have two) and the turbulent nature of the hydrodynamic flow around the vessel’s hull” (according to Wikipedia). And why complicate life so much?
ok. 12:00 / about noon
Został zbudowany w St.Nazaire we Francji i zwodowany w 2002 roku. Jest statkiem klasy Millenium obecnie zarejestrowanym w Valetta na Malcie. Ma długość 294 metry, tonaż 91.000 i osiąga prędkość 24 węzłów (ok. 44 km/h), co nie dziwi przy napędzie dwóch silników o mocy 19MW. Zabiera 1950 pasażerów i 999 osób załogi.
Built in St. Nazaire, France, and launched in 2002, she is a Millennium-class vessel currently registered in Valletta, Malta. She is 294 meters long, has a gross tonnage of 91,000, and can reach a speed of 24 knots (approximately 44 km/h), which is not surprising given her twin 19MW engines. She can accommodate 1,950 passengers and a crew of 999.
Ma 13 pokładów. Dwa najniższe, to bebechy statku, kabiny załogi, zapewne mesa i wszystko to, czego pasażerowie nie powinni oglądać. Pokład #2 zwany Continental to kabiny pasażerskie i „przychodnia” lekarska. Pokład #3, zwany Plaza to (od dziobu) wielki teatr, kabiny pasażerskie, w tym nasza na sterburcie, recepcja, Grand Foyer z wielkimi schodami otoczone statkowymi biurami, sale konferencyjne i kino. Pokład #4, zwany Promenade – balkony teatru, klub urządzony w stylu angielskim, w którym to klubie nigdy nie byliśmy. Potem jest galeria fotografii uczestników rejsu i zakład fotograficzny, gdzie zawsze napada na nas gość zwany przez nas Jabba the Hutt i chce nam zrobić zdjęcie. Chodzimy tędy na kolacje, więc spotkania są nieuniknione. Potem przechodzimy przez wielką „klubokawiarnię” zwaną Randez-Vous, by w końcu dojść do świątyni pożeraczy kolacji – pięknej restauracji „San Marco”. Kolejny pokład to Entertainment – jaskółka teatru, tutejsze centrum handlowe „The Emporium”, które z masą kiczowatych zegarków i biżuterii, sweterków z futerkiem, matrioszkami i ikonami, małą perfumerią i sklepem z alkoholem powinno się raczej nazywać „Małe centrum handlowe imienia krasnali ogrodowych”.
It has 13 decks. The lowest two are the ship’s innards, crew cabins, presumably the mess hall, and everything passengers shouldn’t see. Deck #2, called the Continental, contains passenger cabins and a medical „clinic.” Deck #3, called the Plaza, is (from the bow) a grand theater, passenger cabins, including ours on the starboard side, a reception desk, a Grand Foyer with a grand staircase surrounded by ship’s offices, conference rooms, and a cinema. Deck #4, called the Promenade, contains the theater’s balconies, and a club decorated in an English style, which we’ve never been to. Then there’s the cruise photo gallery and the photo studio, where a guy we call Jabba the Hutt always attacks us and wants to take our picture. We go this way for dinner, so meetings are inevitable. Then we pass through a large „club café” called Rendez-Vous, and finally reach the temple of the diners – the beautiful restaurant „San Marco.” Next up is the Entertainment area – a theater swallow, and the local shopping mall „The Emporium,” which, with its masses of kitschy watches and jewelry, fur-trimmed sweaters, matryoshka dolls and icons, a small perfume shop, and a liquor store, should more accurately be called „The Little Shopping Mall Named After Garden Gnomes.”
Następne 4 pokłady to wyłącznie kabiny pasażerskie, oprócz pokładu # 7 i 8. Tam w środkowej części mieści się śliczna biblioteka. Im wyżej, tym drożej, im drożej, tym większe kabiny z oknami i balkonami. To jedyna rzecz, jakiej zazdroszczę bogatym pasażerom – możliwości otwarcia okna. W kabinach dla biedaków powietrze jest przerażająco suche i czasem stęchłe i nic nie jest w stanie tego zmienić.
The next four decks are exclusively passenger cabins, except for decks 7 and 8. There, in the middle section, is a lovely library. The higher the deck, the more expensive it is; the more expensive, the larger the cabins with windows and balconies. The only thing I envy wealthy passengers is the ability to open a window. In the cabins for the poor, the air is terribly dry and sometimes musty, and nothing can change that.
Pokład #10 – mój ulubiony. I nie dlatego, że jest na nim klub fitness i spa i baseny i jacuzzi. Tam jest śniadanie i drugie śniadanie i trzecie śniadanie i brunch i lunch i obiadek i podwieczorek i wieczorna herbatka i midnight snack w razie potrzeby.
Deck 10 is my favorite. And not just because it has a health club and spa and pools and jacuzzis. It serves breakfast, second breakfast, third breakfast, brunch, lunch, dinner, afternoon tea, and evening tea, plus a midnight snack if needed.
Basen wewnętrzny na 10-tym pokładzie:
Celebrity Constellation – indoor swimmingpool
Na pokładzie 11 uczymy się tańczyć i chodzimy na spacery. Jest tam restauracja „Tuscan Grill”, do której nigdy nie pójdziemy i bary, zamknięte z uwagi na zimno. Ale przede wszystkim jest to miejsce do obserwacji bliższej i dalszej okolicy. Może uda nam się zobaczyć jak wygląda ten krąg polarny.
On deck 11, we learn to dance and go for walks. There’s a restaurant called the Tuscan Grill, which we’ll never go to, and bars that are closed due to the cold. But above all, it’s a place to observe the surroundings, both near and far. Maybe we’ll even get a glimpse of the Arctic Circle.
Taki jest nasz statek, który będzie naszym domem jeszcze przez kilkanaście dni. Nazywa się Constellation. Celebrity Constellation. / This is our ship, which will be our home for the next several days. It’s called Constellation. Celebrity Constellation.