Rejs statkiem wielkim lub małym. Kto o tym nie marzył, czytając o wielkich odkrywcach, dalekich lądach, skarbach ukrytych na bezludnych wyspach. Gdzie odnaleźć ślady romantyzmu ery żaglowców i odkrywania nowych lądów? Przecież nie w lotach samolotem.
Wiecie, że jestem maniaczką historii, na kraje i narody patrzę przez jej pryzmat. Więc o Rzymie mogłabym wam truć godzinami, bo jak wiecie to ponad 2800 lat historii. Ale o Rzymie napisano już wszystko i pokazano już wszystko, więc powiem tylko, że Rzym mnie rozczarował. Przypominał mi zapyziałe miasteczko, w którym kradnie się cegły z jednego domu, żeby zbudować inny. Może gdybym odwiedziła jedynie miejsca opisywane w przewodnikach i pokazywane na niezliczonych filmach, wrażenie byłoby inne. Ale chodząc osiedlowymi uliczkami po dziurawych chodnikach pomyślałam, że mam wielkie szczęście, że nie muszę tu mieszkać.
You know that I am a history maniac — I view countries and nations through the prism of their past. So, I could go on and on about Rome for hours, since—as you know—it boasts over 2,800 years of history. However, everything there is to write about Rome has already been written, and everything there is to show has already been shown; so, I will simply say this: Rome disappointed me. It reminded me of some dingy little town where people steal bricks from one house just to build another. Perhaps if I had visited only the sites described in guidebooks and featured in countless movies, my impression would have been different. But as I walked along the residential streets, navigating the pothole-riddled sidewalks, I found myself thinking how incredibly lucky I don’t to have to live there.
A, i nie mam żadnego zdjęcia z Rzymu. Okazało się, że karta pamięci jest pełna. Ale może to i lepiej. Obejrzyjcie jakiś ładny film o Rzymie, na przykład „Rzymskie wakacje”, albo „La dolce vita”.
Oh, and I don’t have a single photo from Rome. It turns out my memory card is full. But maybe that’s for the best. Watch a nice movie about Rome—for example „Roman Holiday” or „La Dolce Vita”.
Przypłynęliśmy do naszego pierwszego portu rano i zaparkowaliśmy przy jasnoszarym nabrzeżu, zgrabnie wymijając inne, wielkie statki i liczne promy linii „Grimaldi”. Jak wiecie Civitavecchia (Stare Miasto) ma nie tylko ponad dwutysiącletnią historię, ale także fortecę zaprojektowaną przez Michała Anioła i Donato Bramante, została prawie zrównana z ziemią w czasie Drugiej Wojny, mieszkał tam Stendhal i Leonardo da Vinci (nie równocześnie), ma dziesiątki fajnych kafejek, restauracji i sklepów w dzielnicy portowej i nawet pomnik pamięci ofiar Mafii…
We sailed into our first port in the morning and docked alongside a light-gray quay, deftly maneuvering past other massive ships and numerous „Grimaldi” ferries. As you know, Civitavecchia (the „Old City”) have not only a history spanning over two millennia but also a fortress designed by Michelangelo and Donato Bramante; it was nearly razed to the ground during World War II; it was home to both Stendhal and Leonardo da Vinci (though not at the same time); and it features dozens of charming cafés, restaurants, and shops in the port district—and even a monument commemorating the victims of the Mafia…
Niestety, nie mamy czasu na spacery po tym spokojnym, nadmorskim miasteczku, bo musimy jechać do Wiecznego Miasta, czyli Rzymu, który jest godzinę jazdy od portu, strzeżonego przez Forte Michelangelo. Bardzo mi się nie chce…
Unfortunately, we don’t have time to stroll around this peaceful seaside town, as we have to head to the Eternal City—Rome—which is just an hour’s drive from the port guarded by Forte Michelangelo. I really don’t feel like going…
Nie wiem co nas podkusiło, żeby rozpoczynać rejs od dwudniowej jazdy samochodem, jazdy w trakcie której wszyscy chcieli nas zabić. A niektórym nawet się to udało… W ciągu dwóch dni pokonaliśmy ponad 1300 kilometrów i trzy kraje, co może nie jest naszym rekordem, ale nieźle dało nam w kość. Kiedy w Szwajcarii staliśmy w długiej kolejce, czekając na przejazd tunelem Gottharda (tunel pod górami, 17 kilometrów długości!), przywalił w nas od tyłu wielki SUV…
I don’t know what possessed us to kick off our sailing trip with a two-day drive—a drive during which everyone seemed intent on killing us. And some even succeeded… Over the course of two days, we covered more than 1,300 kilometers and crossed three countries; while that might not be a personal record for us, it certainly took a heavy toll. As we stood in a long queue, waiting to pass through the Gotthard Tunnel (a tunnel running beneath the mountains—17 kilometers long!), a massive SUV slammed into us from behind…
Nasz cel, Savona we włoskiej Ligurii, przywitała nas pięknym słońcem. Przez długi czas jeździliśmy stromymi i wąskimi uliczkami, nie mogąc znaleźć hotelu, wyczerpani i głodni. Kiedy wreszcie ktoś wskazał nam drogę, okazało się, że hotel jest zamknięty… Zadzwoniłam i przywołując w pamięci cały zasób włoskich słów poinformowałam właścicielkę, że właśnie się zjawiliśmy… „Sì, arriverò presto”.
Our destination—Savona, in Italy’s Liguria region—welcomed us with a beautiful sunshine. For a long time, we drove through steep, narrow streets, unable to find our hotel—exhausted and hungry. When someone finally pointed us in the right direction, it turned out the hotel was closed… I called, and—summoning every Italian word I could recall—I informed the owner that we had just arrived… „Sì, arriverò presto.”
Savona
Z hotelowego balkonu widzimy port, z którego jutro wypływamy. Ale na razie jestem tak zmęczona, jakbym pokonała tę drogę pieszo. A to dopiero początek.
From the hotel balcony, we can see the port from which we set sail tomorrow. But for now, I am as tired as if I had covered this distance on foot. And this is just the beginning.
Jedziemy straszliwie zatłoczoną drogą A82 na południowy zachód. Po drodze mijamy twierdze, pola walk, zamki szkockich klanów i siedziby miliarderów (najbogatszym człowiekiem w Szkocji jest Duńczyk, własciciel firmy ASOS). Mijamy też różnych idiotów, którzy tuż obok mają ścieżkę rowerową, ale wolą zginąć pod kołami…
We’re driving southwest along the horribly congested A82. Along the way, we pass fortresses, battlefields, Scottish clan castles, and billionaire residences (the richest man in Scotland is a Dane, the owner of ASOS). We also pass various idiots who have a bike path right next to them but they prefer to die under the wheels …
Zmierzamy do zamku Urquhart (Caisteal na Sròine), a właściwie ruin leżących na zachodnim brzegu najbardziej znanego jeziora na świecie – Loch Ness. Jezioro jest wąskie, ale ma około 37 kilometrów długości. Jest też niesamowicie głębokie (w najgłębszym miejscu ma 227 metrów!), a jego wody są ciemne i ponure… Jak wiecie w jeziorze mieszka legendarna istota, rozpalająca wyobraźnię od VI wieku i przynosząca Szkocji ogromne dochody. Nie będę pisać o Nessie, bo wystarczy obejrzeć film „Koń wodny”, w którym wszystko jest wyjaśnione (Film „Koń wodny: legenda głębin” z 2007 roku).
We’re heading to Urquhart Castle (Caisteal na Sròine), or rather ruins, lying on the western shore of the world’s most famous loch – Loch Ness. The loch is narrow, about 37 kilometers long. But it’s incredibly deep (at its deepest point, it’s 227 meters!), and its waters are dark and gloomy. As you know, the loch is home to a legendary creature, one that has captured the imagination since the 6th century and brought Scotland a huge income. I won’t write about Nessie, because in the movie „The Water Horse” everything is explained (the 2007 film „The Water Horse: Legend of the Deep”).
Loch Ness
Jezioro jest otoczone górami, słodkowodne, polodowcowe, a jego wody zawdzięczają swój ciemny kolor torfowi. Po prawie godzinie możemy wysiąść z autokaru i powędrować w dół wieloma schodami na błonia zamku Urquhart.
Surrounded by mountains, the lake is freshwater, glacial, and its waters owe their dark color to peat. After almost an hour, we disembark the coach and hike down the many steps to the grounds of Urquhart Castle.
Ruiny zamku nie robią na mnie wielkiego wrażenia. Mamy lepsze na Szlaku Orlich Gniazd, ale widok stąd na jezioro jest fantastyczny. Sam zamek powstał w 12 wieku, a jego historia odzwierciedla szalone dzieje Szkocji – bitwy, klanowe walki o wpływy, wojen o niepodległość i szkockich powstań przeciwko Koronie. Od 17 wieku stopniowo zamieniał się w ruinę, obecnie należy do National Trust for Scotland. Z przystani można popłynąć stateczkiem do Dochgarroch Lock czy Fort Augustus, albo po prostu popływać po jeziorze w poszukiwaniu Nessie.
The castle ruins don’t impress me much. We’ve seen better ones on the Eagle’s Nest Trail, but the view of the lake from here is fantastic. The castle itself was built in the 12th century, and its history reflects Scotland’s frenetic history—battles, clan power struggles, wars of independence, and Scottish uprisings against the Crown. Since the 17th century, it has gradually fallen into ruins and is now owned by the National Trust for Scotland. From the pier, you can take a boat to Dochgarroch Lock or Fort Augustus, or simply cruise the lake in search of Nessie.
Ostatnie spojrzenie na Loch Ness i wracamy do portu Invergordon bocznymi drogami, wzdłuż wrzosowisk, sosnowych lasów, niewielkich pastwisk i wielkich destylarni. Jutro wypływamy.
One last look at Loch Ness and we return to Invergordon Harbor via back roads, past heathland, pine forests, small pastures, and large distilleries. We sail tomorrow.
Przyjechaliśmy do Inverness wcześnie rano, ale miasto już tętniło życiem. Ulice były pełne spacerujących, w katedrze św. Andrzeja trwała msza, właśnie otwierano miejski stadion. Nasz kierowca (w kilcie!) mówi, że Inverness jest jednym z najbezpieczniejszych miast w Szkocji i że wszyscy chcą tu mieszkać, co powoduje ogromny wzrost cen nieruchomości. Opowiada o zamku, pamiętającym czasy Piktów i Makbeta, który tu właśnie miał zabić Duncana. Pytam go o mojego ulubionego pisarza, który mieszkał w Inverness – Alistaira McLean*. Musi sprawdzić w internecie i dziękuje mi za informację 🙂
We arrived in Inverness early in the morning, but the city was already bustling with activity. The streets were full of people strolling, mass was underway in the St. Andrew’s Cathedral, and the municipal stadium was just opening. Our driver (in a kilt!) tells us that Inverness is one of the safest cities in Scotland and that everyone wants to live here, which is causing a huge increase in property prices. He tells us about the castle, which dates back to the Picts and Macbeth, who is said to have killed Duncan here. I ask him about my favorite writer who lived in Inverness, Alistair McLean*. He has to look it up online, and thanks me for the info 🙂
Iverness po gaelicku oznacza „ujście rzeki Ness”. Miasto ma około 45 tys. mieszkańców i jest stolicą Highlands. Rzeka Ness toczy swe wody do zatoki Moray Firth, a słynny zamek jest w remoncie i nigdy nie został odwiedzony przez Elżbietę II.
Iverness is Gaelic for „mouth of the River Ness.” The city has a population of around 45,000 and is the capital of the Scottish Highlands. The River Ness flows into the Moray Firth, and its famous castle is under renovation and has never been visited by Elizabeth II.
Pokrzepieni krwawą historią tego kawałka Szkocji ruszamy dalej na południe drogą A82, żeby zobaczyć coś, co przyniosło Szkocji więcej sławy i pieniędzy, niż Sean Connery.
Buoyed by the bloody history of this part of Scotland, we head further south on the A82 to see something that has brought Scotland more fame and fortune than Sean Connery.
Inverness
Alistair McLean – szkocki pisarz, autor wielu powieści sensacyjnych i wojennych (między innymi: Działa Nawarony, Tylko dla orłów, HMS „Ulisses”, Lalka na łańcuchu, Stacja arktyczna „Zebra”).
Alistair McLean – Scottish writer, author of many thriller and war novels (including: The Guns of Navarone, Where Eagles Dare, HMS „Ulysses”, A Doll on a Chain, Arctic Station „Zebra”)
Jesteśmy w zatoce Cromarty Firth – długiej na 30 kilometrów, wąskiej gardzieli płynącej od Morza Północnego do portu w Invergordon, u wschodniego wybrzeża hrabstwa Highland w Szkocji. Każdego roku ponad 30 000 ptaków spędza tu zimę, żywiąc się 21 gatunkami alg i trawy morskiej. Jest domem dla 300 fok pospolitych i grupy 195 delfinów butlonosych. Co roku przypływa tu 10 000 szkockich łososi, które wędrują przez zatokę Cromarty Firth do swoich rodzimych systemów rzecznych w regionie Highlands. Niedługo potem 200 000 ich narybku powraca w dół zatoki, przez cieśninę Sutors, do Morza Północnego. Oprócz łososi dziesiątki gigantycznych wież wiertniczych jest holowanych do portu i tam remontowanych.
We’re in the Cromarty Firth—a 30-kilometer-long, narrow neck of water that runs from the North Sea to the port of Invergordon, on the east coast of the Scottish Highlands. Each year, more than 30,000 birds spend the winter here, feeding on 21 species of algae and seagrass. It’s home to 300 harbor seals and a group of 195 bottlenose dolphins. Every year, 10,000 Scottish salmon arrive here, migrating through the Cromarty Firth to their native river systems in the Highlands. Shortly after, 200,000 of their fry return down the bay, through the Sutors Strait, to the North Sea. In addition to the salmon, dozens of giant oil rigs are towed into port for repairs.
Miasteczko Invergordon to licząca około 4 tysięcy mieszkańców mieścina, słynąca z portu i destylarni, produkującej Single Grain Highland Whisky. Po wyjściu z terenu portu idziemy prawie pustymi ulicami miasteczka w stronę kościelnej wieży.
The town of Invergordon, with a population of around 4,000, is famous for its port and distillery, which produces Single Grain Highland Whisky. After leaving the port area, we walk through the nearly empty streets of the town toward the church tower.
Dochodzimy do głównej ulicy, zwanej chyba w każdym mieście w Wielkiej Brytanii High Street. Tu toczy się życie, mimo świątecznego dnia kilka sklepów jest otwartych, zajętych jest kilka stolików w miejscowej cafe. Wstępuję do sklepu Co-Op, żeby kupić musztardę… angielską. Bałam się, że nie będę rozumieć angielskiego ze szkockim akcentem (miałam kiedyś kumpla Szkota i rzadko rozumiałam, co do mnie mówi, a mówił bez przerwy), ale rozumiem świetnie. Powoli zmierzamy w stronę portu, niewiele już zostało do obejrzenia.
We reach the main street, what every town in Britain calls High Street. Life is bustling here; despite the holiday, a few shops are open, and a few tables are occupied at the local cafe. I stop at the Co-Op to buy some mustard… English. I was worried I wouldn’t understand English with a Scottish accent (I once had a Scottish friend, and I rarely understood what he said, and he spoke constantly), but I understand perfectly. We slowly make our way towards the port; there’s not much left to see.
Wkrótce wyruszymy w głąb Highlands na spotkanie zamków, jezior, wrzosowisk i pewnego potwora.
Soon we will be heading deep into the Highlands to encounter castles, lochs, moors and a certain monster.
Płyniemy do Szkocji. Wiecie jak powstała? Na początku czasu Bóg rozmawiał o stworzeniu świata z aniołem Gabrielem. Opowiedział mu o swoich planach dotyczących tego kraju. „Dam Szkocji strzeliste góry i wspaniałe doliny lśniące fioletowym wrzosem. Jelenie będą wędrować po okolicy, orły złote będą krążyć na niebie, łososie będą skakać w krystalicznie czystych rzekach i jeziorach, a otaczające morza będą roić się od ryb. Rolnictwo będzie kwitnąć i nastąpi wspaniałe połączenie wody z jęczmieniem, które będzie znane jako whisky. Węgiel, ropa naftowa i gaz – wszystko tam będzie. Szkoci będą inteligentni, innowacyjni, pracowici i…” „Chwileczkę!” przerwał Gabriel. „Czy nie jesteś odrobinę zbyt hojny dla tych Szkotów?” Ale Wszechmogący odpowiedział: „Niezupełnie. Nie powiedziałem ci jeszcze, kim będą ich sąsiedzi!” W tej historii zawiera się cała Szkockość. A wiecie dlaczego Szkoci noszą kilty? Bo gdy Bóg patrzy w dół, wie, że powinien być dumny, a gdy diabeł patrzy w górę, wie, że powinien się bać. I jeszcze moje ulubione szkockie przysłowie: Wybacz swojemu wrogowi, ale zapamiętaj imię tego drania.
Kocham Szkocję.
North Atlantic
At the begining of time god was discussing the creation of the world with angel Gabriel. He told him of his plans for this country. „I’m going to give Scotland towering mountains and magnificent glens resplendent with purple heather. Red deer will roam the countryside, golden eadles will circle in the skies, salmon will leap in the cristal clear rivers and lochs, and the surrounding seas willteem with fish. Agriculture will flourish and there will be a glourious coming together of water with barley to be known as whisky. coal, oil and gas – all will be there. The Scots will be intelligent, innovative, industrious and…” „Wait a minute!” interrupted Gabriel. „Are you not beeing just a wee bit too generous to these Scots?” But the Almighty replied „Not really. I haven’t told you yet who their neighbours are going to be!”. This story encompasses all that is Scottish. Why Scots wear kilts? So that when god looks down he knows to be proud and when devil looks up he knows to be afraid.
And my favourite scottish proverb: „Forgive your enemy, but remember the bastard’s name”. I love Scotland.
Sztorm dopadł nas na 61°35′ N 7°14′ W. Pływałam już po morzach i oceanach, ale takich fal jeszcze nie widziałam! Nasz olbrzymi statek wznosi przód na kilka metrów w górę, żeby zaraz spaść w przepaść, kiwając się do tego na boki. Wiecie jak trudno jest w tych warunkach nieść talerz pełen jedzenia? Albo szklankę z piwem? Na wyższych pokładach jest najgorzej, z powodu przechyłów zamknięto basen zewnętrzny. Idziemy do jednego z barów na pogaduszki i tam poznajemy straszliwą prawdę o naszym statku… otóż wszystkie drinki są wliczone w cenę!
A storm hit us at 61°35′ N 7°14′ W. I’ve sailed the seas and oceans before, but I’ve never seen waves like these! Our enormous ship lifts its front several meters into the air, only to plummet into the abyss, rocking side to side. Do you know how difficult it is to carry a plate full of food in these conditions? Or a glass of beer? The upper decks are the worst; the outdoor pool has been closed due to the heel. We go to one of the bars for a chat, and there we learn the terrible truth about our ship… all drinks are included in the price!
Muszę wam opowiedzieć o starych pieniądzach. Kiedyś przez kilka lat mieszkałam i pracowałam w Zjednoczonym Królestwie (i były to najlepsze lata mojego życia). Kiedy w wyniku zaniku mózgu postanowiłam wracać do Polski, zabrałam ciuchy, książki i gotówkę w postaci funtów szterlingów, zwanych dalej GBP. Moja ostatnia wypłata miała zostać przelana na konto w banku i czekać na mnie do skutku. Było to prawie dziesięć lat temu. W tym czasie moje GBP leżały w szufladzie ze skarpetkami i… straciły ważność. W czasie poprzedniego rejsu mieliśmy zawinąć do Portsmouth i tam miałam iść do banku, ale nie popłynęliśmy do Anglii z powodu sztormu. Miałam nadzieję, że tym razem się uda… Ale się nie uda. Trzeba zamówić darmowe Martini Bianco…
I have to tell you about old money. I once lived and worked in the United Kingdom for several years (and those were the best years of my life). When, due to a brain failure, I decided to return to Poland, I took clothes, books, and cash in the form of pounds sterling, hereafter referred to as GBP. My last paycheck was supposed to be deposited into a bank account and wait until I received it. That was almost ten years ago. At that time, my GBP were sitting in my sock drawer… expired. On our previous cruise, we were supposed to dock in Portsmouth, and I was supposed to go to the bank there, but we didn’t make it to England due to a storm. I hoped it would work this time… but it won’t… Must order free Martini Bianco…
A takie rzeczy się dzieją, kiedy jest się miłym dla Stewartów: And this is what happens when you are nice to the Stewarts:
Jeszcze prawie dwa dni podróży przez północny Atlantyk. Płyniemy do kraju, którego narodowym zwierzęciem jest jednorożec, a narodową rośliną – oset. Już wiecie?
Almost two more days of travel across the North Atlantic. We’re sailing to a country whose national animal is the unicorn and whose national plant is the thistle. Do you already know?
Namalowałam / I painted
Ja w łódce i humbak / me in the boat and the humpback whale
Dwadzieścia minut po pożegnaniu portu w Akureyri płynęliśmy w stronę ujścia fiordu i nagle dostaliśmy wiadomość, że na bakburcie będzie widać wieloryby!!! Wieloryby, które zawsze chciałam zobaczyć, które były na mojej długiej liście „rzeczy do zobaczenia przed śmiercią”, cudowne, prawie mityczne stworzenia, w obronie których podpisałam tysiące petycji, a nawet napisałam list do prezydenta Obamy. I były! Trzy piękne, wielkie cielska, widziane tylko przez sekundę na powierzchni i nurkujące w głębiny, potem przez chwilę było widać ich białe brzuchy i znów znikały. Humbaki, bo to były humbaki są malutkie. Mogą mieć 17 metrów długości i ważyć do 30 ton. Takie przytulanki…
Twenty minutes after leaving Akureyri Harbor, we were sailing towards the mouth of the fjord when we suddenly received word that whales would be visible on the port side! Whales I’d always wanted to see, whales that had been on my long list of „things to see before I die,” wondrous, almost mythical creatures for which I’d signed thousands of petitions and even written a letter to President Obama. And there they were! Three beautiful, enormous bodies, visible only for a second at the surface and then diving into the depths, then their white bellies were visible for a moment and then they disappeared again. Humpback whales, because they were humpback whales, are tiny. They can be 17 meters long and weigh up to 30 tons. Such cuddly creatures…
Podczas gdy inne wieloryby chcąc się najeść szybko pływają w prostej linii z otwartą buzią, humbaki wypuszczają bąble powietrza, które zamykają ryby i skorupiaki w jednym miejscu. Potem wynurzają się z otwartymi paszczami połykając setki ryb naraz. Widzieliśmy je później jeszcze raz – z trzynastego pokładu wydawały się malutkie. Tym razem było ich osiem i tym razem też nie udało się ich sfotografować.
While other whales swim quickly in a straight line with their mouths open to feed, humpbacks release air bubbles that trap fish and crustaceans in one place. Then they emerge with their jaws open, swallowing hundreds of fish at once. We saw them again later—from deck thirteen, they seemed tiny. This time, there were eight of them, and again, we couldn’t photograph them.
Po wyjściu w fiordu płyniemy na wschód, a póżniej popłyniemy wzdłuż wybrzeża Islandii prosto na południe. Przy okazji chciałabym was zapytać, czy wiecie jaki kraj w Europie uprawia najwięcej bananów? Tak, Hiszpania na Wyspach Kanaryjskich i Francja na Martynice. Ale w Europie (!) najwięcej bananowców uprawia się na Islandii. Na Islandii, dzięki energii geotermalnej rosną też pomidory, papryka i truskawki, maliny, ogórki…
After exiting the fjord, we sail east, and then sail along the coast of Iceland straight south. I’d like to ask you, do you know which country in Europe grows the most bananas? Yes, Spain in the Canary Islands and France in Martinique. But in Europe (!) the largest banana plantation is in Iceland. In Iceland, thanks to geothermal energy, tomatoes, peppers, strawberries, raspberries, cucumbers…