Przypłynęliśmy do naszego pierwszego portu rano i zaparkowaliśmy przy jasnoszarym nabrzeżu, zgrabnie wymijając inne, wielkie statki i liczne promy linii „Grimaldi”. Jak wiecie Civitavecchia (Stare Miasto) ma nie tylko ponad dwutysiącletnią historię, ale także fortecę zaprojektowaną przez Michała Anioła i Donato Bramante, została prawie zrównana z ziemią w czasie Drugiej Wojny, mieszkał tam Stendhal i Leonardo da Vinci (nie równocześnie), ma dziesiątki fajnych kafejek, restauracji i sklepów w dzielnicy portowej i nawet pomnik pamięci ofiar Mafii…
We sailed into our first port in the morning and docked alongside a light-gray quay, deftly maneuvering past other massive ships and numerous „Grimaldi” ferries. As you know, Civitavecchia (the „Old City”) have not only a history spanning over two millennia but also a fortress designed by Michelangelo and Donato Bramante; it was nearly razed to the ground during World War II; it was home to both Stendhal and Leonardo da Vinci (though not at the same time); and it features dozens of charming cafés, restaurants, and shops in the port district—and even a monument commemorating the victims of the Mafia…

Niestety, nie mamy czasu na spacery po tym spokojnym, nadmorskim miasteczku, bo musimy jechać do Wiecznego Miasta, czyli Rzymu, który jest godzinę jazdy od portu, strzeżonego przez Forte Michelangelo. Bardzo mi się nie chce…
Unfortunately, we don’t have time to stroll around this peaceful seaside town, as we have to head to the Eternal City—Rome—which is just an hour’s drive from the port guarded by Forte Michelangelo. I really don’t feel like going…

A nie możesz zrobić sobie wagarów i posiedzieć przy lodach w tym spokojnym miejscu?
PolubieniePolubienie
Takie miejsca bywają czasem największą ofiarą „obowiązkowych atrakcji”. Człowiek pędzi do Rzymu, bo przecież „trzeba zobaczyć”, a po drodze zostawia miasteczko z klimatem, historią i spokojem, którego w wielkich turystycznych ikonach coraz częściej już nie ma.
Rozumiem to „bardzo mi się nie chce”, bo czasami bardziej od kolejnego zabytku człowiek potrzebuje zwykłego spaceru bez tłumu, espresso w małej kawiarni i chwili patrzenia na portowe życie. Civitavecchia brzmi właśnie jak takie miejsce, które nie krzyczy do turysty, tylko spokojnie czeka, aż ktoś naprawdę będzie chciał je poczuć, a nie tylko „odhaczyć”.
PolubieniePolubienie