Powierzchnia 1,26 km2, populacja 691, nie licząc turystów. Maleńki cypelek z przylepionym do niego małym portem.

Małe domki stoją przy malutkich uliczkach. Wszystkie szlaki prowadzą nad morze. Tu widać kawałek portu od strony zachodniej. Po drugiej stronie widać stały ląd.

Z takich domeczków składa się całe miasteczko na wyspie, oprócz rynku, przy którym mieszczą się restauracje i hotel. Plac oblewa z dwóch stron słona woda, na której przy drewnianych pomostach cumują niewielkie jachty. Gdybyśmy poszli tą małą uliczką w prawo, wkrótce dotarlibyśmy na koniec miasteczka i znów wodę.

Natomiast gdy pójdziemy prosto, to za kilka minut dojdziemy do kamiennego nabrzeża, chroniącego miasteczko przed sztormami i wielkimi falami.

Nie ma tu plaży, za to mieszka tu mnóstwo morskich ptaków i ludzi uprawiających kitesurfing. Do piaszczystej plaży trzeba iść w lewo, jakieś pół kilometra. Po drodze będziemy mijać kościół. Średniowieczny oczuwiście.
Typowo bretoński, granitowy kościół. Zbudowano go jednak w XVIII wieku, ale ten fakt jest starannie zakamuflowany – wygląda jakby pochodził z wieku XV, prawda?

Kościół – ciąg dalszy. Jak widać stoi „tyłkiem” do morza, zaraz za kościołem jest mały cmentarz.

Skręcamy w wąską uliczkę i odkrywamy to:

Mały detalik na drzwiach domu. Takie szczegóły też tworzą klimat miejsca, niestety niełatwo je zauważyć. Bardzo spodobało mi się też okno sklepu:

INFO: Targ w Île-Tudy odbywa się w przez cały rok w poniedziałki rano na placu przed kościołem. Parkingi poza sezonem są bezpłatne. Trudno tu o zaopatrzenie, poza małym sklepikiem i kilkoma restauracjami nie ma niczego, gdzie możnaby kupić jedzenie.
