Miasteczko Baux-de-Provence ma tylko 22 stałych mieszkańców! Trudno w to uwierzyć, dopóki nie podejdzie się bliżej i nie dostrzeże się z zaskoczeniem, że miasteczko składa się głównie z ruin…
Docieramy po kamiennych schodach zziajani z parkingu u stóp wzgórza, na którym dumnie prezentują się ruiny miasteczka, a wyżej ruiny zamku. Zamek posiada ogromne katapulty i inne bojowe sprzęty wojenne z czasów średniowiecza.

Na zdjęciu powyżej mury obronne twierdzy, budowanej od XI do XIII wieku przez władcę tych ziem, którego ród według rodu, pochodził od biblijnego Baltazara. Budowane jakąś tania siłą roboczą, ale o tym historia niechętnie wspomina. Oczywiście dzieje twierdzy są równie burzliwe, jak historia wszystkich innych twierdz w średniowieczu.

Przez Baux przewija się 1,5 miliona zwiedzających rocznie, co widać na załączonym obrazku. 22 mieszkańców kontra turyści…

W czasach „ancien regime”, czyli w czasach Ludwików o różnych numerach Baux trafiło do korony francuskiej, wcześniej przechodząc z rąk do rąk między władcami królestw włoskich. W połowie XVII wieku miasteczko i okoliczne ziemie zostały podarowane Księstwu Monako, co dało Grimaldim prawo do tytułu Markiza Baux.

Dziedziniec, który prowadzi do Merostwa jest również w ruinie tzw. kontrolowanej, czyli raczej nie powinno się nic nikomu zwalić na głowę. Jest uroczy, a detale ujawniają minioną urodę i znaczenie tego miejsca w dawnych czasach:

Na początku XIX wieku w okolicy odkryto złoża boksytów, eksploatowane jeszcze w XX wieku. Obecnie ekonomia opiera się głównie na turystyce i trochę na produkcji oliwy, a jeszcze bardziej trochę na małych warsztatach rzemieślniczych. W każdym razie dochód roczny na domostwo wynosił trochę ponad 22 tysiące euro. Hm.

Co by wam jeszcze powiedzieć o Baux? Produkuje się tu wino czerwone i różowe, sklasyfikowane w 1956 roku jako Coteaux-d’aix-en-provence i robią go około 6.000 hektolitrów rocznie. To raczej nie są wielkie ilości, natomiast wiatr mistral wieje tu silnie przez 100 dni w roku, a przez 83 dni słabo.

Poza tym Baux należy do stowarzyszenia Najpiękniejszych Miasteczek Francji (Les Plus Beaux Villages de France), co jest przynależnością bardzo prestiżową. A, nie napisałam jeszcze, że nazwa Baux w języku okcytańskim (prowansalskim) znaczy „klif”, „skalista skarpa”.

Widok z murów obronnych. Poniżej jest pionowa skała nie do zdobycia przez średniowiecznego rycerza. Ani nikogo, oprócz himalaistów – desperatów. W okolicznych jaskiniach mieszkali kiedyś ludzie… co ja mówię, kiedyś. Nadal mieszkają, co widać na obrazku poniżej. Tylko teraz mają drzwi, okna i internet.

INFO: Zamek, czyli Chateau jest otwarty latem od 9 do 20:30. W kwietniu, maju, czerwcu i wrześniu od 9.00 do 19.15, od listopada do lutego od 10.00 do 17.00.
Parkingi koszują 5 Euro, a wejście na zamek od kwietnia do września to koszt 10 E (ulgowy 8,-), od października do marca 8,- E, ale wtedy jest bez rycerzy i strzelania z kuszy.
CIEKAWOSTKA: w gminie Baux w 1998 był kręcony jeden z moich ulubionych filmów – RONIN Johna Frankenheimera
