W połowie października, jak niegrzeczne urwisy znowu uciekliśmy do Krainy Deszczowców, chcąc udowodnić nie wiadomo komu, że jesteśmy młodzi duchem, spontaniczni i nieprzewidywalni. Ucieczka miała trwać przez tydzień, bo Pan i Władca 29-go miał Bardzo Ważny Kongres na południu Niemiec. Teraz już grzeczni i uładzeni wyruszyliśmy na południe, do miasta Loerrach. Pogoda była męcząca, a my jechaliśmy 880 kilometrów przez mglistą Dolną Saksonię, piękną, jesienną Hesję i pełną średniowięcznych miasteczek i zaczarowanych lasów Badenię Wirtembergię, na południe i dalej na południe.
LOERRACH
Loerrach to nie jest śliczne, średniowieczne miasteczko, tylko dobry przykład poprawnej, burżuazyjnej urbanizacji. Wokół są setki zakładów produkcyjnych różnej wielkości, a w środku są porządne kamienice, mnóstwo sklepów i restauracji i fabryka produkująca czekolady Milka i inna fabryka, tuż obok, produkująca pasty Elmex. Byłam w L. już z dwadzieścia razy, więc wiem.
Za to lokalizacja miasta jest niezywkła – leży na skrzyżowaniu trzech granic: niemieckiej, francuskiej i szwajcarskiej. Do Bazylei można pojechać tramwajem, a granica ze Szwajcarią nie jest nawet zaznaczona na chodniku – idziesz sobie, aż tu nagle jesteś w Szwajcarii!
Widok z okna hotelu, w którym spędziłam prawie samotnie prawie tydzień. Na pierwszym zdjęciu dworzec kolejowy, brzydki hotel „Park”, a za tym jasnym kominem jest już Szwajcaria. Drugie zdjęcie to widok na północ i na ruiny zamku, które w normalnych czasach były miejscem zawierania ślubów i pieszych wycieczek w niedzielne popołudnia.



Obecnie w Niemczech trzeba się wszędzie meldować z certyfikatem szczepień, lub z aktualnym testem. Nie masz szczepień – nie wejdziesz do restauracji, nie wpuszczą cię do hotelu, nie napijesz się piwa w barze. Uważam, że to słuszne i sprawiedliwe, a gdybm jeszcze potrafiła obsługiwać smartfona, to nawet by mnie to uszczęśliwiało.
Miasto ma około 50 tysięcy mieszkańców. Wielu z nich spędza czas na włóczeniu sie po ulicach, przesiadywaniem w parkach, skwerach i w kawiarniach nawet pod koniec października i łażeniu po sklepach, a potem włóczeniu się po ulicach.







Mają tam też kilka bardzo fajnych rzeźb, rozrzuconych strategicznie po mieście, ale o tym kiedyś, bo po kilku dniach nieróbstwa w hotelu muszę się pakować, bo wpadliśmy na pomysł, żeby jechać dalej na południe… c.d.n.

Też bym gdzieś zwiała! I to niekoniecznie gdzie pieprz rośnie! Niestety, najzwyklejsza proza życia – czyli za mało kasy na waryjacje – temu nie sprzyja! Zatem korzystaj ile się da!
Serdeczności slę!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Fuscilko, masz rację – kasa to podstawa, a szaleć trzeba tu i teraz! Ciągle wierzę, że nam się zacznie wreszcie spełniać. Od 1 lutego w chińskim horoskopie, wreszcie, po 12 latach mój znak! Wszystko musi się udać 🙂 Przytulasy międzynarodowe dla ciebie!
PolubieniePolubienie
Aż musiałam sobie wyguglować na mapie rejony, które opisujesz. Ta poprawna urbanizacja mało zachęcająca, ale już uliczki dla szwendaczy całkiem przyjemne 🙂 I popieram korzystanie z miejsc wszelakich za okazaniem certyfikatu. Inaczej się wszystkich nie zmobilizuje i z tej całej epidemii nigdy nie wyjdziemy..
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Myszko, jak ja cię dawno nie widziałam! Dziękuję że popierasz mój pogląd dot. szczepień. Co do miasta L., to nie jest to perła architektury 😉
PolubieniePolubione przez 1 osoba
A pomachalas nam po drodze? Nastepnym razem koniecznie musicie wpasc chocby na kawe! Ja juz do tego, zeby machac smartfonem z appka juz sie tak przyzwyczailam, ze to prawie normalne, to straszne, jak sie nasze zycie zmienilo w niecale 2 lata…
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Tess, machałam bardzo, musiałaś widzieć! Kiedyś, kiedy nie będziemy się tak spieszyć… wiadomo… Świat może kiedyś wróci do stanu używalności. Buziaki
PolubieniePolubienie
Fajnie, że się odezwałaś, bo myślałam, że może już w kosmos z prywatną misją wystartowałaś 😁 Ewuś, cudnie, że do Krainy Deszczowców się udało pojechać i jeszcze coś innego zwiedzić/zobaczyć/przypomnieć sobie.
My po trzech dawkach szczepionki, jak będzie trzeba to i co rok będziemy się szczepić. Wreszcie wynajdą coś, co wystarczy raz na całe życie. W tym przypadku wierzę w naukę. Zdrówka i pomyślności dla Cię i PiW 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Aniusiu, kosmos to nie moje miejsce, a Ziemię kocham jak Irlandię ;))) Ja też po trzeciej dawce, choć szczerze mówiąc epidemia bardziej przeraża mnie teraz, niż rok temu. Nie pisałam, bo nie mam siły, z moim chodzeniem gorzej niż kiedykolwiek, a boli tak, że może bym ten kosmos jednak wzięła pod uwagę. Jeszcze walczę, ale sił już nie mam za bardzo i nadziei, że jeszcze kiedyś będę chodzić też nie za wiele. Przytulasy.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Bidulka 😢 Ale Ewuś, jak się coś psuło to da się też naprawić, więc nie trać nadziei, widocznie jeszcze trochę musisz się pooszczędzać. Może korzystaj ze wspomagacza w rodzaju np. kijków? Jak mnie kolano boli albo mam zawroty głowy to idę z kijkiem, a co! Wolno mi, kijki są modne i pomagają 👍 Przytulam Cie również serdecznie 😍
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Kochana, u mnie się już psuje od dwóch lat i nie mogę wyjść z tego parszywego kręgu niepełnosprawności. O ile dotąd miałam jeszcze trochę optymizmu, to właśnie się skończył. Kijki już były, teraz powrót do kul 😦 Całuski, dziękuję, że mnie wspierasz.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Ewuniu, może się nadwyrężyłaś, za bardzo przemęczałaś… musi przecież być lepiej!
PolubieniePolubienie
A big shame that you couldn’t get into public places. Young people always end up taking advantage of these places to relax and have a good time. Anyway, what you describe about the town is that you had a good time and the landscapes and shots of the city are synonymous with a welcoming city.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
One day it would be normal again. Thanks for comment. Hugs and all the best
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Moja droga, dbaj o siebie, odwiedzaj lekarzy, rehabilituj się, musi być coraz lepiej. Nie trać nadziei!
Trzymam za Ciebie kciuki, byś wytrwała i w końcu stanęła na równe nogi.
Zasyłam serdeczności
PolubieniePolubienie