Nasz przewodnik odwozi nas na ulicę przed wejściem do portu, obok budynku Muzeum. W cieniu stoją policjanci w ślicznych mundurach. Upał nawet dla nich jest wielki, bo zdjęli czapki.

Wysiadam szczęśliwa, że to koniec, choć nogi mam jeszcze miękkie. Obiecujemy sobie z Panem i Władcą, że o ile kolejna wyspa nie będzie płaska jak naleśnik, to nie jedziemy już na żadną wyprawę, choćby nam mieli za to płacić! Koniec z górami i przepaściami, dosyć drżenia o życie na zabójczych zakrętach i pionowych podjazdach!

Żeby ukoić skołatane nerwy postanawiamy napić się (tradycyjnie) kawy. W mieście nie jest to łatwe, bo budynki nie zachęcają do odwiedzania ich, a znaleźć bar/kawiarnię/pub potrafią chyba tylko miejscowi.



Wleczemy się powoli ulicami Roseau, patrząc z niepokojem na warunki, w których mieszkają tu ludzie. Dominica leży w strefie huraganów i trzęsień ziemi, dodatkowo ma czynne wulkany i być może nikomu nie chce się, albo nie opłaca remontować tu domów, ale trochę to smutne, że panuje tu aż taka bieda…






Wreszcie, całkiem niedaleko portu słyszymy głośną muzykę dobiegającą z czegoś takiego:

Tak, to stąd dobiegają dźwięki świątecznych przebojów granych w rytmie reggae przez kapelę Mikołajów. Wnętrze pubu jest dość ciemne, ale wszystkie stoły i ławy są zajęte, kilka kelnerek w czerwonych czapeczkach roznosi rum w szklaneczkach. Siedzimy i pijemy kawę, przypominając sobie, że nadchodzą Święta, bo w tym klimacie raczej trudno o tym pamiętać. I nagle widzę to:

Widzicie? Z prawej strony na lodówce? Tak, polska flaga z orłem nawet… Niesamowite, prawda? Pytam Pani Barmanki skąd ta flaga? Mówi że właściciel był kiedyś w Polsce i przywiózł… Jaki świat jest mały 🙂

Odpływamy o 18.00. Żegnaj Dominico, biedna bogata wyspo. Mamy dziś w nocy do przepłynięcia 199 mil morskich (369 kilometrów). Do następnej wyspy.

Bieda dotyka kraje źle zarządzane, wyzyskiwane i wysoko skorumpowane. Szkoda, bo to piękny kraj.
Samopoczucie po tych zakrętach powinno dać do myślenia, bo przecież nie chodziło o dreszczyk emocji z adrealiny…
Zasyłam uściski
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Kochana Ultro, jak zwykle trafiłaś w sedno. Piękny kraj z ogromnym potencjałem… ech, szkoda gadać. Może to przez te huragany? Odściskuję
PolubieniePolubienie
Widziałem trochę tej biedy w Ekwadorze, Meksyku. Odniosłem wrażenie, że tym ludziom to aż tak nie przeszkadza. Mają chyba inne do tego podejście.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Marku, trudno w to uwierzyć, ale chyba masz rację. Jeśli zawsze tak żyli, to skąd mają wiedzieć, że można inaczej? I po co, skoro tak jest wygodnie (chyba). My, Europejczycy, zawsze chcemy więcej i lepiej, ładniej i wygodniej. Pozdrawiam bardzo
PolubieniePolubione przez 1 osoba
smutny widok, ale też mam wrażenie, że tam ludziom co innego daje szczęście niż nam.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Okularnico, też dochodzę do tego wniosku, choć nam w Europie trudno w to uwierzyć i trudno się pogodzić z tym, że można żyć w takich warunkach, niejako na własne życzenie. Ale nie chcę oceniać. Buziaki
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Trochę muszę nadrobić….
A polski spirytus rektyfikowany mieli? Nie pytam złośliwie. Mnie się zdarzyło w japońskim pubie w małej miejscowości 😉 Na moje pytanie co robią z tym spirytusem specjalnie z zaplecza pofatygował się właściciel i oświadczył, że do picia. A ja mu na to, że w Polsce używamy do dezynfekcji…;-)
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Aniu, jesteś jedyną, która zwróciła uwagę na ten szczegół 😄 Twoja historia ze spirytusem jest niesamowita, bo zaskakująca. A swoją drogą, to Japończycy to twardziele, skoro to piją 😉 Kiedyś, pod koniec lat 80-tych w kanadyjskiej wiosze w barze widziałam piwo Żywiec, ale okazało się, że to tylko pusta, „wystawowa” butelka. A swoją drogą, to co robiłaś w małej miejscowości w pubie? Całuski, dziękuję że czytasz.
PolubieniePolubienie
Obawiam się, że oni nie wiedzą, że tego się nie pije bez rozcieńczania i tylko udają twardzieli 😉
Zaraz po przeprowadzce do Japonii mieszkałam w cudownym miejscu, w malutkim miasteczku na wyspie Shikoku na samym morzem. I jak tak sobie jeździłam po okolicy zwiedzając, to znalazłam ten pub, którego właściciel oprócz picia polskiego spirytusu miał też malutki browar i warzył bardzo smaczne piwo.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Oby niewiedzy nie przypłacili życiem. Szkoda, że już tam nie mieszkasz?
PolubieniePolubienie