Bykaia, czyli wrota Spitsbergenu

Poniedziałek, 18 czerwca

Słońce nad horyzontem

Temperatura: zero

Pozycja: Adventfjorden, archipelag Svalbard ( czyli „zimne wybrzeże”), wyspa Spitsbergen

Ok. 6:30

Przed 5 rano wpłynęliśmy do do fiordu Isfjorden o długości 107 kilometrów, co czyni go drugim co do wielkości fiordem na wyspie Spitsbergen. Chmury wiszą tak nisko, że nie widać szczytów nagich, stromych, czarnych gór. Powierzchnia wody jest gładka, czyli nie ma wiatru. Nawet ptaki się jeszcze nie obudziły, bo nie ma ani jednego. Chyba, że mają jakieś obfitsze poranne pastwiska.

Ponure wody Isfjorden. Jest około 5 rano, wszyscy jeszcze śpią, ale na mostku ktoś czuwa?

5 a.m., Isfjorden.

Strome zbocza Spitsbergenu:

Spitsbergen and it’s steep hills

Mijamy małe przystanie kutrów i coś, co wygląda na manufaktury do przetwarzania ryb i małe doki. Jest bardzo cicho, jakbyśmy płynęli przez martwe wody.

Trawlers in Adventfjorden

Zbliżamy się do portu Bykaia, Adventfjorden:

Port Bykaia, the gate of Spitsbergen

Ciekawe jaką pogodę miał John Munroe Longyear, kiedy latem 1901 roku przybył jako turysta na Spitsbergen, gdzie właśnie odkryto pokłady węgla. John wraz z przyjacielem Frederickiem Ayer (teść gen. Pattona, notabene) kupili norweską firmę górniczą i w 1905 założyli Arctic Coal Company z siedzibą w Bostonie, Massachusetts. Górnicy pochodzący głównie z Norwegii i Szwecji, żyjąc w bardzo ciężkich warunkach wybudowali osadę, w której osiedliło się 500 osób. Potem osada, zwana Longyear City rozrosła się i dzisiaj jest centrum administracyjnym i handlowym z 2040 mieszkańcami, zatrudnionymi głównie w górnictwie węgla, w arktycznych ośrodkach akademickich i badawczych i przemyśle turystycznym. Teraz miasto nazywa się Longyearbyen i niedługo się w nim znajdziemy.

ok. 9:00

Właśnie przycumowaliśmy w porcie Bykaia w Adventfjorden. Byłam w wielu portach, ale ten jest jakiś… mały. I wydaje się… zabałaganiony. 

Na zboczu góry, przy której jest port widać słupy kolejki i wagoniki do transportu węgla. A swoją drogą… jeśli tu jest węgiel, to znaczy, że kiedyś musiały być tu wielkie drzewa i o wiele wyższe temperatury. Hm, czy ktoś na to już wpadł przede mną?

Mały kuter (?) ciągnie cumę naszego statku na brzeg:

Small ship is draging a rope for moor our ship

Port z bliska. Właśnie zacumowaliśmy:

Z okna na 10 pokładzie widzę też dwie budy dla psów. Kundelki leżą na dachach swoich domów i nie robi na nich wrażenia nasz okręt – znowu najwyższy budynek w mieście. Port wygląda na wymarły, czasem tylko podjeżdża jakaś furgonetka. Niedługo powinny pojawić się autokary, które mają nas zawieźć do centrum Longyearbyen. Cena biletu: 5$.

Zbig karmi fiordy, żeby mógł sie potem chwalić, że jadły mu z ręki:

Zbig and fjord

Przy okazji wypatrzyłam kogoś z załogi, kto wyprowadza małego, białego pieska na spacer. Już jakiś czas temu słyszałam szczekanie w części pokładu należącym do załogi, ale kiedy kogoś o to spytałam, to oczywiście zaprzeczył. Nie mówcie nic kapitanowi, a jeśli chodzi o mnie, to nie mam nic przeciwko zwierzętom na statku, pod warunkiem, że nie są to szczury.

10:00

Zbig nakarmił fiord i nie pozostaje nam nic innego, jak wyruszyć. Słońce zaczyna znajdować sobie małe otworki w chmurach. To będzie piękny dzień.

c.d.n