Lofoty, czyli Norsemen god dag!

Sobota, 16 czerwca

wschód słońca: hahaha, skoro nie zaszło, to jak ma wzejść?

temperatura: 12 stopni, słonecznie

Pozycja: Lofoty

ok. 8:00

Welcome to Lofoten:

Lofoten – Leknes

Witamy na Lofotach:

Lofoten

Obudził mnie głośny dźwięk łańcucha kotwicznego. Na czwartym pokładzie marynarze zaczęli spuszczać szalupy, którymi dotrzemy do portu. Szalupy, dotąd wiszące nad pokładem wydawały się małe, ale teraz, kiedy widzę jak wędrują w dół i kołyszą się niebezpiecznie nad pokładem, to widzę, jakie są wielkie. Dowiaduję się, że mogą zabrać do 120 osób i wydają mi się jeszcze większe.

Zdejmowanie szalupy z wieszaka:

Launch off

Szalupy welcome to – do portu Leknes

From ship to the harbour

Nie zdecydowaliśmy się na kupno wycieczki krajoznawczej. Za to wczoraj kupiliśmy bilety na autobus (7$ od osoby, mają jeździć co 20 minut, przystanek koło kościoła, możemy jeździć tyle razy, ile chcemy), który z portu ma nas zawieźć do Leknes – największego miasta archipelagu Lofotów, na wyspie Vestvagoy (nad „a” powinno być małe kółeczko, a „o” powinno być przekreślone). Trudno to sobie wyobrazić bo z pokładu widzę kilkanaście rozrzuconych domostw i coś, co wygląda na kościół albo remizę strażacką, a w tle niewielkie góry pokryte resztkami śniegu i rzadkimi lasami.

Lofoty są ponoć siedzibą wielu milionerów – ludzi, którzy dorobili się na hodowli łososi. Osiedlają się właśnie tu, ze względu na „balsamiczny” klimat, który niewątpliwie jest zasługą Golfstromu, czyli Prądu Zatokowego. Oczywiście tutejsza ekonomia oparta jest na rybołówstwie, zresztą po co zmieniać coś, co istnieje tutaj od setek, jeśli nie tysięcy lat?

ok. 11.00

Wypiliśmy herbatę, zjedliśmy drugie śniadanie i rozleniwieni patrzymy na kursujące ze statku na ląd i z lądu na statek szalupy. Trzeba się zbierać, to pierwsze zejście na ten tajemniczy ląd, zamieszkany od pokoleń przez Wikingów („Norsemen” jest ponoć bardziej poprawne politycznie). I nie zapomnieć paszportów!

15:30

Z pokładu #1 wsiedliśmy do szalupy, która malowniczo okrążyła statek i po 10 minutach przycumowała w porcie.

Witamy w Leknes na Lofotach

Leknes Port – Lofoten

Port to drewniany pomost, przy którym nie zmieściłyby się trzy końskie furmanki, a co dopiero nasz statek. Port to także 3 budyneczki wielkości garaży, w których są głównie sklepy z pamiątkami. Tuż za portem jest mała górka, na którą nie wiadomo czemu wszyscy postanowili wejść. Trochę dalej małe domki przycupnięte na brzegu z niskimi drzewami owocowymi.

Okazuje się, że Leknes leży w głębi lądu, około 5 km. od portu, więc podróż trwa krótko. Mijamy przydrożne bagienka, w których brodzą mewy, kilkanaście domów z drewna, które raczej nie świadczą o zamożności ich mieszkańców.

Uliczka w Leknes:

Little street in Leknes

Miasteczko typu „knajpa/kościół”, choć knajp tu raczej niewiele. Kilka ładnych domów przy uliczkach ze żwirową nawierzchnią, kwitną tulipany, czyli wiosna wreszcie nadeszła. Główna ulica to kilkanaście sklepów z różnościami: chiński market, włóczki, suknie ślubne, bank, poczta, kwiaciarnia, optyk.

Lokalna autostrada i droga na Ostrołękę, tfu, na Narwik

Local highway – Lofoten

Dodge Viper przed domem towarowym i Zbig już chce tu zostać:

Zbig and Dodge Viper – Leknes

Na końcu miasteczka małe centrum handlowe z dwoma supermarketami (jeden to dyskont) i ładnie urządzonymi sklepami z wyposażeniem domów, trochę ciuchów, księgarnia, apteka. Za centrum, na parkingu kilka straganów z ciuchami i zabawkami, ale tandeta niesamowita. Zbig za to namierza największą dla niego atrakcję Lofotów: Dodge Viper, w dodatku pomarańczowy. 

Wróciliśmy po dwóch godzinach. Naprawdę nie było już co oglądać. 

LOKALNE KULINARIA:

Torrfisk – suszony na drewnianych półkach dorsz. Klippfisk – solona ryba, znana od XVII wieku, kiedy do rozsądnego poziomu spadły ceny soli. Fiskeboller – zawijasy z ryby, często podawane ze śmietaną. I najbardziej chyba znana norweska potrawa – lutefisk – suszony dorsz albo łupacz moczony i doprowadzony do fermentacji, najczęściej jedzony na Boże Narodzenie. Fiskepudding to puszysty pudding rybny.

Aquavit – do popicia tych wszystkich rybich delicji. Bardzo popularna w Skandynawii wódka, destylowana z ziemniaków, przechowywana w drewnianych beczkach, aromatyzowana kminkiem i koprem. Produkowana od XIV wieku.

WARTO ZWIEDZIĆ: Muzeum Wikingów – około 15 km na północny wschód od Leknes. Mieści się w największym budynku ery Wikingów odkrytym kiedykolwiek. Dzięki bogatym znaleziskom artefaktów, archeolodzy odtworzyli dom w pełnym wymiarze. Dzięki temu można wkroczyć prosto do świata ery brązu i zobaczyć, że nie byli to tylko barbarzyńscy brutale uganiający się z toporami. Ich społeczeństwo było wysoce zorganizowane, a największą wartością był honor. Królowie i inni przywódcy byli wybierani przez społeczność i to zwykli ludzie decydowali o prawach i zasadach. 

INFO: W Laknes jest kilka kafejek internetowych. Informacja turystyczna znajduje się przy ulicy Storgata 31, w centrum handlowym.

SŁOWNICZEK: Tak – Ja; Nie – Nei; Dzień dobry – God Dag; Dziękuję bardzo – Tusen takk.

ok. 22:00

Kolacja jak marzenie. Musiałam oddać Zbigowi zupę kokosową, bo okazała się jak żyleta. No i znowu dostaliśmy specjalny deser po deserze – suflet czekoladowy z biała czekoladą z Grand Marnier. Cieszę się, że jesteśmy specjalnymi gośćmi, ale… Nie, żadne ale. Bardzo, bardzo warte grzechu.

Leknes pożegnaliśmy o 17:00. Teraz płyniemy prosto na północ, ale nadal wzdłuż wybrzeża. Widać ośnieżone, strome góry wyrastające prosto z morza. Następny port – Longyearbyen. Mamy do przepłynięcia 706 mil morskich.

Nasz statek przyczajony w fiordzie za skałką. Myśli, że go nie widać:

Our ship hidden in fjord – Lofoten
Lofoty, do widzenia

Lofoty, do widzenia:

Good by Lofoten!

RADA: Nie jestem pewna, czy warto płacić za zorganizowane wycieczki lądowe. Ta do Leknes kosztowała 169$ od osoby, trwała 3 godziny i obejmowała mały rejs na Vestfjord, lub wędrówkę po okolicznych muzeach i przejazd przez podwodny tunel do Flakstadoey. Sama nie wiem, ale tyle kasy za 3 godziny…

Jak przekroczyć krąg polarny, c.d.

ok. 14:50

Ptaki i Norwegia zniknęły, za to na zachodzie mijamy dużo platform wiertniczych. Jedne wyglądają jak zamczyska z wieżą pośrodku, inne jak dziwne zwierzęta z długimi szyjami i ogonkiem. Morze nadal jest gładkie, chmury odbijają się w nim jak w jeziorze.

Niedawno w głównym hallu na 3 pokładzie zakończyły się pokazy kulinarne. Można było zobaczyć jak się robi sushi, jak plecie się kosze z ciasta chlebowego, jak robi się róże z marcepanu, jak się rzeźbi w owocach i warzywach.

Fantastyczne rzeźby z owoców i warzyw:

Carving on Celebrity Constellation

Nauczyłam się składania serwetek i pojęłam wreszcie na czym polega różnica między sushi a sushimi. Na pewno ta wiedza przyda mi się bardzo w domu i w zagrodzie. A swoją drogą, jak daleko trzeba wyjechać, żeby nauczyć się składania serwetek?

Kosz wyplatany z ciasta chlebowego, gotowy widać w tle:

Bread basket

ok. 17.00

Uczyliśmy się tańczyć tango. W ten sposób chciałam uczcić urodziny Zbiga, nawet wbrew jego woli. I co się okazało? W tangu jesteśmy świetni. To pierwszy taniec, który potrafiliśmy zatańczyć nie depcząc sobie po stopach!

Morze nadal jest spokojne, choć pojawiły się długie, boczne fale. Niebieskie Morze Norweskie:

Norvegian sea

ok. 23:30

Słońce świeci jak o 16-stej latem. To pierwsza noc, kiedy słońce nie zajdzie wcale. Znów widać ląd – bardzo ostre skały w kształcie kłów wyrastają prosto z morza. Nie dziwię się, że żeglarskie opowieści pełne są potworów z głębin, pożerających wielkie statki.

Linie Celebrity zafundowały Zbigowi torcik z dwoma świeczkami, a siedmiu kelnerów odśpiewało „Happy birthday”. Torcik i odśpiewanie odbyły się już po kolacji i deserze i mimo, że obżarta straszliwie, nie mogłam porzucić niezjedzonej czekoladowej pyszności. Teraz jestem na cukrowym haju i nie mogę spać. Za około pół godziny przekroczymy krąg polarny. Będzie się działo.

ok. północy

Południową granicę regionu arktycznego wyznacza Krąg Polarny (Arctic Circle), geograficzny pierścień otaczający glob, w odległości około 1650 mil od Bieguna Północnego. Ta umowna linia leży na Oceanie Arktycznym, przechodzi przez tysiące wysp i północne części Europy, Azji i Ameryki Północnej. I przez osiem krajów: Norwegię, Szwecję, Finlandię, Rosję, Stany Zjednoczone na Alasce, Kanadę, Grenlandię i Islandię.

Jesteśmy na szerokości geograficznej północnej 66 stopni 33′ 44″. Właśnie przekroczyliśmy krąg polarny i życie już nigdy nie będzie takie samo. 

Jutro, a właściwie już dziś dopłyniemy do Lofotów i ich stolicy – Leknes.