You,ve lived the life, czyli ostatni dzień

24 czerwca

wschód słońca 4:30, zachód 22:16

Temperatura: 12°. 

Pozycja: Morze Północne

Mglisty poranek

„You’ve lived the life” – takie hasło ukazało się w dzisiejszej gazetce pokładowej. Może i tak. A poza tym kiwa. Tak Morze Północne wita strudzonych podróżników. Pewnie łapiemy jakieś boczne fale, na które nie działają stateczniki, bo nie jest stabilnie. Wielu ludzi narzeka, że nie mogli spać w nocy, bo czuli się „niepewnie”.

Ja też czuję się niepewnie, bo to ostatni dzień i wszystko minęło tak szybko i czuję niedosyt i popływałabym sobie jeszcze z miesiąc. Życie tu jest takie proste i nieskomplikowane. Póki co, idę pożegnać się z moim kumplem:

Celebrity Constellation – my dude

O 11-stej idziemy na ostatnią lekcję tańca – Latin line dance. Wiem, że Zbig nie chce, bo jego myśli już zajęła ponura rzeczywistość, z którą przyjdzie mu się zmierzyć już jutro. No i samochód, pozostawiony w rękach obcego człowieka w porcie Amsterdam… Czy jeszcze go zobaczymy? Czy będziemy mieli czym wrócić do domu? No i kanapki zostawione w bagażniku… Czy w mieście nie zapanowała jakaś epidemia?

Południe

Wykorzystujemy ostatnie pół dnia, żeby ostatni raz zwiedzić statek, oddać książkę do biblioteki, iść tam, gdzie jeszcze nie byliśmy, np. do kina, w którym codziennie można było zobaczyć dwa filmy. 

Kino jest przytulne, na stole przy wejściu czekają porcje popcornu w tekturowych pudełeczkach. Postanowiłam trochę posiedzieć w tym spokojnym, mrocznym miejscu:

Celebrity Constellation – cinema

Zbig nieoczekiwanie postanowił odwiedzić pokład handlowy. Jakiś czas temu wypatrzył ciepłą bluzę z kapturem, która nie-została-wyprodukowana-w-Chinach i uznał, że taką właśnie chce mieć. Ja w moim skąpym sercu miałam nadzieję, że w ostatni dzień będą jakieś wyprzedaże, szalone obniżki cen pod hasłem „all must go”, ale nic takiego nie nastąpiło. Bluza jak kosztowała 45 dolców, tak kosztuje. Ale Zbig i tak jest zadowolony, a to jest bezcenne.

Wszelkie transakcje na statku odbywają się bezgotówkowo. Za wszystko płaci się kartą pokładową. Na koniec rejsu wszystko jest podliczane i ściągane z kart kredytowych, których numery trzeba było podać przy zaokrętowaniu. Fajne jest to, że wszystkie transakcje i ich bilans można w każdej chwili sprawdzić na ekranie telewizora. Dla mnie, skąpiradła, to prawdziwa ulga.

Po południu

Zbliża się straszny moment, kiedy trzeba się będzie pakować. Strasznie mi się nie chce, ale do 23-ciej wszystkie bagaże, oprócz podręcznych mają się znaleźć na korytarzu. Inni mają zapewne więcej obowiązków, bo trzeba: wymienić żetony z kasyna, zanim zostanie ono zamknięte, wykorzystać ostatnie minuty w internecie, bo przepadną jutro o 7 rano, zrobić sobie masaż, bo to redukuje opuchliznę w czasie długiego lotu do domu. Jak to dobrze, że nie musimy robić tego wszystkiego. Póki co, idziemy sobie zrobić zdjęcie z gościem z 3 pokładu, obok chińskiego biura plenarnego.

Nie wiem, kto to jest, ale zawsze stoi na trzecim pokładzie.