Longyearbyen c.d

18 czerwca, poniedziałek

W Longyearbyen żyją i pracują bardzo specyficzni ludzie, którzy przez pół roku żyją w ciemnościach polarnej nocy, rozświetlanej tylko księżycem i zorzami polarnymi, a przez pół roku w 24-godzinnym blasku słońca. Wiele okien w domach jest zasłoniętych folią odblaskową, taką jaką stosuje się na przednich szybach samochodów w obronie przed słońcem.

Prawie centrum Longyearbyen:

Longyearbyen center

Wracając do mieszkańców miasta… Ich liczba to około 2040 osób. 40% to Norwegowie, a około 16% to Tajlandczycy (lub Tajowie, niespodzianka), Szwedzi, Duńczycy, Niemcy i Rosjanie. Polaków naliczono 10-ciu (dane z 2010). 60% to mężczyźni, a przedział wiekowy to średnio 25 – 44 lat i prawie nie ma osób powyżej 66-go roku życia. Ciekawe jest to, że średnia długość pobytu w mieście to 4,3 roku dla obcokrajowców i 6,6 dla Norwegów. I kto tu jest Wikingiem?

Smutne jest to, że średnio w gospodarstwie domowym żyje 1,6 osoby. Muszą być nieźle samotni… Za to są bardzo wyedukowani – 54 procent z nich ma wyższe wykształcenie. Średnia kobiet to 40% z wyższym wykształceniem. 

Wszyscy ci samotni, mądrzy i młodzi ludzie mieszkają w dwupiętrowych domach-blokach, trochę przypominających baraki, lub w jednopiętrowych chatach. Niektóre są pomalowane na kolor bordowy, inne na niebiesko, jeszcze inne na zielono. Nie są radosnymi plamami rozświetlającymi krajobraz. Są ponure i czasem prawie ich nie widać na tle ciemnej ziemi. Zimą na pewno wyglądają lepiej, kiedy wokół jest jasno od śniegu i światła księżyca w pełni.

Domek jednorodzinny w Longyearbyen:

Typical house in Longyearbyen

Wszystkie domy stoją na palach. Nie takich jak w Wenecji, bo są krótsze i nie tak grube, ale nie da się tego ukryć  – stoją na palach. Te „fundamenty” są sprytnie osłonięte drewnianymi deskami, ale i tak można zobaczyć wodę, w której te pale stoją. Nie dziwię się – przy wielkich ilościach wody, jaka wiosną spływa z lodowców nie ma mowy o trzymaniu kompotu i ziemniaków w piwnicy.

Domy na palach:

Houses on stilts – Longyearbyen

INFO: hotele w Longyearbyen nie są tanie. Najtańszy pokój dwuosobowy to około 950 pln, na szczęście ze śniadaniem. Średnio trzeba zapłacić 1500 pln, ale droższe też się znajdą. Hotele są tak nieliczne, że nie muszą się obawiać konkurencji, ale też nie narzekają na brak gości, więc czasem lepiej rezerwować z wyprzedzeniem.

CIEKAWOSTKA: niedaleko Longyearbyen jest niesamowite miejsce: Svalbard Global Seed Vault, czyli Globalny Bank Nasion. W tunelu wydrążony w wiecznej zmarzlinie umieszczonych jest 20 milionów jadalnych nasion. Przechowywane są na wypadek globalnego kryzysu, choć jeśli kryzys byłby naprawdę globalny, to nikt do tych nasion nie dotrze, nie mówiąc już o ich posadzeniu. Budowa rozpoczęła się w czerwcu 2006 roku. Placówka została sfinansowana przez rząd Norwegii. Wiele państw wysyła tu „swoje” nasiona, a za ich przechowywanie nie pobiera się opłat. Ziarenka mogą w tych warunkach wytrzymać nawet tysiące lat.

c.d.n.