Jedziemy dziś do Saint – Rémy. Nie wiem gdzie to jest dokładnie, ale wiem, że na południe od Avignon. Nasi Francuzi opowiadają nam o wszystkim, co widać po drodze, a ja wypatruję pól lawendowych, które pewnie są … nie tutaj. Tutaj są pola kukurydzy, plantacje drzew owocowych i winorośli. Pytam Christiana o tutejsze wina, ale macha tylko lekceważąco ręką i jak to Francuz wydyma usta. No dobra, ale i tak chciałabym spróbować.
Saint Rémy to kolejne małe, urokliwe, prowansalskie miasteczko, w którym chciałoby się mieszkać, choć przez rok. Wydaje się, że w takich miasteczkach nie ma problemów, wszyscy są życzliwi, uprzejmi i szczęśliwi, a cały okrutny i brutalny świat jest gdzieś daleko, a zło nigdy nie przekroczy miejskich rogatek.



Po tych uliczkach chadzała księżniczka Karolina z Monako, która mieszkała tu przez kilka lat. Innym słynnym mieszkańcem Saint Rémy był niejaki Vincent van Gogh, który przez dwa lata był pensjonariuszem pobliskiego domu waria… przepraszam, szpitala psychiatrycznego (w klasztorze Saint-Paul de Mausole), ale on raczej się nie przechadzał.
Ale w Saint Rémy urodził się ktoś, kto przewyższył sławą van Gogha, a nawet księżniczkę Karolinę z Monako. Tym kimś był facet o ksywie Nostradamus.
Był rok 1503, kiedy się tu urodził. Nie wiem, czy kiedykolwiek przepowiedział coś w swoim domu, ale myślę, że nie zdążył, bo po 15 latach wyjechał na studia do Avignon, a po studiach włóczył się po Prowansji zbierając zioła… hm.

(wybaczcie ten kawałek palucha). A, tak naprawdę nazywał się Michel de Nostredame, a na ścianie domu wisi tablica, która opowiada całą historię:

Opuszczamy Rue de Hoche, bo trzeba wrócić z renesansu do współczesności. Współczesność objawia się w sposób magiczny (sklepik „Koń na biegunach”):

Wiele małych sklepów sprzedaje nie tylko lawendę, która jest wszędzie i mydło marsylskie, które też jest wszędzie, ale przede wszystkim wspaniałości do jedzenia:

Co my tu mamy? Farandole prowansalskie, miód lawendowy, confit z zołami prowansalskimi, soki, bisquity o smakach różnych, tapenady z oliwek, czosnku, kaparów i anchois, musztardy z pastisem, konfitura z cytryn, musztarda a la truffe, karczochy z bazylią, konfitura z cebuli z miodem, miód kasztanowy…

… olej lawendowy, pasztet z oberżyny, syrop tymiankowy i kasztanowy, ocet truskawkowo-figowo-pieprzowy, makaroniki z miodem i lawendą, ratatuille, ogórki z miętą…

O matko…

Cuda, panie dzieju, cuda:) Pasztet z oberżyny…hm… trzeba pomyśleć….
PolubieniePolubienie
Ania kochana, jeśli może być z selera… Ale pomyśl i daj przepis! O żarciu napiszę następnym razem. Uściski
PolubieniePolubienie
Z selera już raz piekłam i wyszedł nad wyraz dobry, w życiu bym się tego nie spodziewała.
PolubieniePolubienie
Ania, a z orzechami? Ja kiedys upiekłam z różnych warzyw i orzechów, ale się rozlazł 😦
PolubieniePolubienie
Chyba z migdałami, ale nie pamiętam dokładnie, był bardzo dobry. Jak chcesz to odszukam przepis. Upiekłam go w foremce w kształcie serduszka, takiej z Ikea, dla Małego na jakieś święto.
PolubieniePolubienie
Pewnie, że chcę! Z migdałami? Rozpusta!
PolubieniePolubienie
Poszukam i wpiszę u siebie, to więcej dziewczyn skorzysta. Może:) Kliknęłam w obrazek, żeby zmienić na swój ale mnie w kosmos odesłało i w obcym języku gadało, więc nie wiem jak to zrobić. Widać nie pora jeszcze ale FOTKĘ WSTAWIŁAM U SIEBIE I PĘKAM Z DUMY:)))
PolubieniePolubienie