* U naszych Przyjaciół
U naszych Francuzów, czyli w maleńkim miasteczku w Prowansji, ukrytym wśród lesistych wzgórz departamentu Var. Miasteczko nazywa się Belgentier i mieszkają w nim Francoise i Christian, wraz ze swoimi dwoma psami. Zaraz po przyjeździe Christian zrobił mi egzamin ze znajomości prawidłowego wymawiania nazwy „Belgentier”. Okazało się, że wymawiam to źle i musiałam kilka razy powtórzyć poprawną wersję, czyli „belżątie„. Ufff.

Było słoneczne południe, wyruszyliśmy z domu wąskimi, pustymi uliczkami, po starym bruku, pamietającym być może czasy średniowiecza. Przy ulicach rosną wielkie drzewa figowe i akurat we wrześniu owoce dojrzewają i spadają setkami na ziemię, tworząc lepkie plamy, na których żerują motyle, pszczoły i inne latające łasuchy.

Pniemy się lekko w górę drogą, która ma nas doprowadzić do centrum. Miasteczko ma niecałe dwa i pół tysiąca mieszkańców (po II Wojnie było ich zaledwie pięciuset), więc trudno nam sobie owo centrum wyobrazić.
Christian opowiada zalewa nas informacjami: mają szkołe podstawową, klub sportowy i wszystko, co jest potrzebne do życia – une boulangerie (piekarnię), une boucherie (sklep z mięsem), une supérette (mały sklep samoobsługowy), un coiffeur (fryzjer), une maison de la presse (redakcję gazety?), deux bar-tabacs (dwa bary, do jednego z nich nie chodzą), deux restaurants (dwie restauracje) et une pizzeria.
Budynki są coraz bardziej okazałe, czyli centrum blisko. Nadal jest pusto, większość okiennic pozamykana. To wielkie drzewo to ponoć sekwoja, a postać obok to oczywiście Przypadkowy Turysta, czyli Pan i Władca 🙂
Christian postanawia zaprowadzić nas do Merostwa, które jest miejscem jego pracy, i choć nie bardzo rozumiem, jaką pełni funkcję, to jest taki dumny z siebie, że z radością idziemy za nim i Francoise (widoczni na zdjęciu u góry po prawej). W cienistych uliczkach jest przyjemnie, wrześniowy upał dociera tylko do granicy cienia.
W Merostwie, które o tej porze jest nieczynne, Christian z dumą pokazuje nam kilka pomieszczeń, jakby sam wybudował i urządził budynek. Tuż obok jest niewielki kościół Notre-Dame-de-l’Assomption.

Na niewielkim placu przed kościołem pomnik poległych w Wielkiej Wojnie. Takie pomniki stoją w każdym mieście i miasteczku we Francji i w Wielkiej Brytanii, być może nawet we wszystkich krajach Europy Zachodniej. Często w kościołach są tablice z nazwiskami poległych, którzy pochodzili z danej miejscowości,

C.D.N.











Dziękuję za piękną wycieczkę! Takich słonecznych miejsc będzie nam brakowało, dlatego otulam się tą słoneczna atmosferą Belgentier!
Serdeczności posyłam!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Słoneczną i senną – atmosfera południa Europy. Uwielbiam, ale nie latem. Pokażę więcej, a póki co polecam kocyk pachnący lawendą 🙂
PolubieniePolubienie
Westchnę sobie tylko, że ach! też bym tam chciała pojechać.. Nasycić oczy i duszę widokami, klimatem i historią zaklętą w zabytkach. A do tego ten francuski, do którego mam słabość. Nosz. Pięknie i już 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Myszko, już ci pisałam, że pojedziesz, zobaczysz, usłyszysz… jeszcze toszkę, jeszcześ młoda i masz czas. Przytulasy wielkie.
PolubieniePolubienie
Trzymam Cię za słowo 🙂 I uściskuję!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Czyli wyrwałaś się z domu…teraz czas do krainy deszczowców…chyba
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Nie wiem skąd to wiesz, ale masz rację i do tego słuszną! Całuski.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Atmosfera w starych, pięknych miasteczkach jest niepowtarzalna, uwielbiam takie miejsca, kamienne uliczki…
Przytulanki Ewuś 💗
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Aniu, ja też kocham takie miejsca. Nie cierpię wielkich miast. Chciałabym pomieszkać w takim miejscu choć przez miesiąc i nacieszyć się atmosferą… i jedzeniem 🙂 Całuski wielkie!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Szczególnie ciepło myślisz pewnie o jedzeniu, którego sama nie musisz przygotować, hi hi 😁
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Aniu, jak ty mnie znasz! Obowiązuje zasada – ja sprzątam, ktoś inny gotuje. Niestety, nie w tym życiu 😦 Przytulaski
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Szarabajko, przepraszam, przepraszam, twój komentarz poleciał w cyberprzestrzeń, ale dziękuję za niego. Jako spec od I Wojny wiem o listach poległych na Dolnym Śląsku. Mam nadzieję, że jeszcze istnieją. Przytulaski
PolubieniePolubienie