A Coruna – dzień 4

Dzień św. Mikołaja, temp. 13 stopni.

Słońce wzeszło o 7:44, ale ja już na nie czekałam na piątym pokładzie. Statek wpływał właśnie do A Coruna w Galicji. W hiszpańskiej Galicji.

Zaraz potem zrobiło się pochmurno, ale najważniejsze było móc iść po czymś, co się nie kołysze. Miasto stroiło się do świąt, przywitało nas wielką bombką, na której wieszano światełka, wzdłuż większości ulic zwisały świetlne ozdoby:

A Coruna to bardzo stare miasto. Kiedy w drugim wieku Rzymianie wybudowali tu latarnię morską, nastąpił szybki rozwój portu. Ta latarnia morska, zwana Wieżą Herkulesa (wysokość 60 metrów!) jest najstarszą na świecie działającą latarnią. W XVI wieku, po klęsce Niezwyciężonej Armady Brytyjczycy chcieli zdobyć miasto, ale mieszkańcy je obronili, z czego są dumni do tej pory. Potem już nie zapisali się w historii niczym nadzwyczajnym, może poza tym, że pochodzi stąd założyciel firmy ZARA.

Port A Coruna

6 grudnia to w Hiszpanii dzień wolny. Ludzie spacerują po ulicach, siedzą w kawiarniach, gapią się na port i nasz statek, jedyny taki wielki. My też łazimy wolno, zagłębiając się coraz dalej w stare uliczki.

Trafiamy też na ratusz, piękny budynek przed którym miasto zrobiło lodowisko i inne atrakcje dla mieszkańców

W ratuszu można obejrzeć ogromną szopkę, zbudowaną na wzór Jerozolimy z czasów starożytnych, łącznie z miniaturowymi budynkami i dziesiątkami postaci. Niestety zdjęcia mi nie wyszły 😦 Za to koło wejścia do ratusza znalazłam to cudo:

Wędrujemy dalej, coraz wyżej wznoszącymi się uliczkami, a ja jestem coraz bardziej zachwycona tym miastem, gdzie nikt się nie śpieszy, gdzie panuje spokój i cisza.

Docieramy do najstarszej części. Odnajdujemy kolegiatę Santa Maria del Campo, zbudowaną w XII wieku. Jak na taką starowinkę to nieźle się trzyma… i nie mówię o sobie, stojącej przed wejściem

Kolegiata Santa Maria del Campo i ja
Fragment drzwi w klasztorze św. Barbary w A Coruna

12 myśli na temat “A Coruna – dzień 4

  1. Uff, to kamień z serca, że komentarze się odnalazły 🙂

    Widoków to Ci ogromnie zazdroszczę, zwłaszcza wschodów i zachodów słońca na morzu. Fajnie tak zejść na stały ląd, ale pewnie trzeba trochę czasu, żeby mózg się przyzwyczaił, że już nie kołysze i można iść normalnie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie zazdrość Aniu, przecież to wszędzie to samo słońce 🙂 Najpiękniejsze są refleksy na wodzie, dzięki nim wszystko ciągle się zmienia. A swoją drogą, to skąd wiesz, jak się chodzi po zejściu ze statku, ha? 🙂

      Polubienie

      1. Z chodzeniem po zejściu ze statku, to tylko się domyślam. Bo ja płynęłam tylko stateczkiem/promem i to nie dłużej niż godzinę, ale też po zejściu na stały ląd trochę dziwnie mi się chodziło przez chwilę.
        Słońce co prawda to samo, ale okolica jednak inna 😉

        Polubione przez 1 osoba

  2. Dziendoberek 🥰
    Nie wiem kiedy miałaś już nurkować w szmaragdowej wodzie, ale to już chyba czas na to? Dwa tygodnie płyniesz i płyniesz, coś słabiutko wioslujesz 🤣
    Jakoś nastroju świątecznego u mnie niema, no bo jak tu świętować, gdy na dworze 10 stopni na plusie, kwiatki kwitna (Christrose, czyli ciemiernik), tylko ptaszki nie śpiewają, jeszcze…. )
    Chyba się nie nudzisz na tym statku? No i to żarełko 😱
    No to płyn, lajbo moja…….
    Caluski

    Polubione przez 1 osoba

  3. Basieńko, tu jest 30 stopni i nie mam siły na nic, włączywszy w to robienie czegokolwiek w jakiejkolwiek wodzie, nawet szmaragdowej. Na razie kaszlę jak nawiedzona. Zbieramy się do zejścia… na ląd. Przytulaski kochana

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Basia Anuluj pisanie odpowiedzi