Fort-de-France, Martinique

c.d. Na Martynice w imieniu Francji rządzi Prefekt. Prefekt to ma klawe życie, bo mieszka w pięknym , białym pałacu, który wyróżnia się bardzo wśród często starych i odrapanych i wymagających pilnego remontu budynków w stolicy

Forte-de-France

Ponieważ nie jestem przedstawicielką firmy turystycznej, więc pokazuję nie tylko piękne miejsca, ale i te paskudne, które raczej nie są zamieszczane w przewodnikach. A Francja, jak wszystkie kraje kolonialne ma wiele na sumieniu, nie tylko w kwestii niewolnictwa, wykorzystywania taniej siły roboczej i ograbiania wszystkich miejsc, w których sprawuje władzę. Większość obywateli tzw. terytoriów zamorskich Francji (Martyniki, Gujany Francuskiej, Reunion i Gwadelupy) żyje poniżej granicy ubóstwa, a większość aktywów należy do potomków białych kolonizatorów. Fala strajków i protestów w 2009 roku, które rozprzestrzeniły się też na sąsiednią Gwadelupę spowodowała, że rząd w Paryżu zgodził się częściowo na żądania protestujących i odrobinę poprawił sytuację czarnoskórej i kreolskiej ludności.

Mimo ciężkich warunków życia, ludzie tu są bardzo pogodni i uśmiechają się, pozdrawiają i chętnie wdają się w rozmowy. Żeby wspomóc lokalną gospodarkę, kupiliśmy na straganie kreolskie przyprawy. Miły pan spytał skąd jesteśmy, zapewne słysząc mój akcent. Powiedziałam, że z Polski i kiedy już zabierałam się do tłumaczenia gdzie to jest, ucieszył się bardzo i wykrzyczał, że Solidarnosc była dla nich wzorem i że kochają Polskę i tańczą mazurki i polki (polka to czeski taniec, ale co tam). Poniżej: oryginalna biżuteria, którą robią z pestek owoców lokalnego drzewa, polerują je i kształtują na różne sposoby:

TownHall, Fort-de-France

Powyżej: ratusz miejski, poniżej: budynek Biblioteki Schoelercher, która w środku też jest piękna, ale niestety była zamknięta:

Fort-de-France, Library

No i tyle o Martynice. Wypiliśmy jeszcze tradycyjnie kawę (bo obiecaliśmy sobie, że będziemy pić kawę w każdym porcie), był taka sobie, ale pani kelnerka była tak miła, że nie napiszę o tym. A, jeszcze o nazwie: jest przeróbką indiańskiej nazwy „Madinina”, oznaczającej „wyspę z wspaniałą roślinnościa”.

POLONICA: w 1959 roku polska szalupa o nazwie „Chatka Puchatków”, prowadzona przez dwóch żeglarzy: Jerzego Tarasiewicza i Janusza Misiewicza dopłynęła na Martynikę z Gdyni, po wielu niesamowitych przygodach. Ta historia jest tak nieprawdopodobna, że gdyby nakręcono o tym film, to mógłby być uznany za zupełny wymysł. Jeśli ktoś chciałby o tym przeczytać (naprawdę warto), to podaję link do tej opowieści: https://pl.wikipedia.org/wiki/Rejs_szalup%C4%85_Chatka_Puchatk%C3%B3w_przez_Atlantyk.

A my mamy do pokonania 52 mile morskie (tylko 96 km) na północ, do następnej wyspy.

11 myśli na temat “Fort-de-France, Martinique

  1. Zaczelam od konca czatac;)
    I trafilam swietnie:)
    A historia o Chatce Puchatka kiedys obila mi sie o uszy (czy oczy;), ale juz o niej zapomnialam. Nie wiem, czy to nie ta historia zaispirowala chmielewska do motywu w „Calym Zdaniu Nieboszczyka”;)

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do whengirltravels Anuluj pisanie odpowiedzi