Na morzu

21 grudnia 2023, temperatura 28, temperatura wody 28, wschód słońca 6:29, zachód 18:03, pozycja: widać na południowym horyzoncie wyspę Blanquilla

Dziś płyniemy wraz ze stadami latających ryb, które bielą się na powierzchni granatowego morza, mknąc z wielką prędkością nad malutkimi tęczami ukazującymi się w słońcu. Temperatura na sterburcie do wytrzymania, widok pustki jak zwykle wspaniały, pora porozmawiać o… piratach z Karaibów. Tych prawdziwych.

To byli naprawdę paskudni ludzie. Legendy stworzone w romantycznych opowieściach i popkulturowych przekazach nijak się mają do rzeczywistości tamtych czasów pełnych okrucieństwa. Przyzwyczailiśmy się do obrazu piratów, szlachetnych obrońców uciśnionych, kierujących się pięknymi zasadami moralnymi, równością rasową i rycerskością wobec kobiet. Taaa, jasne. Rabowali wszystkich jak leciało, nawet najbiedniejszym odbierali ostatnią kromkę chleba. Palili, gwałcili i mordowali bez litości, stosowali straszliwe tortury, nie oszczędzając kobiet i dzieci, często traktując ich jak towar.

Nie będę przedstawiać historii piractwa na Karaibach, bo nikomu nie będzie się chciało tego czytać, ale mogę zdradzić kilka sekretów:

Czy piraci nosili papugi na ramieniu? – Tak, papugi były łowione na wyspach i traktowane jako lokata kapitału, ponieważ można było je drogo sprzedać. Były też zwierzątkami domowymi, łatwiej było na statku mieć papugę niż psa.

Dlaczego piraci nosili opaski na oku? – Nie, nie dlatego, że stracili oko. Kiedy napadali na jakiś statek, musieli pokonać jego załogę. Walka toczyła się nie tylko na pokładzie, ale też pod pokładem, gdzie było ciemno… choć oko wykol. Wtedy po zdjęciu opaski to drugie oko widziało w ciemności o wiele lepiej.

Czy kapitan miał dyktatorską władzę na statku? – Tak, ale był demokratycznie wybierany przez załogę i mógł zostać odwołany.

Czy były kobiety – piratki? – Tak, dwie. Ale o tym następnym razem.

Teraz płyniemy śladami piratów z Karaibów, podziwiając zachód słońca. Jutro dopłyniemy na kolejną wyspę w archipelagu Małych Antyli.

14 myśli na temat “Na morzu

  1. Witaj Lady, dziękuję za odpowiedź 🙂 Na Bali dotarłam dzięki szwagierce. Ona wraz z mężem, też Polakiem (oboje na stałe w Australii) pracowali na Sumbawa, wyspie drugiej od Bali (a pomiędzy jest Lombok). Szwagierka zaprosiła nas do siebie na Sumbawa, a „po drodze” spędziliśmy tydzień na Bali, w miarę z dala od tłumu turystów. Mieszkaliśmy w Ubud i robiliśmy stąd wycieczki. Tutaj morze widziałam tylko przy świątyni Tanah Lot. Tu nad morzem dało się przeżyć upał. Byliśmy też w górach (inna świątynia na jeziorze), tam było wręcz chłodno (jakieś +21 st, ja bym nawet rajstopy założyła, gdybym wiedziała, że taka różnica temperatur). W Ubud nie byłam w stanie wyjść w dzień na ulicę, chyba było z +35 i jeszcze parno (luty, końcówka pory deszczowej), jak w ruskiej bani. Z hotelu i z powrotem przemieszczalismy się taksówką, a w niej + 16 st.! Podobnie w sklepach! Można było zapalenia płuc dostać. Ja akurat złapałam jakąś infekcję wirusową gardła…I z tą infekcja i gorączką pojechaliśmy na rafting, którym uraczyła nas szwagierka. owszem, woda była przyjemna, ale jednak wolałam wtedy nie być polewana, cóż…Przynajmniej mam wspomnienia 🙂 W tych wspomnieniach nie jest aż tak gorąco 😉 Mimo że chciałabym zobaczyć jeszcze jakieś tropiki (np. Meksyk Majów), to się waham…
    A na Sumbawa siedziałam w klimatyzowanym domku na plaży i przemieszczałam się tylko do morza popływać i znów do pokoju, podziwiając piękne widoki przez okno tarasowe, w „ludzkiej” temperaturze 🙂
    Jak przeżyłaś Karaiby, to i na Bali dasz radę 🙂
    My z mężem lecieliśmy z Warszawy, przez Amsterdam do Kuala Lumpur (tam 3 dni na zwiedzanie) i potem azjatyckimi liniami do Denpasar na Bali. Pojechałabym tam jeszcze, ale teraz boję sie długich lotów. No cóż, muszą mi wystarczyć wspomnienia i bliższe cele 🙂
    Serdecznie pozdrawiam
    Hanna

    Polubione przez 1 osoba

    1. Haniu, dziękuję za opowieść. Dla mnie każda podróżniczka jest bohaterką, a jeśli jeszcze do tego lata, to już w ogóle 🙂 Nie miałam pojęcia, że podróżowałaś w taką egzotykę!
      Myślę, że dotrę do Indonezji, kiedy zdecyduję się na rejs dookoła świata… taaa. A, i cieszę się, że mogę nadal czytać twojego bloga, choć po dłuuugim czasie. Przytulaski

      Polubienie

      1. Ostatnio nie wyjeżdżam zbyt daleko, ale sie staram zobaczyć, ile sie da.
        Rejs statkiem by mi też pasował. Ale takie kilka dni na morzu mogłoby mnie znużyć. Płynęłam rzeką (Renem), bardzo mi sie podobało, bo oprócz wspaniałej opieki załogi (i wyśmienitej kuchni) było jeszcze codzienne zwiedzanie.
        Ja latać lubię, ale jednak nie 12 godzin bez przerwy (jak do Kuala Lumpur). Ostatnio też wybieram wyjazdy samochodem i promami (po Europie jedynie). Ale może jeszcze gdzieś „wylecę”? Serdecznie pozdrawiam, zapraszam do mnie i witam tam z radością 🙂

        Polubione przez 2 ludzi

  2. Szczegółów pirackich napaści wolę nie znać, za to inne ciekawostki chętnie poczytam. Poszłam za Twoim przykładem i trochę ciepła zimą sobie zafundowaliśmy 🙂 Na szczęście na Teneryfie piratów nie spotkaliśmy.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do whengirltravels Anuluj pisanie odpowiedzi