Philipsburg, Sint Maarten

Z portu do stolicy południowej części wyspy jest dość daleko, na pewno za daleko dla mnie, więc po krótkiej naradzie i długich poszukiwaniach przystani wzięliśmy wodną taksówkę (jakby nam było mało wody). Bilet w postaci papierowej opaski na rękę kosztował 4 dolary na osobę i za tę kwotę mogliśmy płynąć do wszystkich „taksówkowych” postojów.

It’s quite a long way from the port to the capital of the southern part of the island, certainly too far for me, so after a short deliberation and a long search for a dock, we took a water taxi (as if we weren’t getting enough water). The ticket, which was a paper wristband, cost $4 per person, and for that amount we could sail to all the „taxi” stops.

Sint Maarten’s water taxi

Podróż trwała niecałe 10 minut i wylądowaliśmy na pomoście w stolicy Sint Maarten – Philipsburgu. Nazwa pochodzi od nazwiska szkockiego kapitana holenderskiej floty Johna Philipsa. Miasto ma około 1600 mieszkańców i jest rajem dla zakupowiczów, pełne wolnocłowych sklepów, bazarów i kramów. Oprócz upału miasto przywitało nas wrzaskami jakiejś nawiedzonej kobiety, która na przemian przeklinała i błogosławiła każdego z przechodniów i mapą wyspy na trotuarze.

The journey took less than 10 minutes, and we landed on the pier in Sint Maarten’s capital, Philipsburg. Named after the Scottish captain of the Dutch navy, John Philips, the town has about 1,600 inhabitants and is a shopper’s paradise, filled with duty-free shops, markets, and stalls. Besides the heat, the city greeted us with the shrieks of a haunted woman, who alternately cursed and blessed every passerby, and with a map of the island on the sidewalk.

Philipsburg, Sint Maarten

Główna ulica miasta to nadmorska promenada ciągnąca się dłuuuugo i mająca po jednej stronie bary, restauracje, hotele, puby i inne knajpy, a po drugiej plażę i oczywiście morze. Karaibskie. Postanawiamy najpierw zagłębić się wąskie uliczki, pełne poruszających się w żółwim tempie samochodów z francuskimi i sintmartenowskimi rejestracjami. Ładna ulica prowadzi do budynku sądu.

The town’s main street is a long seaside promenade lined with bars, restaurants, hotels, pubs, and other eateries on one side, and the beach and, of course, the Caribbean Sea on the other. We decide to explore the narrow streets first, filled with cars with French and Sint-Marten license plates moving at a snail’s pace. The pretty street leads to the courthouse.

Philipsburg, Sint Maarten

Skręcamy w lewo i w prawo i trafiamy na bazar pełen ciuchów wszelkiego rodzaju. Zwykle nie kupuję niczego, (bo cóż może kupić kobieta, która ma wszystko?), ale dostrzegam wielką, płócienną torbę w stylu Birkin (dziewczyny zrozumieją), która spełni moje marzenia o schowaniu wszystkiego w jednej przepastnej przestrzeni i pytam o cenę. Dwadzieścia… trochę dużo… Pani proponuje osiemnaście… nadal zbyt wiele, moje skąpa dusza każe mi zrezygnować. Dziękuję i odchodzę. Wtedy kobieta ze stoiska obok szepcze do mnie, że sprzeda taką samą za dwanaście… Odchodzę z torbą na ramieniu, słysząc jak kobiety zaczynają się kłócić…

We turn left and right and find ourselves in a bazaar filled with all sorts of clothes. I usually don’t buy anything (because what can a woman who has everything buy?), but I spot a large, canvas Birkin-style bag (girls will understand), which will fulfill my dream of storing everything in one cavernous space, and I ask the price. Twenty… a bit much… The lady offers eighteen… still too much, my stingy soul tells me to pass. I thank her and leave. Then the woman at the next stall whispers to me that she’ll sell the same one for twelve… I walk away with the bag over my shoulder, hearing the women start arguing…

Philipsburg bazaar, Sint Maarten

Mijamy parlament wyspy (składa się z dziesięciu członków, wybieranych co cztery lata i obecnie przewodniczy mu Ajamu Baly). / We pass the island’s parliament (it consists of ten members, elected every four years and is currently chaired by Ajamu Baly).

Parliament of Sint Maarten

Uliczki są rzeczywiście pełne sklepów i małych barów z karaibskim jedzeniem. Od zapachów aż kręci się w głowie i mam ochotę spróbować tych karaibskich przysmaków. Rozsądek zwycięża i idziemy dalej i dalej, aż kończą się elegancke sklepy, a zaczynają się małe i biedniej wyglądające, w chodniku jest coraz więcej dziur, a ruch uliczny właściwie ustaje. W zaułkach walają się śmieci, domy są bardziej odrapane i robi się jakoś mało wakacyjnie…

The streets are indeed full of shops and small bars serving Caribbean food. The aromas make me dizzy, and I long to try these Caribbean delicacies. Common sense prevails, and we walk further and further, until the elegant shops end and the smaller, more shabby-looking ones begin. The sidewalks become increasingly potholed, and traffic practically ceases. Trash strewn across the alleys, the houses become more dilapidated, and the feeling becomes less than holiday-like…

Postanawiamy zawrócić i dotrzeć z powrotem na nadmorską promenadę, co okazuje się trochę skomplikowane… Po drodze natykamy się na jeden z pięknych murali: / We decide to turn around and get back to the seaside promenade, which turns out to be a bit complicated… On the way we come across one of the beautiful murals:

Philipsburg, Sint Maarten

i na opuszczony dom na jednej z bocznych uliczek. Gdybym miała mieszkać na tej wyspie, to poproszę o ten właśnie dom pod kwitnącym hibiskusem. / and an abandoned house on one of the side streets. If I were to live on this island, I would ask for this very house under the blooming hibiscus.

11 myśli na temat “Philipsburg, Sint Maarten

  1. Boczne uliczki chyba wszędzie są podobne, zaniedbane, wyludnione, dołujące…

    Z tą torbą Ci się udało, konkurencja wyznacza ceny!

    Mural faktycznie piękny!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jotko, nie wszędzie. W Niemczech im bardziej boczne, tym bardziej zadbane 🙂 A murali w Philipsburgu jest mnóstwo i są super, uwielbiam murale. Torbę pokażę, jest taka… karaibska 🙂 Całuski Kochana 💝

      Polubienie

    1. Ikroopko, ja nie tylko ostatnio, plecaczki to dla mnie konieczność, choćby z powodu tego kijka, a właściwie dwóch. Ale torba mnie zauroczyła (jeszcze pokażę), jest taka cudownie wielka 🤗 Buziaki

      Polubienie

  2. O, widzę w tle ulicy mały stary budyneczek (chyba drewniany). Syn mówił, że to ratusz miejski (ten z wieżyczką);) A zdjęcia torby nie widzę 😉 Syn poruszał się po wyspie rowerem (wypożyczył). Taak, zanim się dorobił dziecka i kupił mieszkanie, to miał pieniądze i czas na wyjazdy…;) A ja czekam (na telefon ze szpitala) i dlatego w lecie nie będę się mogła ruszyć nigdzie dalej. To może potrwać pare tygodni, dlatego jeszcze miałam czas. A pojutrze jedziemy (autem) nad Ren i będziemy spływać tym Renem. Mam nadzieję, że bezstresowo i nikt mnie nie będzie tam „ścigał” 🙂 Serdeczności!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ten budyneczek to sąd. Haniu, czyli czekasz na wnuczę? To się będzie działo! Zazdroszczę wyprawy Renem, ale tam teraz powodzie, mam nadzieję, że akurat tam, gdzie będziecie sytuacja jest normalna. Skąd wyruszacie? Życzę stopy wody pod kilem 💛💚🧡

      Polubienie

      1. Z tym sadem widać coś pokręciłam 😉 Wyruszamy ze Strasburga do Koblencji i z powrotem, w drodze powrotnej mamy coś zwiedzać. Taki luzik rekreacyjny (ale wspaniale karmią) 😉 A na wnuczę niestety nie czekam, tylko na miejsce dla siebie (zabieg). U nas susza okropna, a tam powodzie. Może jednak w tym górnośrodkowym biegu Renu będzie o.k.? Miejmy nadzieję.

        Polubienie

  3. Dom pod kwitnącym hibiskusem jest niezwykle urokliwy. 🙂
    Mógłby stanowić scenerię jakieś powieści.
    Ja również ciekawa jestem torby karaibskiej. 🙂 Poproszę fotkę.
    I tak murale też uwielbiam i zawsze ich wyszukuję.
    Dziękuję za wycieczkę na Sint Marteen. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Hanna Mroczkowska Anuluj pisanie odpowiedzi