Miasto nad Douro

W nocy pokonaliśmy spacerkiem 199 mil morskich (370 kilometrów) i o świcie mogliśmy zobaczyć białe dachy portu w Leixões …

During the night we walked 199 nautical miles (370 kilometers) and at dawn we could see the white roofs of the port of Leixões…

Porto’s Cruise Terminal

Wprawdzie kaszlałam nadal jak stary dzielnicowy, ale mogłam już łazić, wprawdzie łapiąc zadyszkę i marudząc, więc ruszyliśmy do pięknego miasta Porto u ujścia rzeki Douro (Duero). Miasto ma około 250 tys. mieszkańców, słynie z wina o tej samej nazwie, powstało w czasach rzymskich, a jego starówka jest wpisana na listę UNESCO.

Although I was still coughing like an old policeman, I could now walk around, albeit out of breath and grumbling, so we set off for the beautiful city of Porto at the mouth of the Douro (Duero) River. The city has around 250,000 inhabitants, is famous for its wine of the same name, dates back to Roman times, and its old town is a UNESCO World Heritage Site.

O Porto napisano już zapewne wszystko, więc żeby was nie zanudzać pokażę kilka zdjęć i niniejszym poinformuję, że to nareszcie koniec naszej podróży. Wprawdzie z Porto mamy jeszcze do przepłynięcia 1 222 mile morskie (2 263 kilometry) do Hamburga, ale cieszymy się, że nareszcie wracamy do domku w Krainie Deszczowców, gdzie zaczyna się wiosna …

Everything’s probably been written about Porto already, so to avoid boring you, I’ll show you a few photos and let you know that our journey is finally over. Although we still have 1,222 nautical miles (2,263 kilometers) to sail from Porto to Hamburg, we’re happy to finally be back at our cottage in the Land of Rain, where spring is just beginning…

Porto, Ribeira
Porto, Portugal

Przepłynęliśmy 10 682 mile morskie, czyli 20 189 kilometrów. Zanim pomyślę o następnej wyprawie muszę wyprać górę ciuchów i znów zacząć gotować, co jest dla mnie okropną karą. Ale tak wyglądają powroty nawet z najbardziej egzotycznych wypraw.

Dziękuję, że żeglowaliście ze mną. Mam nadzieję, że będziecie mnie odwiedzać w Krainie Deszczowców: http://www.mycastle.video.blog

Całuski! 🥰

We’ve sailed 10,682 nautical miles, or 20,189 kilometers. Before I even think about my next trip, I have to wash a mountain of clothes and start cooking again, which is a terrible punishment for me. But that’s what returning from even the most exotic trips is like.

Thank you for sailing with me. I hope you’ll visit me in the Land of Rain: http://www.mycastle.video.blog

Kisses! 🥰

26 myśli na temat “Miasto nad Douro

  1. No i znowu piękne widoki, ale powroty do domu też są miłe. Powiem szczerze, że myśl o gotowaniu tez nie jest dla mnie najmilsza, w wakacje to przynajmniej z tym jest ulga!

    Do poczytania w krainie deszczowców!

    Polubione przez 1 osoba

      1. Och, kucharz byłby mile widziany! latem wyjeżdżamy tu i tam, więc często jemy w drodze, a w upały apetyt mniejszy, więc jada się cokolwiek… Okna akurat lubię myc, to mnie relaksuje:-)

        Polubione przez 2 ludzi

    1. Co za niesamowita podróż! Przepłynięcie ponad 10 tysięcy mil morskich to prawdziwy wyczyn, a zakończenie w pięknym Porto brzmi jak idealne zwieńczenie tej przygody. Zdjęcia i opisy sprawiają, że można poczuć klimat tego miejsca – od wina po urok starówki. Powroty do codzienności zawsze są wyzwaniem, ale dom w Krainie Deszczowców z pewnością wynagrodzi tę zmianę. Dzięki za podzielenie się tą podróżą – była inspirująca! 🌍⛵

      Polubione przez 1 osoba

      1. Ooooo, dziękuję, strasznie mi miło. Za kilka miesięcy kolejny rejs (jeśli dożyję) i oczywiście zabieram cię ze sobą 🙂
        Czy twój blog to „Az Dream Moods Dictionary”?

        Polubienie

  2. Och, moja Miła, to kawał świata zjeździłaś (przepłynęłaś)! A w Porto nie byłam (jeszcze). Ale wybieram sie tam (jak sójka za morze) od lat 😉 Może na przyszłą wiosnę? Bo upałów nie lubię, jak wiesz. I gotowanie też już mnie nie cieszy, tak jak dawniej, gdy robiłam to dla przyjemności, a mniej z obowiązku (co weekend obiadki u rodziców). Ale gdy nie muszę, a jedynie chcę, to robię (podobno) pyszne rzeczy 😉

    Żeby jednak trochę odpocząć od gotowania, to jedziemy (lecimy!) na tydzień (niestety nie na Azory) na Kanary 🙂 Na Fuerteventura. Tak było wygodniej, sprawniej (lot bez przesiadki) i All inclusive 😉 Mam ochotę sie lenić , ale też zwiedzać, co sie da 🙂

    U was chyba pada? U nas w Wielkopolsce akurat pada też. Tu wody z nieba nigdy za dużo.

    Serdeczności przesyłam!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Haniu, ależ się cieszę z twojego kolejnego wojażu! Wracaj i opowiadaj!
      Jeśli chodzi o gotowanie, to zawsze zazdroszczę talentu, bo ja nie umiem i nie lubię gotować, czas spędzony w kuchni uważam za stracony, a udaje mi się coś zjadliwego może raz w tygodniu. Nie wiem jak Pan i Władca to znosi… Buziaki

      Polubienie

  3. To już koniec podróży? Na pewno? 😉 Wspaniale było poczytać, pooglądać, dowiedzieć się ciekawych rzeczy o miejscach tak odległych.. Samego zwiedzania zazdroszczę, ale tej wodnej przeprawy, jak już wiesz, absolutnie nie. Także cieszę się z Twojego powrotu na stały ląd! A że deszczowy.. cóż, dla każdego coś miłego 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Porto to z pewnością miasto, które zapada w pamięć, nawet jeśli zdrowie nie dopisuje w pełni. Przepłynięcie tak imponującej liczby mil morskich to wyczyn sam w sobie, a powroty do codzienności po takich przygodach zawsze mają ten specyficzny smak – trochę tęsknoty za podróżą, a trochę ulgi z powrotu do domu. Życzę szybkiego powrotu do pełni zdrowia i czekam na kolejne relacje z Krainy Deszczowców! 😊

    Polubione przez 1 osoba

      1. Zgadzam się w 100%. Niektóre miejsca mają tę magiczną zdolność, że nawet w pochmurne i chłodne dni potrafią otulić swoim urokiem, dając poczucie przytulności i spokoju. Co do codzienności — rzeczywiście, gdyby tylko gotowanie mogło się samo robić, życie byłoby jeszcze piękniejsze 😄 Ciesz się tymi swojskimi chwilami i mam nadzieję, że codzienność przynosi Ci mnóstwo radości, nawet bez kuchennych obowiązków.

        Polubienie

  5. Och, ależ to była przygoda! Tyle mil morskich na liczniku.
    Z ciekawością podczytywałam, bo jeszcze nie miałam okazji płynąć dłużej statkiem po morzu (poza rejsem z Kołobrzegu na Bornholm – ok. 4/5 godz), więc jestem ciekawa, jak sama bym się odnalazła w tego typu podróży.
    Przyznam, że trochę mnie przeraża perspektywa takiej głębokości pod sobą, obawiałabym się też sztormów i ewentualnej choroby morskiej.

    Tym bardziej podziwiam Ciebie, że nie boisz się pływać po morzach i oceanach.
    A teraz spokojności w domu Ci życzę i miłych spotkań ze znajomymi, którzy pewnie są spragnieni relacji z rejsu „na żywo”. 😉 Ahoj!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję, dziękuję 🙂
      Z Kołobrzegu na Bornholm i zapewne z powrotem! Świetne początki, już jesteś wilczątkiem morskm!
      Mnie przeraża latanie i perspektywa takiej pustej przestrzeni między mną a ziemią i jeszcze do tego grawitacja! To dopiero jest straszne!
      Mam nadzieję, że kiedyś spróbujesz, tym bardziej że tuż obok masz jeden z największych portów świata. To jak wielka, otwarta brama do wypłynięcia na oceany. Aż ci zazdroszczę. Całuski

      Polubione przez 1 osoba

      1. Dear James, I tried to send you a reply to your email, but your server rejected the message. Message as follows:
        „Dear James,
        Thank you for your message. I’ll try to figure out how to do it and let you know. Unfortunately, I’m afraid I won’t be able to cope with the task, but I will try.
        By the way – your blog is one of the best ✌
        Hugs from Germany”
        Answering the question about two Portuguese cities – Porto and Porto again!
        All the best

        Polubione przez 1 osoba

  6. Nie bardzo mogę wpisywać u Ciebie komentarz, choć próbuję.

    Daj znać, że u Ciebie wszystko ze zdrowiem w porządku…Niepokoję się.

    Zasyłam serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do mr Andrzej W Anuluj pisanie odpowiedzi