Płyniemy drugi dzień. Wieje silny zachodni wiatr, temperatura 11 stopni. Fale są wysokie, trochę kołysze, zwłaszcza na 12 pokładzie gdzie przesiadujemy w wielkiej statkowej restauracji z bufetem. Na tym samym pokładzie są dwa baseny, opanowane przez wrzeszczące dzieci, które sprawiają, że nie mam zamiaru nawet tam zaglądać. Za to na siłowni dzieci nie ma, za to są dziesiątki spoconych ludzi, próbujących spalić obfite śniadanie na rowerach, bieżniach i atlasach. Moje przejechane na rowerze 10 kilometrów na nikim nie zrobiłoby wrażenia, ale dla mnie to zachęta do poszukania małego conieco w bufecie…
We’re sailing on our second day. A strong westerly wind is blowing, and the temperature is 11 degrees Celsius. The waves are high and there’s a bit of rocking, especially on deck 12, where we hang out in the ship’s large buffet restaurant. On the same deck are two swimming pools, overrun by screaming children, which makes me not even want to go there. There are no children in the gym, though, instead there are dozens of sweaty people trying to burn off a hearty breakfast on bikes, treadmills, and multi-gyms. My 10-kilometer bike ride wouldn’t impress anyone, but it’s an incentive for me to find a little something at the buffet…

W tej restauracji jest codziennie pieczony chleb, ale jaki… Najlepszy na świecie, lepszy nawet od tego, jaki pamięta się z dzieciństwa… Poza cudownym chlebem jest mnóstwo wspaniałych rzeczy do jedzenia i picia, nawet dla takiej rozpuszczonej wegetarianki jak ja. Myślę, że najpóźniej jutro przestanę się mieścić w spodnie.
This restaurant bakes bread daily, but what a bread… The best in the world, even better than the one you remember from your childhood… Besides the wonderful bread, there are plenty of wonderful things to eat and drink, even for a spoiled vegetarian like me. I think I’ll stop fitting into my pants by tomorrow at the latest.

Dziś rano jeszcze towarzyszyły nam mewy i widać było wieże wiertnicze. Dziś północne Morze Północne jest puste aż po horyzont. Kolor wody zmienia się od ciemnego granatu po odcienie złota, miedzi i srebra, przetykane bielą morskiej piany. Nasza pozycja to mniej więcej 61 stopni 21′ szerokości geograficznej północnej i 9 stopni 34″ długości zachodniej (podaję te dane dla zapalonych nawigatorów). W nocy przepłynęliśmy pomiędzy archipelagami Orkadów i Szetlandów, leżącymi około 200 kilometrów od wybrzeży Szkocji. I zmieniliśmy czas ze środkowoeuropejskiego na GMT, czyli Greenwich Mean Time (znany również jako czas zachodnioeuropejski lub UTC+00:00).
This morning, we were still accompanied by seagulls and visible oil rigs. Today, the northern North Sea is empty to the horizon. The water’s color varies from dark navy blue to shades of gold, copper, and silver, flecked with white sea foam. Our position is approximately 61 degrees 21′ north latitude and 9 degrees 34″ west longitude (I’m providing this information for keen navigators). During the night, we sailed between the Orkney and Shetland archipelagos, located about 200 kilometers off the coast of Scotland. And we changed the time from Central European Time to GMT, or Greenwich Mean Time (also known as Western European Time or UTC+00:00).

Płyniemy ze stałą prędkością 12,5 węzła (około 23 km/godz). Kapitan mówił, że płyniemy wolno ze względu na wysokie fale. Dla mnie mogliby płynąć jeszcze wolniej. Najważniejsze jest to, że jestem na morzu. Nareszcie zasypiam bez problemu, bo wszystkie zmartwienia zostały na brzegu. Cóż, „Navigare necesse est, vivere non est necesse”…
We’re sailing at a steady 12.5 knots (about 23 km/h). The Captain said we were going slowly because of the high waves. To me, they could have gone even slower. The most important thing is that I’m at sea. I’m finally falling asleep without any problems, because all my worries have been left on the shore. Well, „Navigare necesse est, vivere non est escesse”…

Gdybym miała taki chleb , to reszta już mniej ważna, byle kawa dobra była:-) Dobry sen, to ważna rzecz, decyduje o kondycji i dobrym nastroju!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Jotko kochana, kawa? Jakąkolwiek lubisz – jest i to o każdej porze dnia i nocy. Ale ważniejsze od kawy i nawet od cudownego chleba jest to, że nie trzeba gotować!!! Przytulaski
PolubieniePolubienie
Ciekawy opis codzienności na statku – od życia na pokładzie po zmieniające się oblicza Morza Północnego. Szczególnie podoba mi się uwaga o chlebie w restauracji i obserwacje przyrody oraz pozycjonowania geograficznego – daje to poczucie realnej obecności na morzu. Fajnie też pokazane, jak podróż wpływa na rytm dnia i sposób spędzania czasu.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dziękuję ci bardzo, Mnie szczególnie podoba się uwaga o tym, co ci się podoba. Jesteś kochany.
PolubieniePolubienie
Gdzie nie spojrzeć, morze, morze, morze. Niby takie samo, ale jednak inne. I do tego niebo. Można się wpatrywać bez końca. Zazdroszczę, bo patrzeć na morze uwielbiam.
Dobrze, że dobrze Was karmią na tym statku 😉
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Prawda, że morze jest niesamowite? Zawsze kiedy patrzę na ten bezmiar wód, myślę o całym tym niezbadanym życiu, które toczy się pod powierzchnią…
A karmią za dobrze… Znów czeka mnie dieta po powrocie :((( Caluski
PolubieniePolubienie
Brak gotowania to ogromny plus 🙂 Natomiast all inclusive i u mnie kończy się potrzebą diety po powrocie.. Nie ma lekko 😉 Wypoczywaj!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Ogromny plus? Tak nienawidze gotowac, ze to jest jak swieza woda na pustyni… Przytulaski Myszko
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Ewuś, mam nadzieję, że problemy rozwieje morski wiatr i po powrocie nie będą na Ciebie czekały. Buziaki skarbie 😘
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Anusiu, nie wiem jak to się dzieje, ale na statku spałam bez problemów, na lądzie – ech, starość. Przytulam kochana
PolubieniePolubienie