Baaardzo daleko się wybraliśmy – 60 km na północny zachód. Beg ar Raz, bretońska nazwa tego miejsca oznacza silny nurt. Jest na liście „4 wielkich miejsc we Francji”. I wygląda fantastycznie, zwłaszcza przy pięknej pogodzie.

Pointe du Raz jest na przylądku Sizun i niektórzy uważają, że jest to najdalej na zachód wysunięty punkt Europy. Zresztą nazwa tej części Bretanii – Finistère – oznacza „koniec ziemi” (finir = koniec, terre = ziemia), więc właśnie to jest to zakończenie.

Trzeba mieć wygodne buty, żeby zawędrować od parkingu, przy którym oprócz restauracji i sklepów z pamiątkami mieści się punkt informacyjny i skromne muzeum. Stamtąd idzie się około 30 minut do najlepszego widoku na Atlantyk we Francji, zakręca się obok toalet i stacji radarowej Armii Francuskiej, i wraca się około 20 minut. Nie polecam tej trasy osobom starszym w upał, choć idzie się „po płaskim”. Dla uwielbiających piesze wędrówki na klifach jest trasa na około 3 godziny, która prowadzi na północ, do Pointe du Van, który jest chyba jeszcze bardziej skalisty.

Co jeszcze napisać o tym miejscu? Na klifach mieszkają liczne plemiona ptaków i mają tam święty spokój. Cały obszar przylądka to około dwa tysiące hektarów obszaru chronionego.

Latarnia morska nazywa się „La Vieille” – Stara. Warto byłoby tu przyjechać w czasie sztormu, żeby zobaczyć wielkie fale uderzające w starą latarnię. Widziałam na filmie. Zapiera oddech.
Wracamy do naszego bretońskiego domu. Po drodze musimy jeszcze zwiedzić Pont-Croix (po bretońsku Pontekroaz). Miasteczko wygląda, jakby czas zatrzymał się tam w okolicach średniowiecza. I tyle.
