Pont l’Abbe i Treffiagat

Rano postanowiliśmy wreszcie ruszyć ciężkie tyłki i trochę pozwiedzać. Ponieważ w Pont l”Abbé (bretońska nazwa Pont’-n-Abad, czyli most Abada) właśnie odbywał się targ i nie trzeba tam jechać pól dnia, a tylko niecałą godzinę, więc ruszyliśmy. Targ jak targ, kupa dziadostwa, oprócz warzyw, owoców i warkoczy wędzonego czosnku, ale postanowiliśmy obejrzeć.

Chateau Pont l’Abbe

Miasto ma około 8,5 tys. mieszkańców i jest samozwańczą stolicą Pays Bigouden (Ar Vro Vigoudenn. Cudny język ten bretoński). Miasto założył pewien mnich z Loctudy w XI wieku. Wcześniej byli tu i Rzymianie i Normanowie, wcześniej ustawiono nawet kilka menhirów. Przez cały czas były jakieś bitwy, ktoś kogoś zamordował na szczytach władzy, żeby zająć jego stołek, jacyś chłopi nie chcieli płacić lokalnemu baronowi, aż w końcu w 1884 doprowadzono tu kolej i wszystko stało się bardziej proste, nawet przyjście Niemców w 1940 roku.

Point l’Abbe

Mieliśmy poznawać dalej historię i jej materialne dowody w tym ładnym mieście, a potem jechać dalej, ale w pewnym momencie Zbig złapał się za kieszeń i stwierdził, że zapomniał dokumentów – prawa jazdy, dowodu rejestracyjnego i różnych takich. Straciliśmy więc nastrój na zwiedzanie i wróciliśmy do Guilvinec.

Żeby jednak nie zmarnować połówki dnia, to po południu przeszliśmy przez most za portem łączący nasze miasteczko z innym miasteczkiem:

Treffigat

Prawie wszystkie nazwy na drogowskazach i tablicach informacyjnych są dwujęzyczne, francusko/bretońskie. Bretoński w niczym, absolutnie w niczym nie przypomina francuskiego, ale czasem pojawiają się znajome słowa z niemieckiego i angielskiego. 

Wracając do Treffiagat, to jest to właściwie wioska o powierzchni 8 kilometrów kwadratowych, na których mieszka 2,5 tys. ludzi. Niewiele tu do zwiedzania oprócz średniowiecznego kościoła.

Treffigat – church

Spenetrowaliśmy prawie wszystko w ciągu godziny (jak wszystko to wszystko):

Treffigat – „wide street”

i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku wróciliśmy do domu.

INFO: wszystkie parkingi w bretońskich miasteczkach są bezpłatne (oprócz jednego miasta, ale o tym później). Miejsc do parkowania jest dużo, oczywiście poza sezonem, bo w lecie nie można wcisnąć szpilki. Poza tym wszystkie toalety również są bezpłatne – i te miejskie i te przy stacjach benzynowych, a ich czystość i wyposażenie są na bardzo dobrym poziomie, co stawia Francję wysoko w moim rankingu „Toalety Świata”.

Dodaj komentarz