Hispaniola – złoto, niewolnicy i piraci / gold, slaves and pirates

Santo Domingo

Pewnie ta nazwa nie jest wam obca, nawet jeśli z geografii i historii mieliście tróję. Wyspa na Karaibach, w archipelagu Wielkich Antyli w Indiach Zachodnich, druga co do wielkości (po Kubie) i najgęściej zaludniona z wysp karaibskich. 532 lata po Krzysztofie Kolumbie wylądowaliśmy na wyspie Hispaniola, obecnie podzielonej na dwa państwa – Republica Dominikana (na wschodzie) i Haiti (na zachodzie).

This name is probably familiar to you, even if you got an C in geography and history. An island in the Caribbean, in the Greater Antilles archipelago in the West Indies, it is the second largest (after Cuba) and most densely populated of the Caribbean islands. 532 years after Christopher Columbus, we landed on the island of Hispaniola, now divided into two countries – the Dominican Republic (to the east) and Haiti (to the west).

Santo Domingo

Dominikana to raj dla turystów, odradzający się po latach biedy. Ekonomia Dominikany jest 800 % większa niż sąsiedniego Haiti – jednego z najbiedniejszych krajów świata, wiecznie rządzonego przez krwawych dyktatorów i zboczeńców. Haiti jest byłą kolonią Francji, Dominikana byłą kolonią Hiszpanii. Na Haiti językiem urzędowym jest francuski, na Dominikanie – hiszpański. Obydwa kraje mają krwawą historię niewolnictwa, walk niepodległościowych i gorączki złota. Obydwa mają bardzo wysoki indeks przestępczości. Stolica Dominikany jest w pierwszej setce najniebezpieczniejszych miast świata, a stolica Haiti… cóż, nikt tam nie jeździ.

The Dominican Republic is a tourist paradise, recovering from years of poverty. Its economy is 800% larger than neighboring Haiti – one of the world’s poorest countries, perpetually ruled by bloody dictators and perverts. Haiti is a former French colony, the Dominican Republic a former Spanish colony. Haiti’s official language is French, while the Dominican Republic’s is Spanish. Both countries have a bloody history of slavery, independence struggles, and gold rushes. Both have very high crime rates. The capital of the Dominican Republic is among the top 100 most dangerous cities in the world, while the capital of Haiti… well, no one goes there.

Dominicana

My dopłynęliśmy rano do Santo Domingo – stolicy Dominikany, miasta które ma ponad dwa miliony mieszkańców i jest pierwszym miastem założonym przez Hiszpanów w Nowym Świecie. Jest tam najstarszy fort i najstarszy kościół. I jest też najfajniejszym miejscem, jakie odwiedziliśmy w czasie podróży, miejscem, gdzie ludzie są uśmiechnięci, tańczą na ulicach i mimo biedy wygladają na szczęśliwych i wyluzowanych.

We arrived in the morning in Santo Domingo, the capital of the Dominican Republic, a city with over two million inhabitants and the first city founded by the Spanish in the New World. It boasts the oldest fort and the oldest church. It’s also the coolest place we visited on our trip, a place where people smile, dance in the streets, and despite their poverty, appear happy and relaxed.

Santo Domingo

Wyjechaliśmy z portu wcześnie rano, ale oczywiście upał już zwalał z nóg. Mnie zwalał… Nie wiem jak to jest, że Pan i Władca nie słania się z gorąca i nie więdnie w słońcu jak poziomka? No dobra, jechaliśmy ulicami Santo Domingo, była niedziela (czyli dzień św. Dominika), na ulicach dużo patroli wojskowych i mnóstwo ludzi pięknie ubranych. Najpierw jechaliśmy szerokimi ulicami, mijając obronne mury, pamietające czasy konkwisty, potem wąskimi uliczkami wśród różnokolorowych domów.

We left the port early in the morning, but of course the heat was already overwhelming. It was overwhelming me… I don’t know how it is that our Lord and Master doesn’t droop from the heat and wither like a strawberry in the sun? Okay, we were driving through the streets of Santo Domingo. It was Sunday (St. Dominic’s Day), with many military patrols and beautifully dressed people. First, we drove along wide streets, past defensive walls dating back to the conquest, then along narrow alleyways lined with colorful houses.

Santo Domingo

c.d.n. / to be continued

Pod Spodem:

Jesteście niesamowici! Czytacie nawet podpisy pod zdjęciami! Muszę wyjaśnić, że o Bermudach jeszcze będzie, ciągle jeszcze zwiedzam z wami Karaiby, a morskie zdjęcia miały tylko ilustrować historię piratek.

You’re amazing! You even read the captions under the photos! I should explain that there will be more about Bermuda later, I’m still exploring the Caribbean with you, and the sea photos were only meant to illustrate the story of the pirates.

Piratki z Karaibów / Women Pirates of the Caribbean

Dzień na morzu / A day at the sea

Obiecałam, że będzie o kobietach-piratach. Piratki z Karaibów… / I promised it would be about female pirates. Pirates of the Caribbean…

Nie wiadomo, ile ich było, bo kobiety po pierwsze były traktowane jak towar i nie miały prawie żadnych praw, po drugie niechętnie widziano je na statkach, po trzecie prawdziwi piraci mieli tyle szacunku do kobiet, co Konfederacja. Historia zna dwie kobiety, które zostały piratkami na Karaibach i to w dodatku na tym samym statku!

It’s unknown how many of them there were, because women were treated like commodities and had virtually no rights; secondly, they were frowned upon on ships; and thirdly, real pirates had as much respect for women as the Confederacy. History records two women who became pirates in the Caribbean, and on the same ship, to boot!

Bermuda Triangle

Rzecz działa się w osiemnastym wieku. Młoda Irlandka, Anne Bonny pozbawiona środków do życia płynie do Nassau i tam poznaje pirata Jacka Rackhmana, zwanego „Calico Jack”. Zakochują się w sobie i wkrótce w przebraniu mężczyzny rozpoczyna piracką karierę u jego boku. Wkrótce okazuje się, że nie jest jedyną kobietą wśród załogi. Również w męskim przebraniu na statku jest Angielka, Mary Read, która przebrana za mężczyznę była marynarzem na statku płynącym do Indii Zachodnich i została przez załogę slupa (slup to rodzaj statku) dowodzonego przez Calico Jacka włączona do pirackiej ekipy. Anne i Mary zaprzyjaźniły się, a załoga zaakceptowała fakt, że wśród nich są dwie kobiety.

The story takes place in the eighteenth century. A young, penniless Irishwoman, Anne Bonny, sails to Nassau and meets the pirate Jack Rackhman, nicknamed „Calico Jack.” They fall in love, and soon, disguised as a man, she begins her piratical career alongside him. It soon becomes clear that she is not the only woman among the crew. Also disguised as a man on the ship is an Englishwoman, Mary Read, who, disguised as a man, had been a sailor on a ship bound for the West Indies and was recruited into the pirate crew by the crew of a sloop (a sloop is a type of ship) commanded by Calico Jack. Anne and Mary became friends, and the crew accepted the fact that there were two women among them.

Bermuda Triangle

Po kilku latach ich piracka kariera dobiegła końca – na Jamajce Calico Jack i jego załoga zostali pojmani i wkrótce powieszeni. Anne i Mary złagodzono kary – obydwie były w ciąży. Ich dalsze losy nie są dobrze znane. Anne została ułaskawiona, wyszła za mąż i urodziła ośmioro dzieci. Mary zmarła w więzieniu…

After a few years, their pirate career came to an end – Calico Jack and his crew were captured in Jamaica and soon hanged. Anne and Mary received lenient sentences – both were pregnant. Their fates are not well known. Anne was pardoned, married, and gave birth to eight children. Mary died in prison…

Aruba – divi-divi, pelikany i zemsta koralowca / divi-divi, pelicans and the coral’s revenge

Moja pierwsza plaża na Karaibach… biały piasek, szmaragdowe morze, przejrzysta woda, smród spalin i tłumy. Plaże na Arubie są długie, ale wąskie (czy też szerokie, ale krótkie?), tuż obok biegną ulice i inne drogi, nie wspominając o parkingach na setki samochodów. Wygląda to tak:

My first beach in the Caribbean… white sand, emerald sea, clear water, the stench of exhaust fumes, and crowds. Aruba’s beaches are long but narrow (or wide but short?), bordered by streets and other roads, not to mention parking lots for hundreds of cars. It looks like this:

Aruba

„Nasza” plaża nazywa się Arashi. Są na niej leżaki i parasole kryte trzciną, ale są już zajęte. Udaje mi się znaleźć miejsce pod palmą, młody człowiek przynosi leżaki i leżymy. Słońce praży tak, jakby chciało wypalić mi dziurę w ramieniu. Jestem posmarowana filtrem 100, ale wieczorem i tak będę cierpieć z czerwoną skórą.

„Our” beach is called Arashi. There are sun loungers and reed umbrellas, but they’re already taken. I manage to find a spot under a palm tree, a young man brings sun loungers, and we lie down. The sun beats down like it wants to burn a hole in my arm. I’m wearing SPF 100, but I’ll still suffer from red skin by evening.

Na palmie siedzą ptaszki i gadają coś. / Birds are sitting on a palm tree and chattering.

Pan i Władca postanawia wykorzystać w pełni plażowe atrakcje i postanawia się wykąpać. Pamiętacie co pisałam o koralowcach? Nie można ich niszczyć, zbierać… nie można nic z nimi robić. Niestety, Pan i Władca spotyka na swej podwodnej drodze koralowca właśnie i zupełnie niechcący jego stopa nawiązuje kontakt z tym cennym zwierzęciem. Wygrywa koralowiec – stopa PiW jest spuchnięta i obolała przez kilka kolejnych dni.

The Master and Commander decides to take full advantage of the beach’s attractions and decides to take a dip. Remember what I wrote about coral? You can’t destroy it, collect it… you can’t do anything with it. Unfortunately, the Master and Commander encounters a coral on his underwater journey, and completely unintentionally, his foot makes contact with this precious creature. The coral wins – PiW’s foot is swollen and painful for the next few days.

Ja tymczasem stoję na brzegu i obserwuję pelikany, które nie zważając na tłum ludzi polują niestrudzenie na rybki, rzucając się w wodę jak pierzaste pociski. Nagrałam krótkie filmiki:

Meanwhile, I’m standing on the shore, watching the pelicans tirelessly hunt fish, ignoring the crowds of people, darting into the water like feathered projectiles. I recorded a short video:

Aruba to jedno z niewielu miejsc, gdzie można spotkać divi-divi. Nazywa się tak drzewa, które rosną głównie tutaj i rosną w bardzo charakterystyczny sposób – w kierunku południowo-zachodnim.

Aruba is one of the few places where you can find divi-divi trees. This is the name given to the trees that grow primarily here and grow in a very distinctive way – towards the southwest.

Aruba and divi-divi

Ładne, prawda? Ponoć próby sadzenia tych drzew w innych rejonach geograficznych skończyły się niepowodzeniem. A ja się cieszę, że nie muszę się już suszyć na słońcu i możemy wracać na statek wesołym autobusem, przy przerażających dźwiękach „Rivers of Babylon” Boney M.

Pretty, right? Apparently, attempts to plant these trees in other geographic regions have failed. And I’m glad I don’t have to dry out in the sun anymore, and we can ride back to the ship in a fun bus, to the haunting sounds of Boney M’s „Rivers of Babylon.”

Odpływamy o zachodzie słońca, niezmiennie przy wtórze „Sail away” Enyi. Mamy do przepłynięcia 365 mil morskich (676 km) do następnej wyspy.

We set sail at sunset, always accompanied by Enya’s „Sail Away.” We have 365 nautical miles (676 km) to sail to the next island.

Aruba i California

Jedziemy paskudnym autobusem na północny zachód wyspy. Pan Kierowca i Przewodnik w jednej osobie raczy nas i wszystkich w promieniu 40 kilometrów rytmami Boney M. (nienawidzę), ale cóż, pasażerowie to głównie Niemcy, więc gratulacje, pewnie zaliczył weekendowy kurs marketingu. Od wrzasku zaczyna mnie boleć głowa. Kiedy już wyjechaliśmy z miasta i strefy hoteli, widoki się zmieniły.

Wielkie, naprawdę wielkie kompleksy hoteli i apartamentów zastąpiły wille stojące wzdłuż nadmorskiej drogi. Niektóre wille są zapewne warte krocie, ale jak sprawdziłam, czasem można coś dostać poniżej trzystu tysięcy dolarów. Ufff, pocieszające.

Te dwa domy podobają mi się najbardziej, a ten z lewej jest na sprzedaż:

Nieco dalej rozciągają się pola golfowe, bo chyba nikt nie wyobraża sobie wakacji bez gry w golfa. Ja sobie nie wyobrażam w każdym razie 😉

Jedziemy i jedziemy, muzyka wyje, po lewej stronie morze, po prawej jakieś zarośla, ale nagle krajobraz się zmienia, kończy się zieleń i ludzkie siedziby, zaczynają się kaktusy i… koralowce. Zbliżamy sie do końca drogi i końca wyspy. Na niewielkim wzniesieniu stoi latarnia morska, zwana California Lighthouse.

Aruba, California Lighthouse

Te widoczne z przodu „kamienie” to są martwe koralowce. Kiedyś wyspa znajdowała się pod wodą i te piękne zwierzęta zasiedliły wyspę, która potem wyłoniła się z morza, a one zostały… Koralowce na Karaibach są pod ścisłą ochroną, nie wolno ich niszczyć w żaden sposób, zabierać, wywozić, kupować itd. Jeszcze pojawią się w tej opowieści…

California Lighthouse, Aruba

Latarnia została zbudowana w 1916 roku i jest najwyższą budowlą na Arubie. Ma 30 metrów wysokości, a na szczyt prowadzą 123 stopnie. Nazwano ją California na cześć brytyjskiego parowca SS California, który zatonął u wybrzeży wyspy w 1891 roku. Trochę spóźnili się z budową.

California Lighthouse, Aruba

California stoi na najwyższym wzniesieniu wyspy. Można stąd podziwiać wody Morza Karaibskiego i kaktusy.

Aruba in winter

Oranjestad, Aruba

„Aruba, Jamaica, ooh, I wanna take ya
Bermuda, Bahama, come on pretty mama
Key Largo, Montego
Baby, why don’t we go?”… Pamiętacie tę piosenkę The Beach Boys? Jeśli nie, to przypominam:

Przepraszam, po prostu musiałam, tę piosenkę znam od… 35 lat i ta „Aruba, Jamaica…” towarzyszyły mi przez lata jako symbol egzotyki w najlepszym wydaniu i nawet nie marzyłam, że kiedyś znajdę się na Arubie. Na ARUBIE!

Oranjestad, Aruba

Ale po kolei. Przypłynęliśmy do Oranjestad wcześnie rano, ale upał był już niemożliwy. Port wyglądał jak jakiś lukrowany torcik, ale ponieważ Aruba należy do Królestwa Niderlandów, więc wiedzieliśmy, że będzie się różnić od reszty karaibskich wysp. To nie jest jedyna różnica. Aruba jest wyspą, na której nie ma naturalnych źródeł wody. Pozyskuje się ją z odsalania wody morskiej, a z powodu niewielkiej ilości opadów, uprawia się… aloes, który jest głównym surowcem eksportowym.

Wyspa nie jest duża, ma powierzchnię około 180 km2, jest pochodzenia wulkanicznego i jest płaska!!! Ponieważ jest płaska, nie ma żadnych przepaści i klifów, więc postanowiliśmy, że pojedziemy zwiedzić wyspę, a później pójdziemy na plażę, żeby choć raz zanurzyć stopy w karaibskich, turkusowo-szmaragdowych wodach. Wyruszyliśmy okropnym autobusem na północ wyspy, mijając po drodze setki hoteli, restauracji, pensjonatów, kompleksów apartamentów i wszystkiego, co ma służyć tłumom turystów, którzy przybywają tu o każdej porze roku. Zgroza.

Banana bus, Aruba

c.d.n.

Chichi i karnawał (w Curaçao)

Być w Curaçao i nie wspomnieć o Chichi to jak być w Watykanie i nie wspomnieć o… dobra, nie powiem co mi przychodzi na myśl. Wracając do Chichi (myślałam, że czyta się cziczi, ale raczej brzmi jak tjitji), to długo nie mogłam pojąć o co właściwie chodzi z tą Chichi, a teraz bardziej się domyślam niż wiem na pewno, ale Chichi można spotkać na wyspie wszędzie – w mieście, na plażach, oczywiście w sklepach, są w różnych rozmiarach i kolorach. Przedstawiam wam Chichi z Curaçao (ta z lewej, obok Pan i Władca):

Chichi to starsza siostra, która się opiekuje gospodarstwem i kobietami w nim mieszkającymi i jest uosobieniem wielkiej miłości i wielkiej troski. Hm…

Połaziliśmy jeszcze po starym mieście i wróciliśmy na statek, postanawiając pierwszy raz zejść na ląd wieczorem. Po zmierzchu okolice portu rozświetliły się światłami, było odrobinę chłodniej i zaczął wieć lekki wiatr. Idealna pogoda i piękne okoliczności przyrody dla obejrzenia pięknej parady rozśpiewanych i roztańczonych mieszkańców. Było bardzo głośno i radośnie i sypał nawet sztuczny śnieg:

Pan i Władca nagrał krótki filmik z tego wydarzenia, niestety uwiecznił na nim głównie (nie wiedzieć czemu) plecy innych ludzi 😦 Ale widok statku w porcie Willemstad też jest super.

AidaMar, Willemstad Curaçao

Odpływamy z Curaçao. Mamy do przepłynięcia tylko 87 mil morskich (161 kilometrów). Spacerek.

Willemstad, Curacao

Po pierwsze mieszkańcy mówią o swojej wyspie „kurasał”. Wspominam o tym, bo słyszałam już różne wersje tej nazwy. Po drugie, zanim zagłebię się z wami w gorące uliczki stolicy, to muszę przeprosić za niedostateczne wyjaśnienie mechanizmu działania mostu królowej Emmy. Poniżej krótki film o moście (kiedy już przedrzecie się przez reklamy):

Widać na nim, jak kawał mostu przesuwa się jak otwierane drzwi. Statek przepływa, most wraca na swoje miejsce. I tak nawet kilkanaście razy dziennie. Super! Niektórzy (ja na przykład) specjalnie zostają na moście, żeby na nim „pojechać” i machać do przepływających okrętów 🙂

Po przejściu przez most znajdujemy się w Punda – starej części miasta. Tuż obok mostu jest składnica złomu – tysiące kłódek, które zakochani przypinają, aby przypięczętować swą miłość na wsze czasy… Dobrze, że nie na moście, bo mimo pontonów leżałby pewnie na dnie kanału.

Willemstad, Curacao

Potem łazimy wiele godzin gorącymi ulicami karaibskiego Amsterdamu, oglądając wystawy słynnych sklepów (Kalvin Klein, Victoria’s Secret itd) i omijając cuchnące studzienki ściekowe.

Ten gość na pomniku to pierwszy premier niepodległych Antyli Holenderskich, Moises Frumencio da Costa Gomez. A skoro o polityce mowa, to tak wygląda nieco odrapany Parlament wyspy, liczący 21 osób:

Parlament of Curacao

Willemstad jest również miejscem najstarszego osadnictwa żydów na Karaibach. W XV wieku rząd Hiszpanii wyrzucił z kraju Żydów sefardyjskich (bo jak wiecie, Żydzi dzielą się na Sefardyjczyków i Aszkenazyjczyków) a część z nich osiedliła się właśnie tutaj. Odkrywam synagogę, która jest najstarszą bożnicą w Ameryce:

Synagogue, Willemstad, Curacao

No i wreszcie pora na tradycyjną kawę (w każdym porcie). Kawiarni, knajpek i restauracji mijamy całe mnóstwo, wreszcie wybieramy najbardziej zacienioną. Trzy ciemnoskóre kelnerki snują się między stolikami, starannie omijając gości wzrokiem… Poczułam się jak w PRL-u za młodych lat. Dziękuję Willemstad za przypomnienie tamtych obrzydliwych czasów! Stwierdziliśmy, że olewamy kawę, bo ileż można czekać, ale wtedy jedna z panienek raczyła przynieść kartę, przyjęła zamówienie i przyniosła je z obrażoną miną… Cztery i pół dolca na głowę za kawę. Przypomnienie sobie dawnych czasów – bezcenne.

Willemstad, Curaçao

Właściwie to Amsterdam, Curaçao. Myślę, że każdy kto zobaczy stolicę wyspy będzie miał takie skojarzenie. Nie dość, że położona nad wodami kanału Sint Annabaai i zatoki Schottegat, to… zresztą zobaczcie:

Willemstad, Curacao
Willemstad, Curacao

Ale po kolei. Willemstad składa się z dwóch części – Otrobanda (czyli Druga Strona), gdzie jest port i Punda, najstarsza część miasta. Żeby się dostać się do Pundy, idziemy długim nabrzeżem, przechodzimy przez ładne osiedle bloków i przez stary fort przerobiony na centrum handlowo-kawiarniane.

Na drugą stronę kanału można się dostać po moście, to oczywiste. Ale po jakim moście! Jest to największy na świecie most pontonowy, zbudowany w 1888 i wyremontowany w 2006 i nosi imię królowej Emmy. Kiedy kanałem ma przepłynąć statek, most się „zwija” na bok i jeśli jest się na moście, to trzeba czekać, aż statek przepłynie i most wróci na miejsce. Zdarza się to nawet kilkanaście razy dziennie, ale nikt nie narzeka. Jest wyłożony drewnem i pięknie oświetlony w nocy.

Queen Emma Bridge, Willemstad
Willemstad, Curacao

Curaçao

22 grudnia 2023, temp. 30, wschód słońca 6:51, zachód 18:16

Jesteśmy 60 kilometrów na północ od Wenezueli. Curaçao, wyobrażacie sobie?

Curacao

Dopłynęliśmy do portu Willemstad około dzesiątej rano. Upał był taki piekielny, że nie miałam ochoty nigdzie łazić, ale widok był niezmiernie zachęcający po tych wszystkich karaibskich atrakcjach, jakie mieliśmy okazję dotąd oglądać. I tu przed nosem miałam wyspę, której nazwa jest znana na całym świecie, choć pod postacią trunku.

Curaçao to jedna z wysp znanych jako Wyspy ABC – A to Aruba, B to Bonaire, C to właśnie Curaçao. Wszystkie należą do Królestwa Niderlandów i są zarządzane przez gubernatora. Curaçao i Aruba odrzuciły w referendum niepodległość i postanowiły pozostać częścią Europy. Poza tym językiem urzędowym jest tu holenderski i język zwany papiamento, który składa się z kilkunastu innych języków, choć głównie z portugalskiego i hiszpańskiego. Co jeszcze ciekawego można napisać o Curaçao? Uprawia się tu głównie pomarańcze, z których wyrabia się słynny trunek, są tu nieziemsko piekne plaże, a prawie cała słodka woda pochodzi z odsolonej wody morskiej.

Poza lepkim upałem i ładną architekturą, niedługo po zejściu na ląd mieliśmy przyjemność poznać jednego z obywateli tego niewielkiego kraju:

Cudowny, prawda? Choć może to była dziewczynka? Gapiłyśmy się na siebie dość długo, chciałam jej dać jabłuszko, ale bałam się że spłoszę stworzonko, więc tylko robiłam jej zdjęcia, a ona pozowała ślicznie, odwracając się z stronę obiektywu. A potem nadeszli ludzie i piękność odeszła w pobliskie zarośla. Tak poznałam iguanę.

Na morzu

21 grudnia 2023, temperatura 28, temperatura wody 28, wschód słońca 6:29, zachód 18:03, pozycja: widać na południowym horyzoncie wyspę Blanquilla

Dziś płyniemy wraz ze stadami latających ryb, które bielą się na powierzchni granatowego morza, mknąc z wielką prędkością nad malutkimi tęczami ukazującymi się w słońcu. Temperatura na sterburcie do wytrzymania, widok pustki jak zwykle wspaniały, pora porozmawiać o… piratach z Karaibów. Tych prawdziwych.

To byli naprawdę paskudni ludzie. Legendy stworzone w romantycznych opowieściach i popkulturowych przekazach nijak się mają do rzeczywistości tamtych czasów pełnych okrucieństwa. Przyzwyczailiśmy się do obrazu piratów, szlachetnych obrońców uciśnionych, kierujących się pięknymi zasadami moralnymi, równością rasową i rycerskością wobec kobiet. Taaa, jasne. Rabowali wszystkich jak leciało, nawet najbiedniejszym odbierali ostatnią kromkę chleba. Palili, gwałcili i mordowali bez litości, stosowali straszliwe tortury, nie oszczędzając kobiet i dzieci, często traktując ich jak towar.

Nie będę przedstawiać historii piractwa na Karaibach, bo nikomu nie będzie się chciało tego czytać, ale mogę zdradzić kilka sekretów:

Czy piraci nosili papugi na ramieniu? – Tak, papugi były łowione na wyspach i traktowane jako lokata kapitału, ponieważ można było je drogo sprzedać. Były też zwierzątkami domowymi, łatwiej było na statku mieć papugę niż psa.

Dlaczego piraci nosili opaski na oku? – Nie, nie dlatego, że stracili oko. Kiedy napadali na jakiś statek, musieli pokonać jego załogę. Walka toczyła się nie tylko na pokładzie, ale też pod pokładem, gdzie było ciemno… choć oko wykol. Wtedy po zdjęciu opaski to drugie oko widziało w ciemności o wiele lepiej.

Czy kapitan miał dyktatorską władzę na statku? – Tak, ale był demokratycznie wybierany przez załogę i mógł zostać odwołany.

Czy były kobiety – piratki? – Tak, dwie. Ale o tym następnym razem.

Teraz płyniemy śladami piratów z Karaibów, podziwiając zachód słońca. Jutro dopłyniemy na kolejną wyspę w archipelagu Małych Antyli.