Jeśli dziś niedziela, to jesteśmy w stolicy najmniejszego kraju świata, ale jednego z największych imperiów. Imperium, które w historii zapisało się niezmierzonym okrucieństwem, chciwością i podłością w niespotykanej skali. Imperium, które przez prawie dwadzieścia wieków prześladowało wyznawców innych religii, wywoływało wojny, w imieniu którego torturowano w straszliwy sposób setki tysięcy osób, które chroniło zbrodniarzy wojennych i pedofilów na całym świecie, popierało krwawych dyktatorów, prało brudne pieniądze, zabraniało wolności myśli, blokowało postępowe idee i wyciągało kasę od każdego. Brrr… A to tylko wierzchołek góry lodowej.
If today is Sunday, then we find ourselves in the capital of the world’s smallest country—yet one of its greatest empires. An empire that has gone down in history for its boundless cruelty, greed, and depravity on an unprecedented scale. An empire that, for nearly twenty centuries, persecuted followers of other religions, instigated wars, and in whose name hundreds of thousands of people were subjected to horrific torture—an empire that shielded war criminals and pedophiles across the globe, propped up bloodthirsty dictators, laundered dirty money,It forbade freedom of thought and blocked progressive ideas and extorted cash from everyone. Brrr… And that is just the tip of the iceberg.

Tłumy stoją przed Bazylika św. Piotra, choć przywódcy nie ma dziś na miejscu i nie doczekają się przemówienia. Przemykam chyłkiem od jednego cienia do drugiego, omijając licznych handlarzy z Afryki i Azji, oferujących medaliki, apaszki, podróbki torebek znanych projektantów, zegarki i wiele innych rzeczy, których nikt nie potrzebuje. Watykan jest jedynym państwem na świecie wpisanym (w całości) na listę UNESCO, ale jest brudno a pod murami leżą bezdomni w brudnych barłogach.
Crowds stand before St. Peter’s Basilica, even though the leader is not on the premises today and they will not hear a speech. I slip furtively from one patch of shadow to another, skirting the numerous vendors from Africa and Asia who offer medallions, scarves, counterfeit designer handbags, watches, and many other things that no one needs. The Vatican is the only state in the world to be listed (in its entirety) as a UNESCO World Heritage Site, yet it is dirty, and beneath its walls lie homeless people in squalid makeshift beds.



Na lewo od placu wchodzę po kilkunastu stopniach i znajduję cichy zakątek – otoczony murami niewielki ogród z ławeczką i przez chwilę rozkoszuję się ciszą i chłodem. Potem wracam do tłumu na placu, uśmiecham się do Carabinieri plotkujących na środku ulicy (odśmiechują), potem wdaję się w rozmowę z czarnoskórym sprzedawcą różnokolorowych chust. Zwierza mi się, że ma w Łodzi rodzinę, ale chciałby wyjechać do Wielkiej Brytanii. Na koniec chce mi wręczyć jakiś upominek, ale stanowczo odmawiam – znam te numery, jestem z Częstochowy.
To the left of the square, I climb a dozen or so steps and discover a quiet nook—a small, walled garden with a bench—and for a moment, I revel in the silence and the cool air. Then I return to the crowd in the square, smile at the Carabinieri chatting in the middle of the street (they smile back), and then strike up a conversation with a Black vendor selling multicolored scarves. He confides in me that he has family in Łódź but would like to move to the United Kingdom. Finally, he tries to hand me a small gift, but I firmly decline—I know those tricks; I’m from Częstochowa.



Wracamy na rzymskie ulice, żeby napić się kawy. To tylko kilkadziesiąt metrów. W niewielkiej knajpce obsługuje nas młody człowiek, który uciekł z Iranu. Zna świetnie angielski, opowiada o reżimie ajatollachów, o tym, że zostawił całą rodzinę i teraz nie bardzo wie, co ma dalej robić, ale cieszy się, że ma pracę. Myśli o wyjeździe za ocean. Życzę mu wszystkiego najlepszego, a on mówi, że jestem pierwszą osobą, która zainteresowała się jego życiem… Cóż, wracamy do apostolskiej stolicy, przechodząc przez jedną z licznych bram.
We head back out onto the streets of Rome to grab a coffee. It is only a few dozen meters away. In a small café, we are served by a young man who fled Iran. He speaks excellent English and tells us about the Ayatollahs’ regime—how he left his entire family behind and now isn’t quite sure what to do next, though he is grateful to have a job. He is thinking about moving across the ocean. I wish him all the best, and he tells me that I am the first person who has ever taken an interest in his life… Well, we make our way back to the Apostolic See, passing through one of its many gates.



Na szczęście nasz czas w Watykanie się kończy. Spoglądamy jeszcze na budynek, z którego, jak mniemam, Papież przemawia do wiernych. Naprzeciwko, dokładnie po drugiej stronie ulicy, jest chińska knajpa. Wyobrażam sobie, jak Papież zamawia stamtąd Chow Mein, kiedy odwiedzają go kumple na oglądanie meczu…
Fortunately, our time in the Vatican is drawing to a close. We take one last look at the building from which, I presume, the Pope addresses the faithful. Directly across the street—right on the other side—stands a Chinese restaurant. I imagine the Pope ordering Chow Mein from there whenever his buddies drop by to watch a match.
Wieczorem wypływamy z Civitavecchia na południe. Mamy do przepłynięcia około 300 mil morskich (550 km). Spacerek / In the evening, we set sail south from Civitavecchia. We have about 300 nautical miles (550 km) to cover. A short walk.


Tak, imperium sukienkowych ma się dobrze… ale nic dziwnego, miliony wiernych marzą, by znaleźć się tam i zobaczyć papieża, o tych wszystkich okropnościach nikt nie myśli. Niejedno biuro podróży wzbogaciło się na tych wyjazdach.
Bardzo ciekawe kontakty nawiązujesz!
PolubieniePolubienie
Zastanawiam się, czy my czasem nie upraszczamy sobie świata za bardzo, wrzucając wszystko do jednego worka, bo tak łatwiej to ocenić. Bo jeśli patrzeć tylko przez pryzmat instytucji, to wychodzi jedno, a jeśli przez ludzi w środku coś zupełnie innego
PolubieniePolubienie