Dominica

Jedziemy w góry. Nasz przewodnik i kierowca (na zdjęciu poniżej) przekonuje nas, że nie, skąd, żadnych przepaści, spacerek dla staruszka w parku jest bardziej niebezpieczny… Taaa… Dominica jest wyspą pochodzenia wulkanicznego i jak już wiecie z poprzednich sprawozdań, takie wyspy są bardzo górzyste, pokryte stromymi wzgórzami, a jej najwyższy szczyt ma prawie 1450 metrów wysokości, więc jest gdzie się wspinać. Samochód jest stary, ale prawie daje radę wspinać się coraz wyżej.

Our Guide, Dominica

Nasz pan przewodnik jest niesamowity. Zatrzymuje się często i pokazuje nam rośliny swojego kraju: tak rośnie kakao, tu jest awokado (owoce awokado są tu ogromne, to co sprzedają w sklepach jest wielkości pestki tutejszych owoców), tak rosną banany, a to papaje, a ta roślina nazywana jest uszami słonia, a to muszkatel, a tu kwiat migdałowca… zrywa z drzew, daje nam do próbowania lub wąchania. Nachylenie drogi przekracza nasze wyobrażenia, a on zostawia samochód na ręcznym hamulcu, z włączonym silnikiem i idzie w krzaki zbierać dla nas owoce albo trawę cytrynową… Mam zawał, ale co tam, trzeba jechać dalej, prawie ciągle pod górę, wąskimi drogami, gdzie od przepaści nie oddziela nas żadna barierka, gdzie droga skręca pod kątem 45 stopni, z drugiej strony jest skała i właśnie mija nas ciężarówka…

Już dawno nie widać żadnych domów, wydaje się, że już nie można wyżej, ale ciągle jest jeszcze wyżej. Roślinność wokół jest dzika, nieujarzmiona i przebogata, często tworzy nad nami dach, przez który nie przedziera się światło

Po godzinnej jeździe nasz pan zatrzymuje się, ogłaszając postój, można wysiąść, rozprostować nogi, skorzystać z toalety (ostrzega, że toaleta kosztuje dolara, płatne do skrzynki na drzwiach), ewentualnie coś przekąsić, no i zrobić zdjęcie najsłynniejszych wodospadów na Dominice, zwanych Trafalgar Falls (niestety, słabo widoczne z tej odległości, ale nie mamy czasu, żeby jechać bliżej)

In the mountains, Dominica
Trafalgar Falls, Dominica

Rozmawiam z panią, która sprzedaje mydła z niewielkiego straganu (mydła są specjalnością Dominiki, są powszechnie produkowane z różnymi dodatkami, na różne dolegliwości skórne, ale znane są z zawartości siarki), pytam jak się żyje na wyspie. Mówi, że teraz jest trudno, bo ceny bardzo wzrosły, bo była epidemia, ale ogólnie jest nieźle i oby nie było gorzej. Ludzie, którzy nie mają prawie niczego nie narzekają tak często jak my, nażarci Europejczycy. Po kilkunastu minutach ruszamy dalej, i to ruszamy odrobinę w dół.

Roseau, Dominica

19 grudnia 2023, słońce wzeszło o 6:26, zaszło o 17:39, temp. 30 stopni

Roseau, Dominica

Znów strasznie gorąco. Nasz wielki statek zacumował przy niewielkim pomoście prowadzącym do stolicy Dominiki – malutkiej wyspy leżącej w archipelagu Małych Antyli, pomiędzy Guadelupą a Martyniką. Roseau ma około 15 tysięcy mieszkańców, nazwę zawdzięcza Francuzom, choć teraz jest niepodległą republiką i członkiem Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, dzięki czemu jeżdżą tu po złej stronie drogi i mówią po angielsku. Ale poza francuską nazwą miasta przetrwała tu również odmiana francuskiego, zwana patois, której zupełnie nie rozumiem. Jak we wszystkich miastach na Karaibach jest tu głośno i radośnie, muzykę słychać z każdego straganu, sklepu i rogu. Oczywiście niepodzielnie panuje reggae. Nas wita ten siedzący pod parasolem muzyk:

Reggae in Roseau

Wita nas też wymalowany na asfalcie wizerunek narodowego ptaka Dominiki – amazonka cesarska. Muszę o niej opowiedzieć, bo to strasznie smutna historia. Ta papuga mieszka na Dominice i nigdzie indziej na świecie. Mieszka w lasach deszczowych na wyspie i żywi się nasionami, pędami roślin i owocami. Jak wiele gatunków traci swoje siedziby z powodu ekspansji człowieka i oczywiście wycinana lasów deszczowych i za bardzo nie chce się rozmnażać, bo kto by chciał, kiedy dom jest ciągle niszczony? Oprócz tego huragan David z 1979 zniszczył pięć milionów drzew na wyspie, a w kolejnym roku huragan Allen postrącał z drzew wszystkie owoce. W 2012 roku na wyspie zostało około 160, może 200 papug. W 2017 był kolejny huragan Maria, po przejściu którego zostało prawdopodobnie około 50 ptaków. Organizacja ICUN wpisała amazonkę na listę gatunków krytycznie zagrożonych…

Amazona imperialis from Dominica

Fort-de-France, Martinique

c.d. Na Martynice w imieniu Francji rządzi Prefekt. Prefekt to ma klawe życie, bo mieszka w pięknym , białym pałacu, który wyróżnia się bardzo wśród często starych i odrapanych i wymagających pilnego remontu budynków w stolicy

Forte-de-France

Ponieważ nie jestem przedstawicielką firmy turystycznej, więc pokazuję nie tylko piękne miejsca, ale i te paskudne, które raczej nie są zamieszczane w przewodnikach. A Francja, jak wszystkie kraje kolonialne ma wiele na sumieniu, nie tylko w kwestii niewolnictwa, wykorzystywania taniej siły roboczej i ograbiania wszystkich miejsc, w których sprawuje władzę. Większość obywateli tzw. terytoriów zamorskich Francji (Martyniki, Gujany Francuskiej, Reunion i Gwadelupy) żyje poniżej granicy ubóstwa, a większość aktywów należy do potomków białych kolonizatorów. Fala strajków i protestów w 2009 roku, które rozprzestrzeniły się też na sąsiednią Gwadelupę spowodowała, że rząd w Paryżu zgodził się częściowo na żądania protestujących i odrobinę poprawił sytuację czarnoskórej i kreolskiej ludności.

Mimo ciężkich warunków życia, ludzie tu są bardzo pogodni i uśmiechają się, pozdrawiają i chętnie wdają się w rozmowy. Żeby wspomóc lokalną gospodarkę, kupiliśmy na straganie kreolskie przyprawy. Miły pan spytał skąd jesteśmy, zapewne słysząc mój akcent. Powiedziałam, że z Polski i kiedy już zabierałam się do tłumaczenia gdzie to jest, ucieszył się bardzo i wykrzyczał, że Solidarnosc była dla nich wzorem i że kochają Polskę i tańczą mazurki i polki (polka to czeski taniec, ale co tam). Poniżej: oryginalna biżuteria, którą robią z pestek owoców lokalnego drzewa, polerują je i kształtują na różne sposoby:

TownHall, Fort-de-France

Powyżej: ratusz miejski, poniżej: budynek Biblioteki Schoelercher, która w środku też jest piękna, ale niestety była zamknięta:

Fort-de-France, Library

No i tyle o Martynice. Wypiliśmy jeszcze tradycyjnie kawę (bo obiecaliśmy sobie, że będziemy pić kawę w każdym porcie), był taka sobie, ale pani kelnerka była tak miła, że nie napiszę o tym. A, jeszcze o nazwie: jest przeróbką indiańskiej nazwy „Madinina”, oznaczającej „wyspę z wspaniałą roślinnościa”.

POLONICA: w 1959 roku polska szalupa o nazwie „Chatka Puchatków”, prowadzona przez dwóch żeglarzy: Jerzego Tarasiewicza i Janusza Misiewicza dopłynęła na Martynikę z Gdyni, po wielu niesamowitych przygodach. Ta historia jest tak nieprawdopodobna, że gdyby nakręcono o tym film, to mógłby być uznany za zupełny wymysł. Jeśli ktoś chciałby o tym przeczytać (naprawdę warto), to podaję link do tej opowieści: https://pl.wikipedia.org/wiki/Rejs_szalup%C4%85_Chatka_Puchatk%C3%B3w_przez_Atlantyk.

A my mamy do pokonania 52 mile morskie (tylko 96 km) na północ, do następnej wyspy.

Fort-de-France, Martinique

18 grudnia 2023, słońce wzeszło o 6:22, zaszło o17:38, , temp: powyżej 30, temp. wody: 29 st.

Martinique island
Fort-de-France harbour

No i jesteśmy prawie we Francji. Wszyscy mówią po francusku (i po kreolsku), możemy płacić w euro i jesteśmy w Unii Europejskiej.

Martynika jest wyspą o powierzchni 1 120 km2 i ma około 365 tysięcy mieszkańców. Jest oczywiście pochodzenia wulkanicznego, przez to jest okropnie górzysta i ma czynny wulkan Mount Pelee, który od czasu do czasu się budzi (ostatnio w 1902, zabił wtedy 30 tysięcy osób w dwie minuty i kompletnie zniszczył miasto Saint-Pierre). Na wyspie są piękne, dzikie plaże, na południu z białym piaskiem, na północy z czarnym. Uprawia się głównie ananasy, trzcinę cukrową, banany i rum. Na wyspie urodziło się mnóstwo znanych (we Francji) osób, z których znam jedynie Józefinę, pierwszą żonę Napoleona, ale nie cierpię baby, więc nie będę o niej pisać. A, a nazwa Martinique nie pochodzi od imienia Martyna.

Stolica Fort-de-France leży na zachodzie wyspy, w naturalnej zatoce o tej samej nazwie. Fort wybudowano w XVII wieku. Obecnie żyje tu około 90 tysięcy ludzi, głównie pochodzenia afrykańskiego (90%).

Fort-de-France

Mamy euro, znamy język, mamy czas – wyruszamy na zwiedzanie. Po pokonaniu pomostu prowadzącego na ląd jestem już ugotowana. W porcie wita nas ta piękność:

Po kilku kolejnych krokach mam ochotę zawrócić – upał jest straszny i nie do zniesienia, ale obowiązki wzywają, więc od cienia do cienia brnę dalej, po cienistych stronach ulic, przemykając się jak wampir. Ulice są wąskie, często zastawione straganami z ciuchami, przyprawami, kosmetykami i owocami.

Trafiamy na katedrę św. Ludwika, ale nie mam siły zajrzeć do środka, choć drzwi są otwarte… nie, za daleko, trzeba by przejść na drugą stronę ulicy, co nie jest najłatwiejsze. kierowcy tutaj raczej nie kierują się zasadą, że pieszy ma pierwszeństwo.

Forte-de-France, Cathedral

c.d.n.

Basseterre

Prawdopodobnie pierwszym Europejczykiem, który ujrzał wyspę był Kolumb, ale to Anglicy jako pierwsi zaczęli kolonizować St. Kitts (około 1623 roku). Zaraz później zjawili się Francuzi, ale doszli do porozumienia z pierwszymi najeźdźcami, dzieląc wyspę między sobą. Była ona wówczas zamieszkana przez lud Kalinago (Caribs), któremu nie podobały się nowe rządy. Najeźdźcy sięgnęli wtedy po stare, hiszpańskie świadectwa, mówiące o tym, że Kalinago nie są ludźmi… Przy entuzjastycznym poparciu kościoła katolickiego tubylcy zostali eksterminowani, a wyspa zamieniona na plantację trzciny cukrowej. Do jej uprawy ściągnięto tysiące niewolników z zachodniej Afryki, zmuszając ich do katorżniczej pracy na plantacjach. (na zdjęciu poniżej tancerze w tradycyjnych strojach)

Basseterre – traditional dancers, December 2023

Wieka Brytania zakazała niewolnictwa w 1834. Na wyspie St. Kitts uwolniono 19 780 niewolników, na Nevis (leżącej 3 kilometry od St. Kitts) – 8 815. Wyspy uzyskały niepodległość od Wielkiej Brytanii dopiero w 1983, ale pozostały częścią Brytyjskiej Wspólnoty Narodów. Świadczy o tym ten billboard, ustawiony przez największy browar na Karaibach – Carib.

St. Kitts

Basseterre jest stolicą państwa St.Kitts and Nevis. Zostało założone przez Francuzów około 1625, stąd ta nazwa. Jest najstarszym Ma 14 tysięcy mieszkańców i jedną z najtragiczniejszych historii wśród karaibskich miast. Było wielokrotnie niszczone przez trzęsienia ziemi, pożary, powodzie, wojny i oczywiście huragany. Centrum jest ładnie odbudowane, natomiast reszta miasta składa się z mniej lub bardziej zaniedbanych, lub wręcz walących się budynków.

Museum Basseterre – Muzeum w Basseterre

Powyżej: Muzeum w Basseterre, niestety w remoncie. Poniżej: posterunek policji i policja na głównej ulicy:

The Circus – Basseterre

Powyżej: plac The Circus, nazwany tak na cześć londyńskiego Picadilly Circus. Poniżej: Główna ulica w Basseterre.

Main street in Basseterre

Ludzie na wyspie są bardzo mili. Uśmiechają się i zagadują a ja, cierpiąca na niedostatek konwersacyjny chętnie podejmowałam rozmowy. Pewien młody człowiek pytał skąd jesteśmy. Powiedziałam, że z Polski (od kilku dni nie wstydzę się mówić, że stamtąd, dziękuję Tusku), sądząc, że w życiu nie słyszał o takim kraju. A on się ucieszył i stwierdził, że w dzieciństwie czytał książkę „Dzieci Warszawy” i był zachwycony, że spotkał kogoś z tak daleka. Na maleńkiej, karaibskiej wysepce odnalazłam kogoś, kto wie cokolwiek o Polsce… Może dlatego opisuję St. Kitts tak dokładnie, bo chciałabym, żeby w Polsce jak najwięcej ludzi usłyszało o St. Kitts.

Robiło się coraz ciemniej, trzeba było wracać na statek. O 19.00 mieliśmy wypłynąć z portu Basseterre i płynąć 192 mile morskie (tylko 356 km), znowu na południe na kolejną wyspę. Ale to już będzie kolejna historia.

St. Kitts (and Nevis) c.d.

W 2007 roku Amerykanie utworzyli Uniwersytet Medyczny, ponoć najlepszy na Karaibach. Ogromny kompleks budynków położony nad morzem jest chyba najładniejszym obiektem na wyspie. Tuż obok jest Uniwersytet Weterynarii, gdzie w ogrodach pasło się chyba ze dwieście osiołków. Kierowca zapewniał, że nie robią eksperymentów na zwierzętach.

St. Kitts University of Medicine

Po drodze mijaliśmy lotnisko i okoliczne tereny, wypasiony dom prezydenta i tereny parku narodowego, gdzie rosną endemiczne gatunki roślin: dzikie orchidee, sosny, paprocie, pnącze calico i niesamowite drzewa saman

Saman tree, St. Kitts

Zbliżaliśmy się do miasta. Myślałam, że wreszcie skończy się ta szalona jazda po krętych serpentynach, po złej stronie drogi (na St. Kitts obowiązuje ruch lewostronny) i będzie można znaleźć spokojne miejsce z internetem, napić się kawy i ukoić skołatane nerwy, ale wtedy nasz kierowca (młody, czarnoskóry chłopak z pięknymi dredami do pasa) wpadł na pomysł pokazania nam jeszcze jednego pięknego miejsca. Znowu ruszyliśmy wzdłuż przepaści, pod wielką górę… ale było warto:

Left side: Atlantic Ocean, right side: Carabbean Sea

W tym miejscu łączą się wody Oceanu Atlantyckiego (z lewej) i Morza Karaibskiego (z prawej). Teraz już tylko w dół…

c.d.n.

St. Kitts (and Nevis)

17 grudnia 2023, temp. 32, słońce wzeszło o 6:33, zaszło o 17:39, pozycja: Basseterre, temp. wody 28 stopni

Wcześnie rano obudził mnie sms: Witaj Jamaica. Jamaica? Pobiegłam na piąty pokład i zobaczyłam ziemię, nareszcie, po tylu dniach oceanicznej pustki. To, co zobaczyłam nazywa się St. Kitts i jest piękną wyspą położoną na Morzu Karaibskim pomiędzy Wyspami Dziewiczymi a Antigua i Barbuda. I założę się, że nie wszyscy o niej słyszeli.

St. Kitts island

Wyspa ma kształt wieloryba, statek zacumował w porcie Bassterre na południowym wschodzie. Wyspa ma 261 km2 i około 50 tysięcy mieszkańców (ponad 92% pochodzenia afrykańsko-karaibskiego, a tylko 2% Europejczyków). Wyspa jest pochodzenia wulkanicznego, a dzięki temu jest górzysta jak diabli i prawie cała pokryta lasami deszczowymi. Najwyższy szczyt to uśpiony wulkan Liamuiga (1150 metrów, nieźle, prawda?).

St. Kitts harbour

Mieliśmy jechać w te góry i przepaście starym samochodem, który ledwo dawał radę pod górę, silnik rzęził (ostatkiem sił), wąskie, wijące się drogi były dziurawe i nieogrodzone od strony pionowych, skalistych wąwozów. Upał prawie zwalił mnie z nóg, ale pomyślałam, że w górach będzie chłodniej.

Nie było. Po pokonaniu okropnych serpentyn dotarliśmy do miejsca, w którym wytwarza się batik. Zapewne jest to miejsce, gdzie przywozi się wszystkich turystów, ale ceny, tak jak upał, zwalały z nóg (80 dolarów za apaszkę). Za to ogród był piękny, otoczony dżunglą tak gęstą, że poza drzewami nie było nic widać.

Przy drodze walały się śmieci i zepsute samochody, często bez kół i szyb. Domy to głównie sklecone z desek baraki, przed którymi panuje nieład, bawią się dzieci, ustawione są pagórki śmieci. Są też ładniejsze domy, ale zaniedbane i często bardziej lub mniej zrujnowane.

St. Kitts

Latające ryby, pływające ptaki – dzień 14

16 grudnia 2023, pozycja: Morze Karaibskie, słońce wzeszło o 6:48, zaszło o 17:24, temp. 25 stopni, prawie bezchmurnie, temp. wody: 28 stopni, wiatr 5 km/godz.

Sztorm, przed którym uciekliśmy miał siłę 10 w skali Beauforta, jak poinformował dziś Kapitan. Poza tym znów przestawiliśmy czas o godzinę i w związku z tym od piątej rano nie miałam co robić. Piąty pokład znów został otwarty i mogłam iść na mój taras z widokiem na… Morze Karaibskie. Zauważyłam, że trupia bladość mojej skóry zmieniła się na bladość lekko zaróżowioną, a to za sprawą morskich, przesyconych zapachem soli wiatrów. Za to przestałam się mieścić w niektóre ciuchy, zapewne za sprawą gigantycznej ilości jedzenia, którą pochłaniam.

Po pięciu dniach pustki, dziś pojawiły się ptaki. Niewielkie stado mewo-podobnych, białych i dość dużych ptaków przez cały dzień polowało tuż obok statku, wyczyniając niesamowite rzeczy. Nadlatywały z różnych kierunków i krzycząc głośno rzucały się dziobem w dół prosto w fale, znikając pod powierzchnią wody i wyłaniając się po chwili. Spadały jak białe pociski, z wielką prędkością.

A na powierzchni wody działy się inne cuda – stada białych, latających ryb przemieszczały się błyskawicznie, lecąc tuż nad falami, wpadając z powrotem do wody, by po chwili lotem ślizgowym przelecieć kilka metrów. Cóż, Karaiby…

Jutro zobaczymy ziemię.

Najbliższa nam ziemia to dno – dzień 12 i 13 (ocean)

14 – 15 grudnia 2023, pozycja: środek Atlantyku, słońce wzeszło o 6:27, zaszło o 17:57, temp. 28 stopni, duże zachmurzenie.

Atlantic Ocean from Aidamar

Płyniemy ciągle na zachód z dużą prędkością 19 węzłów. Obudziłam się o trzeciej nad ranem z wielkim bólem głowy. Tak naprawdę była siódma, ale znów była zmiana czasu o kolejną godzinę. W tv zostały tylko cztery programy, wszystkie niemieckie i nudne. Horyzont nadal pusty, choć przez kilka godzin widać było statek – wielkie wydarzenie. Był to rosyjski lodołamacz, a wiemy to dzięki stronie cruisemapper.com, na której są pozycje wszystkich statków pasażerskich na planecie. Nasza pozycja wskazywała na to, że… jeszcze będziemy trzy dni na morzu.

Po śniadaniu bolało mnie już wszystko, upał był niesamowity, a statkiem zaczęło poważnie kołysać. Na wyższych pokładach – a jest ich dwanaście – huśtanie odczuwa się najbardziej. My, biedacy mieszkamy na czwartym, ale i tu trudno było utrzymać równowagę. Walnęłam się więc do łóżka i przespałam prawie cały dzień. Wieczorem zaczęło mnie boleć gardło i czułam że mam gorączkę, więc pobiegłam do przychodni, pani doktor w pięknym, białym mundurze skasowała 96 euro, zajrzała do gardła i dała antybiotyk.

W nocy sztorm rzucał statkiem jak wielką kłodą, ale ja tego nie czułam, walcząc z gorączką. Żeby uciec od wiatru i wielkich fal zmieniliśmy kurs na południowy zachód i rano znów było pięknie. Jeszcze jeden dzień i dopłyniemy.

Kilwater

I dalej na zachód… – dzień 10 i 11(na morzu)

12 – 13 grudnia 2023, pozycja: gdzieś na Atlantyku, słońce wzeszło o 7:30, zaszło o 17:49, temp. 26 stopni, lekkie zachmurzenie.

Dziś przestawimy czas o godzinę do tyłu po raz trzeci. Oznacza to, że obudzę się znowu za wcześnie o trzy godziny i będę czekać cichutko na świt i na śniadanko. Śniadanko zaczyna się od 7:30, kończy około 10-tej i jest jednym z najlepszych części dnia na morzu. Nie twierdzę, że się nudzę, ale niewiele mam do zrobienia w ciągu dnia, oprócz gapienia się na idealnie pusty horyzont, jazdy na rowerze na siłowni i jedzenia. Niewielu pasażerów mówi po angielsku, czy w innych znanych mi językach, więc nie spędzam czasu na ploteczkach czy morskich opowieściach (Andrzeju, jeśli to czytasz, to dziękuję za przypomnienie marynarskiej pieśni). Prawie wszyscy uczestnicy rejsu to Niemcy, reszta to Holendrzy i Szwajcarzy, a jeśli są goście z innych krajów, to nie miałam jeszcze okazji ich poznać.

In the middle of Atlantic

Zakumplowałam się więc z obsługą. Dziewczyny i chłopaki pochodzą z Azji, głównie z Indii, Filipin i Indonezji, a ich znajomość niemieckiego jest równie porywająca jak moja, więc gadamy sobie o pogodzie i o ich krajach, o tym że mają kontrakty jeszcze na osiem miesięcy, że kiepsko im płacą (ale zapominają o tym, że nie płacą za jedzenie i mieszkanie) i że praca nie jest strasznie ciężka, ale godziny pracy są długie i że tęsknią za swoimi wioskami / rodzinami. Niestety, nie jestem w stanie zapamiętać ich imion, choć oni jakimś cudem pamiętają moje.

Czasem myślę, żeby iść i poprosić o jakąś pracę, może marchewkę obiorę, albo obrusy poprasuję… I tak mija czas. Jeszcze trzy dni na oceanie, który jak dotąd jest bardzo grzeczny. I śliczny.