18 grudnia 2023, słońce wzeszło o 6:22, zaszło o17:38, , temp: powyżej 30, temp. wody: 29 st.


No i jesteśmy prawie we Francji. Wszyscy mówią po francusku (i po kreolsku), możemy płacić w euro i jesteśmy w Unii Europejskiej.
Martynika jest wyspą o powierzchni 1 120 km2 i ma około 365 tysięcy mieszkańców. Jest oczywiście pochodzenia wulkanicznego, przez to jest okropnie górzysta i ma czynny wulkan Mount Pelee, który od czasu do czasu się budzi (ostatnio w 1902, zabił wtedy 30 tysięcy osób w dwie minuty i kompletnie zniszczył miasto Saint-Pierre). Na wyspie są piękne, dzikie plaże, na południu z białym piaskiem, na północy z czarnym. Uprawia się głównie ananasy, trzcinę cukrową, banany i rum. Na wyspie urodziło się mnóstwo znanych (we Francji) osób, z których znam jedynie Józefinę, pierwszą żonę Napoleona, ale nie cierpię baby, więc nie będę o niej pisać. A, a nazwa Martinique nie pochodzi od imienia Martyna.
Stolica Fort-de-France leży na zachodzie wyspy, w naturalnej zatoce o tej samej nazwie. Fort wybudowano w XVII wieku. Obecnie żyje tu około 90 tysięcy ludzi, głównie pochodzenia afrykańskiego (90%).

Mamy euro, znamy język, mamy czas – wyruszamy na zwiedzanie. Po pokonaniu pomostu prowadzącego na ląd jestem już ugotowana. W porcie wita nas ta piękność:

Po kilku kolejnych krokach mam ochotę zawrócić – upał jest straszny i nie do zniesienia, ale obowiązki wzywają, więc od cienia do cienia brnę dalej, po cienistych stronach ulic, przemykając się jak wampir. Ulice są wąskie, często zastawione straganami z ciuchami, przyprawami, kosmetykami i owocami.



Trafiamy na katedrę św. Ludwika, ale nie mam siły zajrzeć do środka, choć drzwi są otwarte… nie, za daleko, trzeba by przejść na drugą stronę ulicy, co nie jest najłatwiejsze. kierowcy tutaj raczej nie kierują się zasadą, że pieszy ma pierwszeństwo.




c.d.n.



















































































