Od 7 do 8 grudnia. Pozycja: Atlantyk. Wschód słońca 8:56, zachód 17:48. Temp. 20 stopni, temp. wody 20 stopni.
Wieczorem wypłynęliśmy z A Coruna prosto w objęcia Atlantyku, który powitał nas powiewem ciepłego wiatru i niewielkimi falami. Przed powrotem na statek wypiliśmy kawę w starej kawiarni, obiecując sobie, że będziemy próbować jak smakuje w każdym z portów. Ta była pyszna

Mamy do przepłynięcia 820 mil morskich (1519 kilometrów) do następnego portu. Dni na morzu są zwykle trochę nudne, zwykle wszyscy włóczą się trochę bez celu po pokładach, siedzą w licznych barach i popijają kolorowe drinki, odwiedzają sklepy, gdzie ceny wykraczają poza zdrowy rozsądek. Właściwie poza jedzeniem niewiele jest do zrobienia. Trochę się czuję, jakbym mieszkała w wielkim centrum handlowym z widokiem na ocean.
Średnia wieku pasażerów to jakieś 86 lat. Poza kilkorgiem młodych ludzi z dziećmi wszyscy są hm… w zaawansowanym wieku, wielu porusza się z pomocą chodzików lub kul, albo się nie porusza, bo jeździ na wózkach, a cała reszta łazi lepiej lub gorzej, ale przynajmniej się stara. Właściwie jesteśmy wielkim, pływającym statkiem geriatrycznym z wszelkimi konsekwencjami. Kiedy w Hamburgu przed odpłynięciem zobaczyliśmy cały ten tłum, to nasunęła się jedna myśl… nie wszyscy wrócą. Ale z drugiej strony kiedy widzę te staruszeczki jak zaiwaniają na siłowni, to aż zazdroszczę siły i determinacji.
Na razie płyniemy wzdłuż wybrzeża Afryki. Około 500 kilometrów na wschód jest Maroko. W nocy zmienimy czas, przestawiając zegary o godzinę w tył. Pójdę posiedzieć na pokład nr 5 i popatrzeć na pusty horyzont.





































































