Notre hotel, czyli śliczne miejsce w Bretanii

Dojechaliśmy wieczorem, zmęczeni jak galernicy. Hotel czekał na nas tuż obok kościoła, za wysokim białym płotem. Od razu poczuliśmy się jak w domu daleko od domu, tym bardziej, że gospodarze / właściciele okazali się przeuroczy. Wieczór na dalekim zachodzie Europy zapada nawet dwie godziny później niż w Polsce, za to o ósmej rano jest jeszcze szaro.

Our hotel in Brittany

Ogród jest niewielki, ale my dostaliśmy „na własność” jego część, wraz z pokojem na parterze, z wyjściem wprost na wielki krzew margarytek.

Our hotel in Brittany

Jak widać pies już się rozgościł. Zapraszam do środka, pokoik jest naprawdę śliczny:

Our hotel in Brittany

Fajny pomysł, prawda? Madame Martine, nasza hotelarka 🙂 ma mnóstwo pomysłów, każdy pokój w hotelu ma inny charakter. A jakie serwuje śniadania!!! Mogłam zabrać luźniejsze ciuchy… Zobaczcie jeszcze jak wygląda po drugiej stronie:

Our hotel in Brittany

Wyjście do ogrodu, po prawej stara szafa z wielkim lustrem, a na wprost wiecznie-pracujący-człowiek-na-wakacjach, czyli Zbig.

Our hotel in Brittany

Maleńkie okienko w łazience, prawie zupełnie zarośnięte, wychodzące na obcy ogród, tajemniczy oczywiście. Pisałam już, że tu jest ślicznie? A miasteczko jest malutkie i do tego rybackie i nie ma tu wielu turystów. Ale o tym następnym razem.

Dodaj komentarz