Medina, Tunis

Tunis, Medina

Kolejny obowiązkowy punkt zwiedzania – sklep z pamiątkami, do którego przyprowadza nas „zabiegana” przewodniczka. Tu mamy mnóstwo czasu na oglądanie, wybieranie i oczywiście kupowanie. Zaczyna się od pokazu dywanów, których zapach unosi się w powietrzu wraz z wełnianym kurzem. Na szczęście nie tylko my uczestniczymy w spektaklu, więc nieuprzejmie wymykam się z sali i przechodzę do następnego pomieszczenia. Od razu dopadają mnie sprzedawcy, proponując wszystko, cokolwiek mi się zamarzy. Pytam o wełnę, z której robią dywany (pytam tak sobie), prowadzą mnie po schodach, na sam szczyt budynku, skąd roztacza się niesamowity widok na Medinę, na meczety, na dachy innych domów… Czuję, że taki sam widok rozpościerał się z tego dachu od stuleci i chciałabym jeszcze tak postać i poczuć się jak podróżnik w czasie, ale przychodzi jakaś kobieta z kilkoma kawałkami wełny w garści i mówi: „15 euro”. Mam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale uprzejmie dziękuję i zapewniam, że chciałam tylko zobaczyć z czego robią dywany…

Another must-see stop is the souvenir shop, where our „flustered” guide leads us. Here, we have plenty of time to browse, choose, and—of course—buy. It begins with a carpet demonstration; the scent of the rugs hangs in the air, mingled with wool dust. Fortunately, we aren’t the only ones watching the show, so I slip out of the room unnoticed and move to the next area. Salespeople immediately descend on me, offering whatever my heart desires. I ask about the wool used to make the carpets (just making conversation), and they lead me up the stairs to the very top of the building, where an incredible view opens up over the Medina, the mosques, and the rooftops of other houses… I feel as though this same view has stretched out from this roof for centuries; I’d love to linger there and feel like a time traveler, but a woman appears with a few tufts of wool in her hand and says, „15 euros.” I feel like bursting out laughing, but I politely decline, explaining that I only wanted to see what the carpets were made of…

Medina of Tunis 2026

Oglądam biżuterię w poszukiwaniu maleńkich kolczyków (bo kupuję takie drobiazgi na prawie każdej wyprawie). Nic mi się nie podoba, wszystko jest złote i wielkie, więc uprzejmy pan sprzedawca biegnie do sklepu obok i przynosi kilka srebrnych sztyftów, wybieram parę „rączek Fatimy”, pytam o cenę… „80 euro” – mówi Sprzedawca i wtedy już wybucham śmiechem. „A ile mogłabyś zapłacić” – pyta urażony. „Osiem” – odpowiadam, zawyżając cenę co najmniej o trzy euro. Obraził się na dobre.

I’m browsing the jewelry, looking for tiny earrings (since I buy such trinkets on almost every trip). Nothing appeals to me—everything is gold and oversized—so the polite shopkeeper runs to the store next door and brings back a few pairs of silver studs; I pick out a pair of „Hands of Fatima” and ask the price… „80 euros,” the salesman says, and I burst out laughing. „And how much would you pay?” he asks, offended. „Eight,” I reply, overestimating the price by at least three euros. He was offended for good.

Tunis, Medina 2026

Potem długo stoimy przed sklepem, czekając na przewodniczkę i Ahmeda, oślepieni blaskiem złotej biżuterii w każdej sklepowej witrynie. Teraz tempo jest wolniejsze, mamy czas żeby podziwiać typowe dla Mediny wrota, na których są symbole judaizmu i islamu, obejrzeć witryny sklepów z chèchia (z arabskiego: shashiyya).

Afterwards, we stand outside the shop for a long time, waiting for the guide and Ahmed, dazzled by the gleam of gold jewelry in every shop window. The walk is slower now; we have time to admire the doorways typical of the Medina—bearing symbols of both Judaism and Islam—and to look at the shop windows displaying chèchias (from the Arabic shashiyya).

Door, Medina, Tunis

Wychodzimy z Mediny znów na zalany słońcem i gorący plac Kasbah. Ledwo się wlokę przez śmierdzące spalinami ulice i z ulgą wracam do portu, gdzie czekają na nas młodzi ludzie z sokołami (?) i znudzeni celnicy, którzy nie kontrolują naszych polskich paszportów. Wieczorem odpływamy do następnego portu.

We leave the Medina and step back out onto the sun-drenched, sweltering Kasbah Square. I drag myself through streets reeking of exhaust fumes and return with relief to the port, where young people with falcons are waiting for us (?) and bored customs officers – who don’t even check our Polish passports. In the evening, we set sail for the next port.

Tunis, Medina

Jedna myśl na temat “Medina, Tunis

  1. Jaki kontrast między skromnością budynków i ludzi, a przepychem sklepów dla turystów. Targowania się widocznie nie lubią…

    Piękne drzwi na zdjęciu!

    Polubienie

Dodaj komentarz