Hamilton, Bermudy / Bermudas

Wyobrażacie sobie stolicę kraju mającą 850 mieszkańców? Tyle właśnie ma Hamilton. Już tylko ten fakt zachęciłby mnie do zamieszkania tutaj. A widok głównej ulicy, przy której znajduje się przystań dla taksówek wodnych utwierdził mnie w tym.

Can you imagine a capital city with a population of 850? That’s exactly what Hamilton has. That fact alone would make me want to live here. And the sight of Main Street, where the water taxi dock is, confirmed my belief.

Hamilton, Bermuda

Ruszyliśmy tą główną ulicą przed siebie, mając po prawej stronie zatokę, po lewej zadbane budynki. Ulice były prawie puste, nie wszystkie sklepy były otwarte. Przypomniałam sobie, że jest niedziela, więc pewnie większość mieszkańców wyleguje się na plażach, albo w innych bermudzkich miejscach pełnych milionerów.

We set off down the main street, with the bay on our right and well-maintained buildings on our left. The streets were almost empty, and not all the shops were open. I remembered it was Sunday, so most of the locals were probably lounging on the beaches or in other Bermudian spots crowded with millionaires.

Hamilton, Bermuda

Kiedy znudziła nam się główna ulica (mimo że na murach były piękne mozaiki przy niektórych sklepach), skręciliśmy w lewo (w prawo nie mogliśmy, bo woda), ulica wiodła lekko pod górę, minęliśmy kilka knajp (ceny rzeczywiście nie były zbyt niskie, możecie zobaczyć), przysiedliśmy na ławeczce (na zdjęciu: prawie wszystkie ławki w Hamilton są podobne do tej) i spotkaliśmy Polaka, który mieszka w Hamilton. Bardzo się śpieszył, więc poszliśmy dalej.

When we got tired of the main street (even though there were beautiful mosaics on the walls near some of the shops), we turned left (we couldn’t turn right because of the water), the street went slightly uphill, passed a few pubs (the prices weren’t exactly cheap, as you can see), sat down on a bench (pictured: almost all benches in Hamilton are similar to this one), and met a Polish man who lives in Hamilton. He was in a hurry, so we moved on.

Jak większość małych wysp Bermudy, jakkolwiek śmiesznie to brzmi, ma problem z wodą. Pozyskuje się ją z odsalania wody morskiej (jak w Curacao lub Arubie), z wielkich ekranów łapiących mgłę (jak na Kanarach), lub jak w Hamilton – z łapania wody deszczowej. Wszystkie dachy w mieście są przystosowane do gromadzenia wody – są pomalowane na biało i zaopatrzone w odpowiednie jej odprowadzenie.

Like most small islands, Bermuda, as ridiculous as it sounds, has a water problem. It’s obtained by desalination of seawater (as in Curacao or Aruba), large fog screens (as in the Canary Islands), or, as in Hamilton, by collecting rainwater. All roofs in the city are designed to collect water—they’re painted white and have drainage systems.

Miasto zostało nazwane na cześć gubernatora Henry’ego Hamiltona w 1793 roku. Ale miasto zostało miastem dopiero na początku XX wieku, kiedy konsekrowano katedrę Przenajświętszej Trójcy, czy jakoś tak (The Cathedral of the Most Holy Trinity). Do katedry nie dotarliśmy, choć widzieliśmy z daleka jej wieżę, ale dotarliśmy do muzeum (zamkniętego) i parku Wiktorii.

The town was named after Governor Henry Hamilton in 1793. But it didn’t become a city until the early 20th century, when the Cathedral of the Most Holy Trinity was consecrated. We didn’t get to the cathedral, though we saw its tower from a distance, but we did get to the museum (which is closed) and Victoria Park.

Hamilton jest nie tylko stolicą Bermudów, jest także ośrodkiem usług finansowych, siedzibą wielu międzynarodowych firm ubezpieczeniowych, funduszy inwestycyjnych, firmy Bacardi i wielkiej firmy reasekuracyjnej Tokio Millenium. Businesowa część miasta jest bardzo nowoczesna i jakoś nie kojarzy się z wyspiarskim luzem.

Hamilton is not only Bermuda’s capital, but also a financial services center, home to numerous international insurance companies, investment funds, Bacardi, and the major reinsurance company Tokio Millennium. The business district is very modern and doesn’t evoke the relaxed island vibe.

Bocznymi uliczkami, mijając mury starego fortu i inne fajne rzeczy, wróciliśmy nad zatokę, chcąc być w pobliżu przystani, żeby zdążyć na ostatni stateczek do portu Royal Navy.

We walked back down the side streets, past the walls of the old fort and other cool things, to the bay, wanting to be near the marina to catch the last boat to the Royal Navy port.

Nad zatoką było spokojnie i chłodno, zachodzące słońce pięknie oświetlało główną ulicę Hamilton. Ludzie siedzieli na ławkach, gołębie łaziły nam pod nogami, nawet trójkąt bermudzki wydawał się zupełnie niegroźny.

It was calm and cool by the bay, the setting sun beautifully illuminating Hamilton’s main street. People sat on benches, pigeons darted underfoot, and even the Bermuda Triangle seemed completely harmless.

Hamilton, Bermuda Triangle
Hamilton, Bermuda
Hamilton, Bermuda

Wieczorem mieliśmy wyruszyć w dalszą podróż, tym razem dłuuugą. Znowu mieliśmy przepłynąć Atlantyk, tym razem z zachodu na wschód. Do pokonania mieliśmy 1.948 mil morskich (3.608 kilometrów). Dokąd? Do następnej wyspy oczywiście.

That evening, we were to set off on another journey, this time a looong one. We were to cross the Atlantic again, this time from west to east. We had 1,948 nautical miles (3,608 kilometers) to cover. Where to? To the next island, of course.

Droga do Hamilton / Road to Hamilton

Do stolicy Bermudów, Hamilton, postanowiliśmy wyruszyć po południu, jako że zrobiło się gorąco i trochę mnie to zaskoczyło, bo naiwnie myślałam, że te 23 stopnie tak sobie zostaną na cały dzień. Najlepszym i najtańszym środkiem transportu okazał się tramwaj wodny, więc nabywszy drogą kupna bilety (w kiosku obok fortu, gdybyście kiedyś nie mogli znaleźć) popłynęliśmy. Droga (wodna) wiodła wśród dziesiątek niewielkich i całkiem malutkich wysepek porośniętych głównie trzcinami.

We decided to head to the capital of Bermuda, Hamilton, in the afternoon, as it had become hot, which surprised me a bit, as I naively thought those 23 degrees Celsius (73 degrees Fahrenheit) would stay that way all day. The best and cheapest means of transportation turned out to be the water bus, so after purchasing tickets (at the kiosk near the fort, in case you ever couldn’t find them), we set off. The water route led among dozens of small and quite tiny islands, mostly covered with reeds.

Way to Hamilton, Bermuda

Potem droga wiodła wśród łodzi i jachtów tamtejszych mieszkańców. Większe wysepki i sama wyspa porośnięta jest wielkimi i trochę mniejszymi domami, które mają własne przystanie dla owych łodzi i jachtów, często z malutkimi domkami tuż na brzegu.

The road then led past the locals’ boats and yachts. The larger islands and the island itself are dotted with large and slightly smaller houses, each with its own marina for these boats and yachts, often with tiny houses right on the shore.

Way to Hamilton, Bermuda
Way to Hamilton, Bermuda

Po kilkunastu minutach zobaczyliśmy miasto Hamilton. Przez wiele lat stolica Bermudów uważana była za najdroższe miasto na świecie (teraz zostało zdetronizowane przez Zurych, Genewę i resztę szwajcarskich miast). Za bardzo nie wiem dlaczego było uznane za najdroższe, ale o tym następnym razem.

After a few minutes, we saw the city of Hamilton. For many years, the capital of Bermuda was considered the most expensive city in the world (now dethroned by Zurich, Geneva, and other Swiss cities). I’m not entirely sure why it was considered the most expensive, but more on that next time.

Hamilton, Bermuda
Hamilton, Bermuda

Bermudy / Bermudas – Main Island

Bermuda

70 większych wysp i około 170 małych. Archipelag odkryty przypadkowo przez załogę angielskiego statku „Sea Venture” w 1609, choć Hiszpanie twierdzą, że byli na wyspach sto lat wcześniej. Tak czy inaczej wyspy zostały brytyjską kolonią i co warto zauważyć – są jednym z niewielu krajów, które nie mają oficjalnej religii. Żyje tam około 70 tysięcy ludzi, w tym wielu słynnych (np. Zeta-Jones i Michael Douglas). Kiedyś miał tam dom Charlie Chaplin i wielu miliarderów, ale to zupełnie nieistotne. Istotne było to, że przypłynęliśmy do portu wcześnie rano i… nie było gorąco!

70 larger islands and about 170 smaller ones. The archipelago was discovered accidentally by the crew of the English ship „Sea Venture” in 1609, although the Spanish claim to have been there a century earlier. In any case, the islands became a British colony, and it’s worth noting that they are one of the few countries without an official religion. Around 70,000 people live there, including many famous people (e.g., Zeta-Jones and Michael Douglas). Charlie Chaplin and many billionaires once had a home there, but that’s completely irrelevant. The important thing was that we arrived at port early in the morning, and… it wasn’t hot!

This is what the harbor entrance looks like from deck eleven. These structures are an old fort, which no longer seems to serve any military purpose beyond storing supplies. Up close, the buildings appear to be in ruins, but from a distance, they look charming.

Tak wygląda wejście do portu z jedenastego pokładu. Te budowle to stary fort, który raczej nie spełnia już żadnych wojskowych funkcji, poza magazynowaniem czegoś. Z bliska okazuje się, że budynki są w ruinie, ale z daleka wyglądają uroczo.

Royal Naval Dockyard, Bermuda
Bermuda Dockyard
Dockyard Bermuda

Zeszliśmy na ląd około dziesiątej, ja z nową energią, jaką dała mi temperatura 24 stopni (czy wspominałam już, że było chłodniej?). Bardzo miłe celniczki przy wyjściu z terminala, okutane w szaliki i kurtki, w ciepłych czapkach naciągniętych prawie na oczy poinformowały mnie, że jest dziś strasznie zimno. Pożartowałyśmy na temat pogody, życzyłyśmy sobie miłego dnia i nawet nie obejrzały mojego paszportu.

We disembarked around 10:00, feeling re-energized by the 24-degree Celsius temperature (did I mention it was cooler?). At the terminal exit, the very kind customs officers, bundled up in scarves and jackets, with warm hats pulled down almost over their eyes, informed me that it was terribly cold today. We joked about the weather, wished each other a good day, and didn’t even look at my passport.

Po dłuuuugim, betonowym pomoście dotarliśmy na stały ląd. Wyspa przypomina kształtem haczyk i ma 22 kilometry długości i tylko 1,5 szerokości, więc nawet ja mogę ją przejść w dwie godziny. Ale żeby dotrzeć do stolicy wyspy, potrzebowaliśmy szybkiego środka transportu. A port był główną bazą Royal Navy na zachodnim Atlantyku i zostało w nim wiele ciekawych miejsc do zobaczenia.

We reached the mainland via a loooong concrete jetty. The island, shaped like a hook, is 22 kilometers long and only 1.5 kilometers wide, so even I could cross it in two hours. But to reach the island’s capital, we needed fast transport. The port was the Royal Navy’s main base in the western Atlantic, and there were many interesting sites to see.

Z poziomu ziemi fort wygląda tak: / From ground level the fort looks like this:

W wielkim budynku, najlepiej widocznym od strony wody mieści się centrum handlowe i turystyczne zwane Clock Tower, są tam sklepy z pamiątkami, restauracje i kawiarnie, w których jest niesamowicie drogo. Naprawdę drogo. Poza tym jest muzeum marynarki (wtedy zamknięte), browar i kilka firm remontowych.

The large building, best visible from the water, houses a shopping and tourist center called the Clock Tower. It’s home to souvenir shops, restaurants, and cafes, some of which are incredibly expensive. Seriously expensive. Besides that, there’s a naval museum (then closed), a brewery, and several renovation companies.

Royal Dockyard, Bermuda

A, i nie wiem, czy wspominałam, ale było chłodniej niż na Karaibach. Nareszcie. / Oh, and I don’t know if I mentioned it, but it was colder than the Caribbean. Finally.

Something ends, something begins. / Coś się kończy, coś zaczyna

I can’t believe a whole year has passed since I returned from the Great Expedition. I’ve been here and there in the meantime, but nothing compares to the adventure of a lifetime. I need to finish the story, because I’m setting off for another Magical Land soon, and I can’t stand unfinished tales.

Nie mogę uwierzyć, że minął już rok od powrotu z Wielkiej Wyprawy. W międzyczasie było się tu i ówdzie, ale nic nie może się równać z przygodą życia. Muszę dokończyć opowieść, bo niedługo wyruszam do innej Czarodziejskiej Krainy i nie znoszę niedokończonych historii.

It was Monday, June 25, 2012; the sun rose in all its glory at 5:17 a.m., and we were up seventeen minutes earlier. We were required to vacate our cabin by 6:00 a.m., so we had to hurry to fit in one last delicious breakfast on board the Celebrity Constellation.

Był poniedziałek, 25 czerwca 2012 roku, słońce w pełnej krasie wstało o 5:17, a my siedemnaście minut przed nim. Kazano nam opuścić kabinę do 6 rano, więc musieliśmy się sprężać, żeby zdążyć zjeść ostatnie pyszne śniadanko na pokładzie Celebrity Constellation.

By 6:30, we already had our suitcases (it was amazing how efficiently they organized the baggage claim) and were waiting anxiously for the guy who had been keeping our car in some hideout somewhere. We didn’t have to wait long—after 30 minutes, we had the keys to a car covered in a thick layer of dust and numerous traces of avian droppings. Then I could begin the operation of opening the trunk, which held contents capable of triggering an epidemic of some unknown disease across a vast area (see: the first post). I lifted the hatch slightly and waited. Nothing happened—birds flying overhead didn’t drop dead in mid-air, and I didn’t faint—so I located the bag that posed the biohazard and tossed it into the trash (the contents were unrecognizable, but the object was black and soft).

O 6:30 mieliśmy już nasze walizki (niesamowite jak sprawnie zorganizowali odbiór bagażu) i z drżeniem serca czekaliśmy na gościa, który gdzieś w jakiejś dziupli przechowywał nasz samochód. Nie czekaliśmy długo – po 30 minutach mieliśmy już kluczyki do pokrytego grubą warstwą kurzu i wieloma śladami ptasiej przemiany materii auta. Mogłam wtedy zacząć operację otwierania bagażnika z zawartością, która mogłaby wywołać epidemię nieznanej choroby na dużym obszarze (patrz: pierwszy wpis). Uchyliłam klapę i czekałam. Nic się nie stało, przelatujące ptaki nie padły w locie, a ja nie zemdlałam, więc odnalazłam torebkę, która była zagrożeniem epidemiologicznym i wyrzuciłam ją do kosza. (zawartości nie dało się rozpoznać, ale była czarna i mięciutka).

Sky above Amsterdam

By 7:30, we were already speeding home along the A1 motorway. The distance to cover: 1,142 km. / O 7:30 już mknęliśmy autostradą A1 do domu. Dystans do pokonania: 1142 km.

In addition, we covered:

Amsterdam to Leknes in the Lofoten Islands – 1,017 nautical miles

Leknes to Longyearbyen (Spitsbergen) – 706 nautical miles

Longyearbyen to Honningsvag (Nord Cape) – 534 nautical miles

Honningsvåg to Molde – 683 nautical miles

Molde to Bergen – 133 nautical miles

Bergen to Amsterdam – 525 nautical miles

Total – 3,598 nautical miles; 1 nautical mile = 1.85 km

And that’s it.

Oprócz tego przebyliśmy:

Amsterdam do Leknes na Lofotach  – 1017 mil morskich

Leknes do Longyearbyen (Spitsbergen) –   706 mil morskich

Longyearbyen do Honningsvag (Nord Cape) –   534 mil morskich

Honningsvag do Molde –   683 mil morskich

Modle do Bergen –   133 mil morskich

Bergen do Amsterdamu –   525 mil morskich

Razem – 3598 mil morskich 1 mila morska = 1,85 km

I tyle. 

The end is near—meaning Denmark is already in sight. / Koniec jest bliski, czyli już widać Danię

Late afternoon / Późne popołudnie.

We wander aimlessly through the corridors of the seventh deck, trying to figure out what constitutes the luxury that costs a thousand bucks more than our cabin. The hallway looks just the same… The only thing I envy them is being able to open the windows – that’s probably the one thing that bothers me here. We wonder why we never once took a dip in any of the pools… Well, it’s too late now, but there’s only one reason: we just didn’t feel like it. Maybe next time – when we sail to the Caribbean, or at least to Madeira. But we’ll have a little animal as a souvenir – one of the several species that live around the pool area:

Włóczymy się bez celu po korytarzach siódmego pokładu, próbując odgadnąć na czym polega ten luksus, wart tysiąc dolców więcej niż nasza kajuta. Korytarz taki sam… Zazdroszczę im tylko, że mogą otworzyć okna, to chyba jedyna rzecz, jaka mi tu przeszkadza. Zastanawiamy się, dlaczego ani razu nie kąpaliśmy się w żadnym z basenów… Nie, teraz już przepadło, ale powód jest jeden – nie chciało nam się. Może następnym razem, kiedy popłyniemy na Karaiby, albo chociaż na Maderę. Ale będziemy mieć na pamiątkę zwierzaczka, jednego z kilku gatunków, które żyją w okolicy basenu:

Celebrity Constellation – Animal near the pool

The food. On the Celebrity Constellation, it’s one of the most amazing experiences—and one of the things I’m going to miss like crazy. I don’t know how much weight I’ve gained, but it was totally worth it. If I ever had the money for a round-the-world cruise (spending one to three months on a ship!), the ship’s draft would probably increase by at least a few centimeters. Zbig is delighted with the food too, of course, but for one thing, he gets used to luxury quickly, and for another, anything beats my cooking anyway.

Jedzenie. To na „Celebrity Constellation” jedno z najwspanialszych doświadczeń i jedna z rzeczy, których będzie mi brakować jak nie wiem co. Nie wiem ile przytyłam, ale i tak warto było. Gdybym kiedyś miała kasę na rejs dookoła świata (od miesiąca do trzech miesięcy na statku!), to pewnie zanurzenie wzrosłoby o co najmniej kilka centymetrów. Zbig wprawdzie też jest zachwycony jedzeniem, ale po pierwsze on szybko się przyzwyczaja do luksusu, a po drugie i tak wszytko jest lepsze od tego co ja ugotuję.

That’s it—10 p.m. We’re off to sleep; we’ve been told to clear out by 6:30 tomorrow. People on the upper decks probably don’t have to be up at the crack of dawn, but oh well. We have to get up at five and eat a huge breakfast. No, I don’t think I want to go home. Tomorrow we have to return to reality, starting with a big unknown in Amsterdam: will we get our car back or not? And if we do, what kind of life form will be waiting for us in the trunk, where we left (okay, fine—where I left) sandwiches, cottage cheese, and yogurt?

Koniec – 22-ga. Idziemy spać, jutro kazali nam się wynieść o 6:30. Wyższe pokłady nie muszą zapewne się zrywać skoro świt, ale co tam. Trzeba wstać o piątej i zjeść ogromne śniadanie. Nie, chyba nie chcę do domu. Jutro musimy wrócić do rzeczywistości, a zacznie się od wielkiej niewiadomej w Amsterdamie – odzyskamy samochód, czy nie? A jeśli tak, to jaka forma życia czeka na nas w bagażniku, gdzie zostawiliśmy (no dobra, ja zostawiłam) kanapki, biały serek wiejski i jogurt? 

Sleep. I love cruises. / Spać. Kocham rejsy.

You,ve lived the life, or the last day / czyli ostatni dzień

24 June / czerwca

Sunrise 4:30 a.m., Sunset 10:16 p.m. / wschód słońca 4:30, zachód 22:16

Temperatura: 12°. 

Position: North Sea / Pozycja: Morze Północne

Misty morning / Mglisty poranek

„You’ve lived the life” – that’s the slogan that appeared in today’s onboard newsletter. Maybe so. Besides, there’s a bit of a roll. That’s how the North Sea welcomes weary travelers. We’re likely catching some beam seas that the stabilizers can’t handle, because it’s far from steady. Many people are complaining that they couldn’t sleep last night because they felt „unsettled.” I feel unsettled too—because it’s the last day, everything has gone by so fast, and I’m left wanting more; I could easily keep sailing for another month. Life here is so simple and uncomplicated. For now, though, I’m off to say goodbye to my buddy:

„You’ve lived the life” – takie hasło ukazało się w dzisiejszej gazetce pokładowej. Może i tak. A poza tym kiwa. Tak Morze Północne wita strudzonych podróżników. Pewnie łapiemy jakieś boczne fale, na które nie działają stateczniki, bo nie jest stabilnie. Wielu ludzi narzeka, że nie mogli spać w nocy, bo czuli się „niepewnie”. Ja też czuję się niepewnie, bo to ostatni dzień i wszystko minęło tak szybko i czuję niedosyt i popływałabym sobie jeszcze z miesiąc. Życie tu jest takie proste i nieskomplikowane. Póki co, idę pożegnać się z moim kumplem:

Celebrity Constellation – my dude

At eleven, we’re off to our final dance class—Latin line dance. I know Z. doesn’t want to go; his mind is already consumed by the grim reality he has to face tomorrow. And then there’s the car, left in the hands of a stranger at the port of Amsterdam… Will we ever see it again? Will we have a way to get home? Not to mention the sandwiches left in the trunk… Has some sort of epidemic broken out in the city?

O 11-stej idziemy na ostatnią lekcję tańca – Latin line dance. Wiem, że Z. nie chce, bo jego myśli już zajęła ponura rzeczywistość, z którą przyjdzie mu się zmierzyć już jutro. No i samochód, pozostawiony w rękach obcego człowieka w porcie Amsterdam… Czy jeszcze go zobaczymy? Czy będziemy mieli czym wrócić do domu? No i kanapki zostawione w bagażniku… Czy w mieście nie zapanowała jakaś epidemia?

Noon / Południe

We use the last half-day to explore the ship one last time, return a book to the library, and visit places we hadn’t been to yet—such as the cinema, where two movies were shown daily. The cinema is cozy; portions of popcorn in cardboard boxes await on a table by the entrance. I decided to sit for a while in this quiet, dimly lit space:

Wykorzystujemy ostatnie pół dnia, żeby ostatni raz zwiedzić statek, oddać książkę do biblioteki, iść tam, gdzie jeszcze nie byliśmy, np. do kina, w którym codziennie można było zobaczyć dwa filmy. Kino jest przytulne, na stole przy wejściu czekają porcje popcornu w tekturowych pudełeczkach. Postanowiłam trochę posiedzieć w tym spokojnym, mrocznym miejscu:

Celebrity Constellation – cinema

Z. unexpectedly decided to visit the retail deck. Some time ago, he’d spotted a warm hoodie—one that wasn’t made in China—and decided it was exactly the one he wanted. In my stingy heart, I had hoped there would be sales on the last day—wild price cuts with an „everything must go” theme—but nothing of the sort happened. The hoodie cost 45 bucks, and it still does. But Z. is happy anyway, and that’s priceless.

Z. nieoczekiwanie postanowił odwiedzić pokład handlowy. Jakiś czas temu wypatrzył ciepłą bluzę z kapturem, która nie-została-wyprodukowana-w-Chinach i uznał, że taką właśnie chce mieć. Ja w moim skąpym sercu miałam nadzieję, że w ostatni dzień będą jakieś wyprzedaże, szalone obniżki cen pod hasłem „all must go”, ale nic takiego nie nastąpiło. Bluza jak kosztowała 45 dolców, tak kosztuje. Ale Z. i tak jest zadowolony, a to jest bezcenne.

All transactions on the ship are cashless; you pay for everything using your boarding pass. At the end of the cruise, the total is calculated and charged to the credit cards whose details were provided upon embarkation. It’s great that you can check all transactions and your running balance on the TV screen at any time. For a penny-pincher like me, that’s a real relief.

Wszelkie transakcje na statku odbywają się bezgotówkowo. Za wszystko płaci się kartą pokładową. Na koniec rejsu wszystko jest podliczane i ściągane z kart kredytowych, których numery trzeba było podać przy zaokrętowaniu. Fajne jest to, że wszystkie transakcje i ich bilans można w każdej chwili sprawdzić na ekranie telewizora. Dla mnie, skąpiradła, to prawdziwa ulga.

Afternoon / Po południu

The dreaded moment of packing is fast approaching. I really don’t feel like doing it, but all luggage—except for carry-ons—has to be out in the hallway by 11 PM. Others likely have a longer to-do list: cashing in casino chips before the place closes, using up their remaining internet minutes before they expire at 7 AM tomorrow, or getting a massage to help reduce swelling during the long flight home. It’s a relief that we don’t have to do any of that. For now, we’re off to take a photo with the guy from Deck 3, right next to the Chinese plenary office.

Zbliża się straszny moment, kiedy trzeba się będzie pakować. Strasznie mi się nie chce, ale do 23-ciej wszystkie bagaże, oprócz podręcznych mają się znaleźć na korytarzu. Inni mają zapewne więcej obowiązków, bo trzeba: wymienić żetony z kasyna, zanim zostanie ono zamknięte, wykorzystać ostatnie minuty w internecie, bo przepadną jutro o 7 rano, zrobić sobie masaż, bo to redukuje opuchliznę w czasie długiego lotu do domu. Jak to dobrze, że nie musimy robić tego wszystkiego. Póki co, idziemy sobie zrobić zdjęcie z gościem z 3 pokładu, obok chińskiego biura plenarnego.

I don’t know who that is, but he’s always standing on the third deck. / Nie wiem, kto to jest, ale zawsze stoi na trzecim pokładzie.

Fjords—or rather, more fjords / Fiordy, czyli więcej fiordów

Late afternoon; not very warm, but it’s not raining. / Późne popołudnie, niezbyt ciepło, ale nie pada.

Z. was struck down by a bad cold right after dinner—which was a „formal” affair tonight. He didn’t even grace the ship’s theater with his presence, nor did he head to the mess for his evening cup of chocolate or admire the magnificent views from the eleventh deck. I left him to his fate—surrounded by thousands of tissues—and made my way up the stairs to that very deck.

Z. padł rażony katarem zaraz po kolacji, która dziś była „formal”. Nawet nie zaszczycił swoją obecnością ulubionego teatru, nie udał się do mesy na wieczorny kubek czekolady, nie podziwiał wspaniałych widoków, rozciągających się z jedenastego pokładu. Zostawiłam go na pastwę losu z tysiącami chusteczek i udałam się schodami na rzeczony pokład.

Above all, I had wonderful company: / Przede wszystkim miałam wspaniałe towarzystwo:

Towarzysz podróży

Secondly, I admired the „roadside” villages, where people live not only peacefully but also prosperously, and even rocky gardens don’t deprive them of happiness. And they have some pretty good views, too: / Po drugie podziwiałam „przydrożne” wsie, gdzie ludzie żyją nie tylko spokojnie, ale i dostatnio i nawet skaliste ogródki nie pozbawiają ich szczęśliwości. I jeszcze mają niezłe widoki:

Przydrożne wsie

The people of Norway had come out in front of their houses. I would have loved to ask if they happened to have a small, secluded cottage where I could stay for a while: / Ludność Norwegii wyległa przed domy. Chętnie spytałabym, czy nie mają jakiegoś małego domku na odludziu, gdzie mogłabym pomieszkać:

Ludność Norwegii

A solitary, small kayak amidst the vast expanse of waters: / Samotny, mały kajak wśród bezmiaru wód:

Samotny, biały kayak

around 11:00 PM, in the cabin / ok. 23.00, w kajucie

A notice about disembarkation in Amsterdam was slipped under the door, along with luggage tags for the bags we need to put out in the hallway by 10 p.m. tomorrow… Is that it? Really?

Pod drzwi wsunięto info o wyokrętowaniu w Amsterdamie, wraz z tagami do bagażu, który musimy wystawić przed drzwi jutro do 22-giej… To już? Naprawdę? 

No matter—there are still 525 nautical miles to Amsterdam. / Nic to, do Amsterdamu jeszcze 525 mil morskich. 

One bridge away—or, goodbye Bergen / O jeden most, czyli żegnaj Bergen

It started pouring in earnest, and Z. began to sneeze—which meant a runny nose was on the way. And when a guy gets a runny nose, heaven help us all. I’ll survive it somehow, but it won’t be easy. So, we’re fleeing the rain and the sniffles for our favorite ship—heading to our favorite spot, with its mountains of food and hot chocolate. We set sail right on time at 5:00 PM; the rain is still coming down and it’s 10 degrees out, but I’m staying out on deck anyway to bid farewell to Norway’s second-largest city.

Rozpadało się na dobre, Z. zaczął kichać, znaczy będzie miał katar. A jak facet ma katar, to klękajcie narody. Jakoś to przeżyję, ale łatwo nie będzie. Uciekamy więc przed deszczem i przed katarem  na nasz ulubiony statek, do naszego ulubionego miejsca z górami jedzenia i gorącą czekoladą. Odpływamy punktualnie o 17-stej, deszcz dalej pada, temperatura 10 stopni, ale i tak tkwię na pokładzie, żeby pożegnać drugie co do wielkości miasto w Norwegii.

By, by Bergen
Żegnaj, Bergen

As we journey through the countless fjords, we will pass under the Askøy Bridge. Our ship is quite large, so we will barely fit beneath it—we might even graze it slightly with our funnel… No, Captain Peppas has promised that everything will be fine, especially since we have taken a pilot on board to guide us through the treacherous waters of Byfjorden and Hjeltefjorden. We have 32 nautical miles to cover before reaching the open sea.

W wędrówce przez niezliczone fiordy będziemy przepływać pod mostem Askøy. Nasz statek jest dość duży, więc ledwo się pod tym mostem zmieścimy. Może nawet zawadzimy lekko kominem… Nie, kapitan Peppas obiecał, że wszystko będzie dobrze, tym bardziej, że przyjęliśmy na pokład pilota, który ma nas przeprowadzić przez zdradzieckie skały Byfjorden i Hjeltefjorden. Mamy do przepłynięcia 32 mile morskie, zanim znajdziemy się na pełnym morzu.

There it is! It appeared like a thin line on the horizon: / Jest! Pojawił się jak cienka kreska na horyzoncie:

Askoy Bridge

We’re getting closer; we’ll soon know if we’ll fit—or if we’ll damage the chimney or the bridge… / Zbliżamy się, zaraz będzie wiadomo, czy się zmieścimy, czy nie uszkodzimy komina, albo mostu…

Askoy coraz bliżej

We made it! But it was a really close call. And the bridge looks nice from underneath, too: / Udało się! Ale naprawdę mało brakowało. A most od spodu też jest ładny:

Askoy bridge from below

We’ll be navigating through thousands of islands now. But right now, I have to go to a formal dinner. I love these galas, but today I’d rather be taking in the scenery. / Będziemy teraz lawirować wśród tysięcy wysp. Ale teraz muszę iść na kolację typu „formal”. Uwielbiam te gale, ale dziś wolałabym oglądać widoki.

Rosenkrantz and others—or what to see in Bergen (continued) / Rozenkrantz i inni, czyli co zwiedzić w Bergen c.d.

The Fløibanen Funicular – a rail line up Mount Fløien – is located about 150 meters from the fish market and the Bryggen waterfront. The cars look like ordinary buses (perhaps they actually are?) and climb to an altitude of around 320 meters above sea level. The journey takes about 5–6 minutes, but the view from the top is magnificent. Round-trip ticket prices are 80 NOK for adults and 40 NOK for children; a ticket for two adults and two children costs 200 NOK. The cars depart every 15 minutes.

Fløibanen Funicular, czyli kolejka szynowa na górę Floien, jakieś 150 metrów od targu rybnego i nabrzeża Bryggen. Wagony wygladają jak normalne autobusy ( może to są normalne autobusy?), które wspinają się około 320 metrów nad poziom morza. Trwa to około 5-6 minut, ale widok ze szczytu jest wspaniały. Cena biletu w obie strony: 80,- NOK dla dorosłych, 40,- NOK dla dzieci. Dla 2 dorosłych z 2 dzieci: 200,- NOK. Wagony odjeżdżają co 15 minut.

Museums in Bergen / W Bergen jest kilka muzeów:

Permanenten, located on Nordahl Bruns Gate, is the Museum of Decorative Arts (of Western Norway). There, one can view exhibitions featuring items such as carpets, textiles, silverware, furniture, porcelain, traditional costumes, and toys.

Permanetan na ulicy Nordahl Bruns Gate to Muzeum Sztuk Dekoracyjnych (Zachodniej Norwegii). Możan zobaczyć tam ekspozycję m.in. dywanów, tkanin, wyrobów ze srebra, mebli, porcelany, tradycyjnych strojów i zabawek.

City Art Museum – primarily paintings, including several works by Edvard Munch. / Miejskie Muzeum Sztuki – głównie malarstwo, w tym kilka prac Edwarda Muncha.

Sjøfartsmuseet – The Maritime Museum and the Historical Museum are located in the southern part of the city, on the university campus. They house artifacts from the Bronze Age and the Viking Age. It speaks for itself. / Muzeum Morskie i Muzeum Historyczne na południu miasta, na terenie Uniwersytetu. Posiada zabytki z ery brązu i  ery Wikingów. Nic dodać nic ująć.

Never mind museums. In the photo below: art can be found everywhere, even at a sewer entrance: / Co tam muzea. Na zdjęciu poniżej: sztukę można znaleźć wszędzie, nawet na wejściu do kanału:

Troldhaugen  – (Troll Hill) is located about 10 kilometers from Bergen. It is the home of composer Edvard Grieg and his wife Nina—a very cozy house in a beautiful setting. They lived there from 1885 until his death in 1907. Grieg achieved fame during his lifetime, so the house-museum displays his awards and trophies, as well as a Steinway piano. Hmm.Wzgórze Trola, około 10 kilometrów od Bergen.  To dom kompozytora Edwarda Griega i jego żony Niny, bardzo przytulny i ładnie położony. Mieszkali w nim od 1885 do jego śmierci w 1907. Griegowi udało się zostać sławnym jeszcze za życia, więc dom-muzeum zawiera jego nagrody i trofea, a także fortepian Steinway. Hm.

Time to head back to the city center. Below: Z. is really getting into the locals’ laid-back rhythm of life. Little does he know he’s about to catch a runny nose:Pora wracać do centrum. / Poniżej: Z. świetnie się wczuwa w luzacki rytm życia mieszkańców. Jeszcze nie wie, że za chwilę dostanie kataru:

Main street in Bergen

Once you’ve visited all the museums and cultural attractions, and taken in the sights of the surrounding fjords and wildlife, it’s time for… shopping! The best place for this is Torgalmenningen, a large pedestrian-only street. It’s easy to find from the fish market—if you stand facing the bay, it’s right there on your left. You can find everything Norway has to offer there, including local handicrafts. We recommend the trolls; they always make a lovely gift. 😉

Kiedy już odwiedzimy te wszystkie muzea, atrakcje kulturalne, napatrzymy się na okoliczne fiordy i inne zwierzęta, nadchodzi czas na … zakupy!!! Najlepszym miejscem do tego celu jest Torgalmeiningen, wielka ulica zamknięta dla samochodów. Łatwo na nią trafić z targu rybnego – stojąc przodem do zatoki mamy ją dokładnie z lewej strony. Jest tam wszystko co w Norwegii można kupić, łącznie z lokalnymi wyrobami rękodzieła. Polecamy trolle, są zawsze miłym prezentem 😉

To be honest, we wouldn’t have come to Torgalmeiningen if the sound of wind instruments hadn’t drawn us in. It turned out the instruments were being played by a lovely orchestra made up entirely of blondes (where do they find all those blondes?) dressed in little red jackets. The cheerful sounds of marches, played one after another, lifted our spirits. The photo below shows the past and future of this wonderful country:

Szczerze mówiąc nie przyszlibyśmy na Torgalmeiningen, gdyby nie zwabiła nas muzyka instrumentów dętych. Okazało się, że na owych instrumentach gra śliczna orkiestra złożona z samych blondynek (skąd oni biorą te wszystkie blondynki?) ubranych w czerwone kubraczki. Wesołe dźwięki marszy, granych jeden po drugim sprawiły, że serca nam urosły. Na zdjęciu poniżej widać przeszłość i przyszłość tego wspaniałego kraju:

Above: Norway’s past and future – rugged warriors and a lovely orchestra on Torgalmeningen Street in Bergen. / Powyżej: przeszłość i przyszłość Norwegii – surowi woje i śliczna orkiestra na ulicy Torgalmeningen w Bergen

Rosenkrantz and others—or what to see in Bergen (continued) / Rozenkrantz i inni, czyli co zwiedzić w Bergen c.d.

Bryggen and medieval houses / Bryggen i średniowieczne domy;

Bryggen
Bryggen in Bergen

Bryggen has a truly special atmosphere. It turned out that behind the colorful facades of the houses lay a continuation of the medieval world…

Bryggen naprawdę ma klimat. Okazało się, że za kolorowymi fasadami kolorowych domów kryje się dalszy ciąg średniowiecznego świata…

We had no idea—really. I spotted a narrow passageway at the last moment, having been busy looking at uninteresting shop windows. And suddenly… the entrance to Diagon Alley!

Nie mieliśmy o tym pojęcia, naprawdę. Zauważyłam wąskie przejście w ostatniej chwili, zajęta oglądaniem nieciekawych wystaw. I nagle… wejście na ulicę Pokątną!

Bryggen and it’s medieval word

A narrow street lined with tiny shops selling mostly handicrafts—ceramics, doilies, small tablecloths, figurines, and animal remains—and, of course, teeming with throngs of tourists who seem out of place there. A few stone wells, surrounded by tile-roofed cottages. The houses are all made of wood that smells like… old wood, yet this only adds to the place’s charm. It’s like walking past a pastry shop—you simply can’t resist.

Wąska uliczka z malutkimi sklepikami, sprzedającymi głównie rękodzieło: ceramika, serwetki, obrusiki, figurki, pozostałości z trupów zwierząt i oczywiście tłumy turystów, którzy tam nie pasują. Kilka kamiennych studni, otoczonych przez domki kryte dachówką. Wszystkie domki są z drewna, które pachnie jak… stare drewno, ale podnosi to atrakcyjność tego miejsca. To tak jak dla niektórych przechodzenie obok ciastkarni… nie oprzesz się. 

The colorful Bryggen buildings seen from the waterfront. / Kolorowe kamienice Bryggen widziane z nabrzeża.

Nearby, at the very end of Vågen on its northeastern side, lies Torget – also known as Fisketorvet, or the Fish Market. In addition to fish, fruit and flowers are sold there. It is well worth soaking up the atmosphere.

Niedaleko, na samym końcu Vågen, po jego północno-wschodniej stronie umiejscowił się Torget, znany również jako Fisketorvet, czyli Plac Rybny. Oprócz ryb sprzedają tam też owoce i kwiaty. Warto  p o c z u ć  ten klimat.

To be continued / c.d.n.