I can’t believe a whole year has passed since I returned from the Great Expedition. I’ve been here and there in the meantime, but nothing compares to the adventure of a lifetime. I need to finish the story, because I’m setting off for another Magical Land soon, and I can’t stand unfinished tales.
Nie mogę uwierzyć, że minął już rok od powrotu z Wielkiej Wyprawy. W międzyczasie było się tu i ówdzie, ale nic nie może się równać z przygodą życia. Muszę dokończyć opowieść, bo niedługo wyruszam do innej Czarodziejskiej Krainy i nie znoszę niedokończonych historii.
It was Monday, June 25, 2012; the sun rose in all its glory at 5:17 a.m., and we were up seventeen minutes earlier. We were required to vacate our cabin by 6:00 a.m., so we had to hurry to fit in one last delicious breakfast on board the Celebrity Constellation.
Był poniedziałek, 25 czerwca 2012 roku, słońce w pełnej krasie wstało o 5:17, a my siedemnaście minut przed nim. Kazano nam opuścić kabinę do 6 rano, więc musieliśmy się sprężać, żeby zdążyć zjeść ostatnie pyszne śniadanko na pokładzie Celebrity Constellation.
By 6:30, we already had our suitcases (it was amazing how efficiently they organized the baggage claim) and were waiting anxiously for the guy who had been keeping our car in some hideout somewhere. We didn’t have to wait long—after 30 minutes, we had the keys to a car covered in a thick layer of dust and numerous traces of avian droppings. Then I could begin the operation of opening the trunk, which held contents capable of triggering an epidemic of some unknown disease across a vast area (see: the first post). I lifted the hatch slightly and waited. Nothing happened—birds flying overhead didn’t drop dead in mid-air, and I didn’t faint—so I located the bag that posed the biohazard and tossed it into the trash (the contents were unrecognizable, but the object was black and soft).
O 6:30 mieliśmy już nasze walizki (niesamowite jak sprawnie zorganizowali odbiór bagażu) i z drżeniem serca czekaliśmy na gościa, który gdzieś w jakiejś dziupli przechowywał nasz samochód. Nie czekaliśmy długo – po 30 minutach mieliśmy już kluczyki do pokrytego grubą warstwą kurzu i wieloma śladami ptasiej przemiany materii auta. Mogłam wtedy zacząć operację otwierania bagażnika z zawartością, która mogłaby wywołać epidemię nieznanej choroby na dużym obszarze (patrz: pierwszy wpis). Uchyliłam klapę i czekałam. Nic się nie stało, przelatujące ptaki nie padły w locie, a ja nie zemdlałam, więc odnalazłam torebkę, która była zagrożeniem epidemiologicznym i wyrzuciłam ją do kosza. (zawartości nie dało się rozpoznać, ale była czarna i mięciutka).

By 7:30, we were already speeding home along the A1 motorway. The distance to cover: 1,142 km. / O 7:30 już mknęliśmy autostradą A1 do domu. Dystans do pokonania: 1142 km.
In addition, we covered:
Amsterdam to Leknes in the Lofoten Islands – 1,017 nautical miles
Leknes to Longyearbyen (Spitsbergen) – 706 nautical miles
Longyearbyen to Honningsvag (Nord Cape) – 534 nautical miles
Honningsvåg to Molde – 683 nautical miles
Molde to Bergen – 133 nautical miles
Bergen to Amsterdam – 525 nautical miles
Total – 3,598 nautical miles; 1 nautical mile = 1.85 km
And that’s it.
Oprócz tego przebyliśmy:
Amsterdam do Leknes na Lofotach – 1017 mil morskich
Leknes do Longyearbyen (Spitsbergen) – 706 mil morskich
Longyearbyen do Honningsvag (Nord Cape) – 534 mil morskich
Honningsvag do Molde – 683 mil morskich
Modle do Bergen – 133 mil morskich
Bergen do Amsterdamu – 525 mil morskich
Razem – 3598 mil morskich 1 mila morska = 1,85 km
I tyle.

O! Jak fajnie! Moje kolanka strajkują, więc z podróżami nawet bliskimi będzie marnie, to sobie wirtualnie Twoimi śladami oichbiegam! :-))))
PolubieniePolubienie
Fusilko, Dzięki że jesteś, A co z kolankami się stało? Może masz to, co ja? (brak smarowania?)
PolubieniePolubienie
O! Kochana! Jak bym Ci pokazała usg moich kolanek, to miałabys do czytania, czego tam nie ma! Tak po prawdzie to oba się nadają do wymiany, ale nie stać mnie na prywatę, wiec jak przystało na pacjenta nfz to czeka mnie kolejka. Za dwa tygodnie jade na kwalifikacje do ewentualnej artroskopii, potem się ok. roku czeka. Potem się czeka czy pomogło, a potem znowu kwalifikacja do operacji na którą póki co czeka się ok. 2-3 lata. Tak więc mam super perspektywę! ;-(((( Oby tylko zdrowie dopisało, co tez jest prolematyczne ostatnio!
PolubieniePolubienie
Biedactwo jesteś! Ale jakoś chodzisz? Ja po 3 miesiącach brania leków, smarowania itd wreszcie chodzę prawie normalnie. Dbaj o siebie! Przytulaski.
PolubieniePolubienie
O jak fajnie 🙂 Już widzę,że działasz. Jakby co służę pomocą 🙂 Można też zmienić adres i mieć końcówkę worpdress.com
Ustawienia – Narzędzia witryny – zjechać niżej i wybrać zmień adres witryny i tam się zmienia 😉 Można też dodawać blogi do obserwowanych tylko trzeba sobie te opcje ustawić 😉
PolubieniePolubienie
Ervisha, jesteś niesamowita. Ja do wszystkiego dochodzę w żółwim tempie, albo wcale, hihihi, Twój nowy blog jest śliczny, ale pewnie ci już o tym pisałam 🙂
PolubieniePolubienie
Ewuniu kochana, jest super a nie tylko dobrze. Przy okazji poczytam sobie o Twoich wojażach. Coekawe, czy komentarz wskoczy. Buziaki:)))
PolubieniePolubienie
Aniu, mam cię! Fajne są te znaczki przy imionach 🙂 Ania, Ania, dałyśmy radę!
PolubieniePolubienie
Właśnie skończyłam opis podrózy i wiem na pewno, że kiedyś i ja się w takowa wybiorę. I tez pewnie latem tam na północ. Dzięki pięknie!
PolubieniePolubienie
Skarbie, życzę ci tego bardzo! Zawiadomię, jak wrócą zdjęcia, dobra? A, i nie dziękuj, bo twoje odwiedziny to dla mnie przyjemność.
PolubieniePolubienie