
Tak reklamuje się firma Costa Cruises, której to liniami tym razem płyniemy. Cóż, będziemy teraz jakiś czas na morzu, płynąc na południowy zachód, więc pora poplotkować o statku. Zwykle nie narzekam na rejsach, bo mogłabym żyć na statku przez pół roku, ale tym razem…
That’s how Costa Cruises – the cruise line we’re sailing with this time—advertises itself. Well, we’ll be at sea for a while now, sailing southwest, so it’s time to dish a bit about the ship. I usually don’t complain on cruises – after all, I could happily live on a ship for six months a year – but this time…
STATEK I ZAŁOGA / SHIP and CREW
Statek jest w porządku, może nie najnowszy, może zbyt przeładowany ozdóbkami w różnych stylach, ale kajuty są wygodne, a nasz stewart, Vivek bardzo dba o czystość i nasz komfort. Załoga i personel, który pochodzi głównie z Egiptu i Indii jest super i absolutnie niczego nie możemy im zarzucić. Od kiedy wiedzą, że jestem tą pasażerką, która pyta o to skąd są, o ich rodziny i plany na przyszłość jestem traktowana z wielką atencją i nawet dostajemy czasem za darmo wodę do kolacji, a Mohammed, który pracuje w restauracji kiedy mnie widzi przywołuje swój najlepszy uśmiech i wyciąga telefon, żeby mi pokazać najnowsze zdjęcie swojego ukochanego wnuka. Szukran شكرًا لك , Mohhamed (Gdyby w Sèvres istniał wzorzec Egipcjanina, to byłby to posąg Mohammeda).
The ship is fine—perhaps not the newest, and maybe a bit overloaded with eclectic decorations—but the cabins are comfortable, and our steward, Vivek, takes great care to ensure cleanliness and our comfort. The crew and staff, hailing mainly from Egypt and India, are fantastic; we have absolutely no complaints about them. Ever since they learned I’m the passenger who asks where they’re from—inquiring about their families and future plans—I’ve been treated with great attentiveness; we even get complimentary water with dinner sometimes. And Mohammed, who works in the restaurant, flashes his best smile whenever he sees me and pulls out his phone to show me the latest photo of his beloved grandson. Shukran, Mohammed (If there were a standard reference model for an Egyptian kept at Sèvres, it would be a statue of Mohammed).

PASAŻEROWIE / PASSENGERS
Są z całego świata, dosłownie. Najwięcej jest Włochów i Hiszpanów, ale też ludzi z Ameryki Południowej i USA, grupka Rosjan (niestety), sporo Niemców i kilkoro Anglików i kilka par z Polski (pozdrawiamy Wrocław, Iserlohn i Brzeszcze). Poziom kultury na tym statku sporo odbiega od naszych doświadczeń z poprzednich rejsów. Niektórzy przepychają się po chamsku, walczą o leżaki, są nieuprzejmi… Przy sąsiednim stoliku przy kolacji siedzi kobieta, która wygląda jak udzielna księżna, a jedząc mlaszcze głośno. Kiedyś jakiś Amerykanin opowiadał z przejęciem, że był w miejscowości Corleone, gdzie „to wszystko się zdarzyło” i był przekonany że to nie była literacka i filmowa fikcja (odsyłam do „Ojca Chrzestnego”), a jakaś Rosjanka krzyczała na mnie, że muszę talerz z jedzeniem nieść koniecznie na tacy, bo tak jej kazali… Życie statkowe jest czasem bardzo zabawne.
They come from all over the world—literally. The largest groups are Italians and Spaniards, but there are also people from South America and the USA, a small group of Russians (unfortunately), quite a few Germans, a handful of English people, and a few couples from Poland (Hello to Wrocław and Brzeszcze). The level of decorum on this ship is a far cry from what we’ve experienced on previous cruises. Some people shove rudely, fight over sun loungers, and act impolitely… At the table next to us during dinner sits a woman who looks like a grand duchess, yet she smacks her lips loudly while eating. I once heard an American excitedly recounting his visit to the town of Corleone—where „it all happened”—convinced that it wasn’t just literary or cinematic fiction (think The Godfather), while a Russian woman shouted at me, insisting I had to carry my plate of food on a tray because that’s what she’d been told to do… Life on board can be quite amusing at times.
JEDZENIE / FOOD
O wiele gorsze niż na innych naszych rejsach. Szczerze mówiąc dla mnie to jest wielkie rozczarowanie. Często nie ma dla mnie niczego, co byłoby naprawdę dobre, bo jak wiecie nie jem mięsa i wybór mam naprawdę niewielki. Kiedy rezerwowaliśmy rejs, cieszyliśmy się, że będziemy mieć naszą ulubioną włoską kuchnię na codzień. Teraz już wiemy, że to niemożliwe. Poza tym prawie nigdy nie ma świeżych owoców (oprócz melonów i jabłek), co na innych rejsach było nie do pomyślenia, nawet kiedy przez długi czas nie zawijaliśmy do żadnego portu. Potrawy w bufecie nie są opisane, więc zawsze muszę pytać, czy to coś jest z mięsem, czy nie. Bezpłatne napoje są tylko do śniadania i obiadu, więc mogę zapomnieć o wieczornej herbacie. Za wodę trzeba płacić, a gdyby ktoś chciał mieć pełny pakiet napojów, to musiałby zapłacić dodatkowo ponad 500 euro…
It’s far worse than on our other cruises. Honestly, it’s a huge disappointment for me. Often, there’s nothing truly good for me to eat because, as you know, I don’t eat meat, so my options are very limited. When we booked the cruise, we were excited about having our favorite Italian cuisine every day. Now we know that’s not possible. On top of that, there’s almost never any fresh fruit—something unthinkable on other cruises, even when we hadn’t docked at a port for a long time. The dishes in the buffet aren’t labeled, so I always have to ask whether or not something contains meat. Charge free drinks are only provided with breakfast and lunch, so I can forget about having tea in the evening. You have to pay for water, and if you wanted a full drinks package, you’d have to pay an extra 500 euros or more…

ORGANIZACJA / ORGANIZATION
Nawet mi się nie chce o tym pisać, więc tylko powiem, że okropna. Brak wielu koniecznych informacji, nie mówiąc o próbach naciągania na większe koszty – na przykład w portach podstawiają swoje autokary dwa razy droższe, niż lokalne. Na statku jest strasznie głośno, nie ma właściwie miejsca, gdzie można uciec przed głośną muzyką z megafonów. Na innych statkach głośna muzyka była tylko w jednym miejscu, tu jest wszędzie słyszalna. Jedynym cichym miejscem jest statkowa kaplica, ale nie wiem, czy jako ateistka mogę tam siedzieć. W bibliotece statkowej była tylko jedna książka i był to Koran.
I don’t even feel like writing about it, so I’ll just say it was terrible. There was a lack of much essential information, not to mention attempts to upsell—for instance, in ports, they provided their own coaches that cost twice as much as local ones. It was incredibly noisy on the ship; there was practically nowhere to escape the loud music blaring from the loudspeakers. On other ships, loud music was confined to one area, but here it could be heard everywhere. The only quiet spot was the ship’s chapel, though I wasn’t sure if I, as an atheist, could sit there. The ship’s library contained only one book: Koran.

Tak więc nie bardzo bella vita. Ale płyniemy do następnego portu i dopóki nie dowodzi nami Kapitan Francesco Schettino*, to przeżyjemy.
So, not exactly la dolce vita. But we’re sailing to the next port, and as long as Captain Francesco Schettino* isn’t at the helm, we’ll survive.

* Costa Concordia to włoski statek wycieczkowy, który zatonął 13 stycznia 2012 roku w wyniku uderzenia o skały u wybrzeży wyspy Giglio na Morzu Śródziemnym. W katastrofie zginęły 32 osoby. Kapitan Francesco Schettino został skazany na 16 lat więzienia za doprowadzenie do katastrofy i opuszczenie tonącego okrętu przed pasażerami.
* The Costa Concordia was an Italian cruise ship that sank on January 13, 2012, after striking rocks off the coast of Giglio Island in the Mediterranean Sea. 32 people died in the disaster. Captain Francesco Schettino was sentenced to 16 years in prison for causing the disaster and abandoning the sinking ship before the passengers.

Zrób coś z formatowaniem w następnym wpisie, bo ten jest pisany tak trochę od prawej do lewej. Tzn right-adjusted, co jest małe piwo, ale na końcu paragrafu kropki są na początku linii a nie na końcu.
PolubieniePolubienie
Ojoj, sporo tych minusów, a opłata pewnie wcale nie mniejsza? W ub. roku byliśmy w pięknym hotelu, a my traktowani jak książęta, ale miał ukryte koszty, co nam sie nie podobało…
Teraz mój brat z bratową są w rejsie, ciekawam ich uwag na temat wyprawy!
PolubieniePolubienie